Refleksja na niedziele

30 Niedziela Zwykła (A), 25 października 2020 roku

Ewangelia (Mt 22, 34-40)

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?»

On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».

 

Czyń zawsze dobro, a zła unikaj!

Człowiek pragnie w życiu szczęścia (korzyści, przyjemności itp.), a jednocześnie chce za wszelką cenę uniknąć nieszczęścia (straty, nieprzyjemności itp.). Z tym twierdzeniem bez wahania zapewne zgodzi się większość ludzi, a być może nawet nikt nie będzie go poddawał w wątpliwość. Ale co jest miara szczęścia, a co nieszczęścia? Jak odróżnić jedno od drugiego?

Jest pewna starożytna opowieść, pochodząca z Dalekiego Wschodu, bodajże z Chin, która znakomicie pokazuje, że nie jest łatwo odróżnić szczęście od nieszczęścia. Jednemu Chińczykowi któregoś dnia uciekł koń. Przyjaciele mówią Chińczykowi: „Co za nieszczęście”. On zaś odpowiada: „Może szczęście, a może nieszczęście, kto to dziś wie?”. Po kilku dniach koń powraca i przyprowadza ze sobą modą klacz. Wówczas sąsiedzi Chińczyka mówią mu: „Co za szczęście cię spotkało”. A Chińczyk na to: „Może szczęście, a może nieszczęście, kto to dziś może wiedzieć na pewno?”. Wkrótce potem syn Chińczyka próbował dosiąść klaczy, aby sobie na niej pojeździć po lesie. Niestety klacz była bardzo narowista i młodzieniec z niej spadł, łamiąc sobie nogę. Przyjaciele Chińczyka mówią mu: „O rety, co za nieszczęście się stało”. A Chińczyk spokojnie znowu na to odpowiada: „Może nieszczęście, a może szczęście, kto to dziś może na pewno wiedzieć?”. Następnego dnia wczesnym rankiem do wsi, w której mieszkał Chińczyk z synem, przyszli wysłannicy cesarza, aby wszystkich młodzieńców powołać do wojska. Cesarz planował bowiem wielką wojenną wyprawę. I sąsiedzi Chińczyka musieli oddać do wojska wszystkich swoich synów, którzy mieli powyżej piętnastu lat. W wiosce pozostał tylko syn Chińczyka, gdyż miał złamaną nogę. Szczęście to czy nieszczęście?

            Przytoczona wyżej opowieść znakomicie obrazuje fakt, że trudno jest nam ocenić wartość jakiegoś wydarzenia w życiu wówczas, kiedy nie znamy całej perspektywy, a znany jest nam tylko niewielki fragment rzeczywistości, historii, okoliczności itd. I zauważmy, że w podobnej sytuacji, co ów Chińczyk z opowiadania, znajdujemy się nadzwyczaj często w naszym życiu.

Np. właśnie zwolnili kogoś z pracy, wydawać by się mogło, że to ogromne nieszczęście, bo przecież pozostał ten ktoś bez środków do życia. Ale za jakiś czas okazało się, że ów ktoś, ponieważ nie musiał iść rano do pracy i pozostał w domu, zapobiegł właśnie innemu nieszczęściu: mógł szybko wezwać do sąsiadki zza ściany pogotowie, gdyż kobieta miała zawał i udało się ją uratować przed niechybną śmiercią. A zatem wcześniejsze zwolnienie z pracy było szczęściem czy nieszczęściem?

Podobnych sytuacji jest bez liku w ludzkim życiu. Ktoś zachorował, ktoś inny wygrał ogromną sumę pieniędzy, jeszcze ktoś inny stracił nogę w wypadku samochodowym. Szczęście to czy nieszczęście? Konia z rzędem, kto potrafiłby na to pytanie w tego typu przypadkach odpowiedzieć w taki sposób, by potem, gdy za jakiś czas zmienią się okoliczności, swej odpowiedzi już nie zmieniać.

            Popatrzmy teraz na dzisiejsza perykopę ewangeliczna. Jezus podpowiada nam w niej, że na życie, tzn. na nasze wybory, sytuacje, których doświadczamy itd. nie powinniśmy patrzeć z perspektywy szczęścia i nieszczęścia. Kryterium, którym uczeń Jezusa ma się kierować jest całkiem inne. Jest nim dobro i zło. A podstawową wskazówką, która pomaga odróżnić jedno od drugiego, jest przykazanie miłości Boga i bliźniego.

            A zatem uczeń Jezusa powinien troszczyć się i zabiegać tylko o jedno: czynić dobro a zła unikać. Oznacza to, po pierwsze, kochać Boga – całym sercem, całą duszą, całym umysłem. Po drugie, jednocześnie kochać człowieka, czyli – jak podpowiada św. Teresa z Lisieux (1873-1897) – znosić wszystkie jego wady, nie dziwić się jego słabością i pokazywać, że jest się zbudowanym jego najmniejszymi cnotami.

Mówiąc krótko i odwołując się do myśli św. Fulgencjusza z Ruspe (460-533), można powiedzieć, że Jezus uczy nas dzisiaj tego, iż jedynie miłość Boga i bliźniego jest źródłem i początkiem wszelkiego dobra, a jej brak źródłem i początkiem zła. Oznacza to, że uczeń Jezusa na życie, swoje wybory i sytuacje, w jakich się znalazł, powinien patrzeć nie pod kątem szczęścia (korzyści, przyjemności itp.) czy nieszczęścia (straty, nieprzyjemności itp.), ale wyłącznie z perspektywy dobra lub zła. I nawet nie chodzi tu o to, że szczęście i nieszczęście są trudne do precyzyjnego oszacowania w nieustannie zmieniających się wraz z upływem czasu okolicznościach. Chodzi o to, że tylko czynienie dobra i unikanie zła jest pewną i wypróbowaną droga, która zawiedzie nas do nieba.

ks. Zdzisław Kieliszek