Szesnaście pięknych dni.......
Wspomnienia z obozu w Łężanach, lato 1967
Było ich szesnaście – szesnaście pięknych dni. Każdy z nich rozpoczynaliśmy witając ranek po łydki stojąc w jeziorze.
Ten, któremu nieobce było wystawanie wielogodzinne z wędką w ręku, wracał wówczas na brzeg taszcząc…kilka rybek. Nas zaś rozśpiewanych, łaknących wrażeń była cała trzydziestka. Na śniadanie, a więc skrótami, boczną furtą przemykało się bractwo do Pałacu. Już na ścieżkach wiodących doń delektowaliśmy się wonią róż z klombów i rabatek i tym bardziej prozaicznymi zapachami … z kuchni.
Pan Profesor Wawrzyczek 48 razy (16 x 3) w ciągu tych dni toczył wzrokiem
po zgłodniałej czeredzie, może komuś dołożyć „sadzone” jajeczko, polać kluseczki topionym masełkiem? Później, gdy już otarliśmy buzie z okruchów darów Bożych, przez komnatę jadalną, bibliotekę szliśmy do Sali aby ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Były więc i psalmy powtórka repertuaru. Były też wykłady z teorii muzyki.
I rozjaśniło się w głowach rolnikom, rybakom, mleczarzom i zootechnikom. Śpiewało się nam coraz lepiej, Romek coraz częściej był słoneczny i przyjechał Pan Bramiński – nasz dyrygent.
Wieczory były przeurocze, gdy deszczowe – słuchaliśmy radia, tańczyliśmy.
Jeśli niebiosa były przychylne, mężczyźni „wypożyczali” łódź, wodowaliśmy nasze dwa kajaki i na jeziora. Tam zaś tylko przybrzeżne trzciny, nasze głosy, a wokół woda. Były też inne wieczory. Siadaliśmy wówczas w pachnących żywicą
i pastowaną podłogą pokojach, Roman dokręcał śrubki magnetofonu, a myśmy produkowali się do mikrofonu.
To „Kuki” za „konika na biegunach”, Idzi z ferajną za „obozowe ballady” zbierali oklaski i ochrypłe okrzyki zachwytu tych, których część flirtowała, a część wdzięcznie opychała się malinami. To była wielka sielanka i jednocześnie regeneracja sił przed którymś tam z rzędu Wielkim Meczem. Mecze …
Zaraz za willą, za drogą tam na d jeziorem jest plac ocieniony lipami.
Ot, kawałek ubitej dobrze ziemi i siatka. Profesor – Sędzia, do tego
akcesoria sędziowskie i „tłum” kibiców. Tenory contra basom. Wyniki nie
mają znaczenia, to trzeba było zobaczyć – rywalizacja. Zwycięscy wygrali
śliwki w czekoladzie, zwyciężeni dar lasu – maliny.
Takie były nasze wakacje. Wakacje z pieśnią i piosenką.
Tych szesnaście dni upłynęło tak szybko…
…teraz też śmiejemy się do wspomnień.
Siedemnaście minut ...sukcesu
Wspomnienia z Konkursu w Legnicy, maj 1989
Bardzo cieszyliśmy się, kiedy zostaliśmy zakwalifikowani na Ogólnopolski Turniej Chórów Legnica Cantat 20.
Jest to przecież najważniejsza w kraju impreza chóralna i marzeniem każdego chyba chóru jest przede wszystkim wystąpić na nim. Nasz chór dostąpił tego zaszczytu.
Do miejsca, gdzie dostaliśmy zakwaterowanie dojechaliśmy o 3 w nocy. Mieszkaliśmy w Schronisku Młodzieżowym
w Złotoryi. Czwartek 11 maja był dniem, w którym mieliśmy stanąć przed Legnicką publicznością. Chyba wszyscy baliśmy się tego koncertu, ale silniejsza była w nas chęć pokazania tego, czego Benek nas do tej pory nauczył. Nie liczyliśmy
na żadne nagrody, ponieważ oprócz nas reprezentowały się jeszcze 23 chóry i wiele z nich cieszyło się popularnością
i dobrą sławą.
Wystąpiliśmy 11 maja o godz. 19.00 w Akademii Rycerskiej jako trzeci chór w tej turze przesłuchań. Nie zaśpiewał z nami Wojtek Rogowski ponieważ przed wejściem na koncert miał mały wypadek (upadł i podarł sobie spodnie). Nasz koncert rozpoczęliśmy utworem G. P. Da Palestriny „Alma Redemptoris Mater”. Później zaśpiewaliśmy T. Paciorkiewicza „Ale Regina”, W. A. Mozarta „Adoramus
Te Christe”, P. Czakowskiego „Słowiczek”, G. Bardosa „Wiatr”i R. Twardowskiego „Humoreska”. Zebraliśmy sporo oklasków i widać było, że jury jest z nas zadowolone. Ale jeszcze wtedy niczego nie podejrzewaliśmy.
12 maja, w piątek rano daliśmy koncert w Zespole Szkół Zawodowych w Złotoryi, po czym uczestniczyliśmy jako słuchacze w występach turniejowych w Akademii Rycerskiej. Wieczorem niektórzy poszli na koncert Zespołu Spirituals Singers Band z Wrocławia, inni bawili się w klubie Kantatowym. Benek był bardzo zdenerwowany. Po przesłuchaniu wszystkich chórów wiedział, że „grozi nam” zdobycie jakiejś nagrody.
Sobotni ranek był jednym z najpiękniejszych w naszym życiu. Otóż dotarła do nas poza kulisowa informacja,
że zdobyliśmy Grand Prix Festiwalu. Cieszyliśmy się bardzo, ale tak w pełni nie mogliśmy w to jeszcze uwierzyć.
Wszyscy w napięciu czekaliśmy na niedzielę, kiedy miały być ogłoszone wyniki.
I wreszcie nadeszła niedziela. O godz. 10.00 znaleźliśmy się w Akademii Rycerskiej, gdzie
nastąpiło ogłoszenie wyników. Wszyscy na własne uszy usłyszeliśmy, że Grand Prix Festiwalu
Legnica Cantat 20: Nagrodę przechodnią „Srebrną Lutnię” im. J. Libana z Legnicy, pianino
ufundowane przez Legnicką Fabrykę Fortepianów i Pianin oraz pół miliona złotych zdobył Chór
Akademicki im. prof. Wiktora Wawrzyczka Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie.
To było wielkie przeżycie. Wszyscy padaliśmy sobie w ramiona i nikt nie mógł powstrzymać łez.
Nasz dyrygent Benek kilka razy znalazł się pod sufitem. Byliśmy tak bardzo szczęśliwi, nie
potrafię w tej chwili przelać tego na papier. Benek otrzymał Nagrodę Indywidualną dla
Najlepszego Dyrygenta i nasze podziękowania:
"Benkowi Błońskiemu w dniu, w którym stał się najlepszym dyrygentem świata
- z pokornym skłonieniem głów Wawrzyczki"
Na zakończenie Festiwalu wszyscy zaśpiewaliśmy „Gaude Mater”.
Po pożegnaniu z innymi chórami wyruszyliśmy w drogę do Olsztyna….
Ozłocone "Wawrzyczki"
Wspomnienia z wyjazdu do Grecji, lipiec 2006
Minęło dziesięć lat od ostatniej wizyty „Wawrzyczków” w Grecji.
Wtedy, uczestnicząc w Międzynarodowym Konkursie Chóralnym w Atenach,
Chór im. Prof. W. Wawrzyczka (jeszcze Akademii Rolniczo–Technicznej
w Olsztynie) zdobył ZŁOTY MEDAL. W lipcu tego roku, po bardzo pracowitym, aktywnym sezonie artystycznym, obfitującym w wiele koncertów i przygotowanie nowych programów muzycznych, Śpiewacy z Kortowa ponownie wybrali się do Hellady, tym razem do Prevezy, malowniczego portu położonego u ujścia Zatoki Ambrazyjskiej, by pod dyrekcją prof. Benedykta Błońskiego reprezentować Uniwersytet Warmińsko-Mazurski na XII Międzynarodowym Konkursie Chóralnym
i sprawdzić swoje umiejętności wokalne na tle dwudziestu czterech chórów, wybranych spośród ponad stu zgłoszeń, jakie wpłynęły do organizatorów
z całego świata.
Po wielu kilometrach przebytych autokarem dotarliśmy do sanktuarium
we włoskim Loreto, by tam wyciszyć się i otrzymać siłę do tego
prestiżowego konkursu. Do Grecji przypłynęliśmy promem. W Prevezie
rozpoczęła się ciężka praca, wielogodzinne próby, oficjalne spotkania
dyrygentów, reprezentantów chórów, lokalnych władz, prasy, uroczyste
parady, prezentacje konkursowe i okolicznościowe koncerty chórów.
Atmosfera była napięta, wyczuwało się ogromną presję i chęć walki
o najwyższe laury. „Wawrzyczki” startowały w dwóch kategoriach:
Kat. A - chóry mieszane i Kat. D – chóry kameralne (do dwudziestu
osób). Codziennie słuchaliśmy naszych konkurentów. Były to bardzo
pouczające obserwacje, z których wyciągaliśmy wnioski. Surowe jury nie
dawało poznać po sobie odbioru poszczególnych uczestników. Jednak spotykaliśmy się z bardzo przychylnym przyjęciem słuchaczy, wręcz z zachwytem i prośbami wielu dyrygentów
o przekazanie partytur naszego repertuaru. Trzeba przyznać, że na tle wielu chórów nasz program był bardzo zróżnicowany, trudny i piękny, a profesor Błoński potrafił tak zaczarować słuchaczy, że nie śmieli się ruszyć, zanim profesor nie dał znaku po zakończeniu utworów.
Kiedy czwartego dnia ogłaszano wyniki konkursu, napięcie było ogromne.
W końcu werdykt: w kategorii chórów mieszanych : Złoty medal i I miejsce:
Chór Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie – POLSKA. W kategorii Chórów kameralnych także Złotymedal i I miejsce. Niesamowity aplauz ogółu, nasze zaskoczenie, że aż tak dobrze, radość, ogromne wzruszenie i duma, że jubileusz 55-lecia chóru, przypadający w roku przyszłym, będzie uświetniało takie zwycięstwo.
Natychmiast jurorzy przystąpili do prof. Benedykta Błońskiego z gratulacjami. Dopiero teraz usłyszeliśmy z ich ust, że kiedy weszliśmy po raz pierwszy
na scenę, już po kilku taktach byli przekonani, że przyjechaliśmy do Prevezy, aby wygrać ten konkurs. Nakłaniali nas, abyśmy wykorzystując wspaniała formę chóru uczestniczyli w innych konkursach chóralnych w Europie. Podkreślali naszą perfekcyjną intonację, dykcję, stylowe, ze zrozumieniem i wielką kulturą wykonanie wszystkich utworów. Docenili krystaliczne, dźwięczne soprany, miękkie, ciepłe tenory, nośne, brzmiące basy, przepiękne, chwytające za serce alty. Mówili o spójnej barwie wszystkich głosów, niezwykłej plastyce wyrazu, dużych różnicach dynamicznych, uduchowieniu, delikatnym, pięknym piano i idącym w niebo forte. Byliśmy bardzo szczęśliwi, byliśmy jednością…
Następnego dnia rozpoczęliśmy część poznawczą naszego wyjazdu.
Zwiedziliśmy Ateny i miasta starożytnej Grecji, Meteory, Delfy, Epidauros,
Napflion, Zatokę Koryncką wiele przepięknych miejsc, które onieśmielają
swoim rozmachem, potęgą architektury i kultury starożytnej Grecji.
Ostatnie dni spędziliśmy we Włoszech – w Rimini i uroczej Wenecji, która
jest symbolem westchnień wielu zakochanych. Zrobiliśmy kilka tysięcy
zdjęć – będzie co wspominać. Za sprawą Profesora, Benedykta
Błońskiego, naszego przyjaciela i wychowawcy, który ma w sobie tak
wiele uroku osobistego i pokory, wiemy także, czym są męki Tantala
i potrafimy odróżnić kolumnę koryncką od doryckiej.
Mieliśmy wspaniałą okazję, by lepiej się poznać, pokazać swoją
indywidualność a przy tym pielęgnować wszystko, co najlepsze w tym chórze. Wróciliśmy pełni wrażeń, zmęczeni, ale naładowani pozytywną energią do dalszego tworzenia i doskonalenia swoich umiejętności. W drodze powrotnej, wspólnymi siłami, napisaliśmy słowa piosenki, traktującej „na wesoło” naszą grecką podróż, a chóralny kabaret wystąpił gościnnie na promie i także zrobił furorę. Mamy naprawdę zdolnych chórzystów.
W przyszłym roku Jubileusz 55-lecia Chóru im. prof. Wiktora Wawrzyczka.
Musimy wykorzystać tę energię, aby wypadł imponująco.