Niedzielna refleksja

Zesłanie Ducha Świętego (A), 31 maja 2020 roku

Ewangelia (J 20, 19-23)

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

 

Niczego nie musimy się lękać!

Strach i lęk odczuwają już niemowlęta, przede wszystkim przed rozstaniem z mamą. I maluchom nie ma się co dziwić, ponieważ w ich przypadku długotrwała rozłąka z mamą jest realnym zagrożeniem zdrowia i życia, chociażby ze względu na brak jedzenia. U nieco starszych dzieci inne zjawiska są przyczyną strachu i lęku, takie jak np. ciemność, błyskawice i grzmoty podczas burzy, głęboka woda, niespodziewane zostanie samemu w pokoju, dziwne dźwięki, obcy ludzie, pająki czy nieznane zwierzęta. Jeszcze starsze dzieci i młodzież o palpitację serca przyprawia np. zbliżająca się klasówka czy niespodziewane wywołanie do tablicy, aby przed całą klasą odpowiadać na pytania zadawane przez nauczyciela.

A dorośli ludzie są już wolni od strachu i lęku? Oczywiście, że nie. Też i oni przecież doświadczają, że oto w piersiach serce wali im niczym młot: 100, 120, 150 uderzeń na minutę. Skronie zaczyna coraz bardziej rozsadzać tępy ból, płuca zaczynają się przytykać, w żołądku ściskać, mięśnie zaczynają drżeć, na czole pojawia się pot, skóra cierpnie, a usta coraz bardziej wysychają…

I nie będzie raczej większą przesadą powiedzenie, że strach i lęk żyją w nas od samego urodzenia, czasem nas paraliżują, innym razem napędzają do podjęcia jakiejś inicjatywy, a – jeśli wierzyć przeprowadzanym co jakiś czas badaniom – to zazwyczaj najbardziej boimy się śmierci.

Nie powinno więc nas dziwić, że Apostołowie – o czym słyszymy w dzisiejszym fragmencie Ewangelii – ze strachu przed Żydami zaryglowali na cztery spusty drzwi. Pewnie w zajmowanej przez siebie izbie siedzieli też cichutko, może nawet trzęśli się ze strachu niczym osiki. Wszak ledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej Jezus został uwięziony, osądzony i ukrzyżowany. A oni przecież byli Jego uczniami, których też wielu ówczesnych Żydów chętnie by najpierw wyłapało i potem równie brutalnie uśmierciło, aby definitywnie zakończyć sprawę Nazarejczyka.

Owszem, od Marii Magdaleny Apostołowie już zdążyli rano usłyszeć nowinę o pustym grobie Jezusa, a także o tym, że ona widziała Go żywego. Ale z dużą pewnością możemy przypuszczać, że te wieści zamiast rozproszyć strach Apostołów raczej tamtego wieczoru bardziej ich jeszcze zdezorientowały…

Aż w pewnym momencie staje przed nimi sam Zmartwychwstały Pan i niczym lekiem na ich strach zwraca się do nich słowami: „Pokój wam!”.

I zwróćmy uwagę na drobny szczegół, że Jezus – jak zanotował Jan Ewangelista – stanął dokładnie pośrodku izby, jakby chciał zwrócić uczniom uwagę na to, co, a raczej Kto, odtąd ma być centrum ich życia! Odtąd uczniowie nie mają się wpatrywać w to, co jest na zewnątrz, co budzi w nich strach, lęk, niepokój, smutek itd. Uczniowie mają się wpatrywać w Zmartwychwstałego Jezusa, skierować na Niego swój wzrok, umysł i serce. Uczniowie mają się wpatrywać w Zmartwychwstałego Pana, który przeniknął i wszedł – tak bardzo dosłownie, jeśli weźmie się pod uwagę dzisiejszą relację Ewangelisty – w sam środek ich lęku!

A jakie są moje największe obawy? Czego najbardziej się lękam? Co wzbudza we mnie strach i przerażenie?

Cokolwiek by to nie było, nawet jeśli byłaby to przede wszystkim śmierć, to zawsze pamiętajmy, bo tego nas uczy dzisiejsza Ewangelia, że Jezus przenika nasz lęk, nie jest gdzieś obok, ale w samym środku! Ważne jest tylko, aby wpatrywać się w żyjącego Jezusa tak, jak uczniowie, którzy tamtego wieczora w dniu zmartwychwstania pojęli, że odtąd niczego nie muszą się już lękać!

ks. Zdzisław Kieliszek