Biblijna refleksja niedzielna

18 Niedziela Zwykła (A), 2 sierpnia 2020 roku

Ewangelia (Mt 14, 13-21)

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.

A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności».

Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»

Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb».

On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj».

Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

 

Jak przeżywać śmierć bliskiej osoby?

            Śmierć bliskiej osoby jest zawsze niezmiernie bolesnym doświadczeniem. A przeżywany ból jest tym większy, gdy ta śmierć była niespodziewana lub – w naszym mniemaniu – przedwczesna. I bez względu na to, kto od nas odszedł – matka, ojciec, brat, siostra, mąż, żona, przyjaciel czy przyjaciółka – strata, śmierć bliskiej osoby zawsze uderza nas w samo serce – boleśnie i na długo! Często pierwszą reakcją na wiadomość o śmierci bliskiego człowieka jest próba jej zanegowania i trwanie w przekonaniu, że wiadomość jest nieprawdziwa, a bliska nam osoba wciąż żyje. Potem, gdy prawda o śmierci bliskiej osoby już do nas dotrze w całej swej brutalności, pojawiają się łzy, żal, cierpienie, poczucie doznanej krzywdy, a czasem nawet bunt lub rozpacz. Jak uporać się z doświadczeniem śmierci bliskiej osoby?

            Znawcy przedmiotu wskazują, że chociaż poszczególni ludzie – zależnie od ich relacji z osobą zmarłą, od ich osobowości, sposobu utraty bliskiej osoby itp. – inaczej, tzn. z różną intensywnością i w różnym tempie, będą przeżywali śmierć bliskiego człowieka, to jednak w procesie żałoby zazwyczaj muszą nastąpić trzy zasadnicze fazy. Tymi fazami są kolejno: 1. Przeżycie szoku i niedowierzania w realność śmierci bliskiej osoby (3-4 tygodnie po pogrzebie); 2. Poszukiwanie nowej tożsamości i uczenie się nowych ról, np. osieroconego dziecka, osieroconego rodzica, wdowy, wdowca itp. (3-8 miesięcy po śmierci bliskiej osoby); 3. Odzyskiwanie równowagi duchowej i powrót do codzienności (zazwyczaj od jednego roku do dwóch lat po śmierci, choć zdarza się, że ta faza trwa i lat pięć).

            Zauważmy, że w dzisiejszym fragmencie Ewangelii również od Jezusa otrzymujemy naukę, w jaki sposób należałoby się zachować w obliczu śmierci bliskiej osoby. Ewangelista zanotował: „Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych”.

            W tych zdaniach otrzymujemy dwie wskazówki.

            Po pierwsze, Jezus, oddalając się na miejsce odosobnienia, uczy nas, że śmierć bliskiej osoby to wezwanie do refleksji nad własnym życiem i nieuniknionością nadejścia momentu naszego odejścia z tego świata. Przeżywając śmierć bliskiego człowieka, przygotowujemy się do własnej śmierci, wewnętrznie do niej dojrzewamy. Uczymy się innego myślenia o życiu doczesnym, w umieraniu odkrywamy życie, w doświadczeniu smutku – radość, w żalu – nadzieję na ponowne spotkanie w wieczności w Królestwie Bożym.

            Po drugie, Jezus, przeżywając śmierć Jana Chrzciciela, nie zamknął się na ludzi, ale, gdy tylko spostrzegł przybyły do niego tłum, zlitował się nad tymi, którzy potrzebowali pomocy, a wielu uzdrowił. W ten sposób Pan uczy nas, że nawet w przeżywaniu straty bliskiej osoby, należy mieć oczy, uszy i serce otwarte, a ręce i nogi gotowe do tego, aby zaradzać potrzebom ludzi, którzy oczekują od nas pomocy. Jezus uczy nas w ten sposób, że nawet przeżywanie żałoby po śmierci bliskiej osoby nie zwalnia nas od gotowości do dawania siebie ludziom potrzebującym pomocy, gdyż powołaniem ucznia Chrystusa jest ochotne i stałe wzbogacanie innych dobrem!

            Mając na uwadze udzielone nam dzisiaj przez Jezusa te dwie wskazówki, myślę, że warto repertuar naszych codzienny modlitw uzupełnić stałą modlitwa o dobrą śmierć: Święty Józefie, pociecho cierpiących i umierających, mój dobry Ojcze! Ty otrzymałeś dar przebywania na ziemi aż do końca swoich dni w towarzystwie Jezusa i Jego Matki i zasłużyłeś na tę łaskę, że umarłeś w Ich objęciach. Proszę Cię, niech twoje wstawiennictwo wyjedna mi łaskę dobrej śmierci, abym - podobnie jak ty - oddał mego ducha przy Jezusie i Maryi. W ciągu ziemskiego życia bądź mi wzorem i pomocą, abym w godzinę śmierci, ze świadomością dobrze wypełnionego powołania, z czystym sercem i w pokoju szedł na spotkanie z Ojcem. Amen.

ks. Zdzisław Kieliszek