„Brat Mirosław”

Mirosław Rogalski – absolwent Wydziału Technologii Mleczarskiej i Żywności Wyższej Szkoły Rolniczej. Członek Stowarzyszenia Absolwentów UWM, Klub Regionalny „Ziemia Warmińska”.

O jego życiu zawodowym zadecydowała błyskawicznie podjęta decyzja.

Kilka tygodni przed egzaminem kończącym studia z grupą przyjaciół z Akademickiego Klubu Turystycznego był w Kamieniu koło Pisza na zakończeniu Ogólnopolskiego Rajdu Turystycznego po Warmii i Mazurach. Przy grochówce dowiedział się, że Rozgłośnia Polskiego Radia w Olsztynie zamierza przyjąć do pracy młodego dziennikarza. Następnego dnia zjawił się w budynku przy ówczesnej ulicy Lumumby. W rezultacie 1 czerwca 1968 roku, 20 dni przed obroną pracy magisterskiej w Katedrze Ekonomiki i Organizacji Przemysłu Mleczarskiego, rozpoczął pracę w radiu. Od tych wydarzeń mija właśnie 50 lat.

Radiowca–jubilata, który nadal jest czynnym dziennikarzem, przedstawia Wojciech Ogrodziński.

* * *

W olsztyńskiej rozgłośni Polskiego Radia przepracowałem 42 lata. Przez wszystkie te lata gdzieś obok był Mirek Rogalski. Najpierw jako starszy kolega, potem, przez wiele, bardzo wiele lat, jako bliski współpracownik. W latach najtrudniejszych Mirek był moim powiernikiem. Konsultowałem z nim najpoważniejsze decyzje i jego zdanie zawsze miało dla mnie znaczenie.

Kiedy poprosił mnie ,abym coś o nim „naskrobał”, zgodziłem się chętnie, bo wydawało mi się, że tekst o Mirku sam się napisze. Jest przecież Mirosław Rogalski chodzącą kopalnią anegdot obejmujących 50 lat olsztyńskiego Radia i ludzi, którzy się przez nie przewinęli.

Ale po kolei.

Nim Mirek (rocznik 1944) trafił do Olsztyna, pobierał nauki w Wielkopolsce. Maturę w łacińskiej klasie męskiego liceum w Ostrowie Wielkopolskim zdał w 1962 roku. Zawsze podkreślał swe związki z Wielkopolską. Nimi tłumaczył swoją skrupulatność, na nią zwalał swoją administracyjną upierdliwość. Jednych te cechy irytowały, ale wielu potrafiło je docenić, zwłaszcza wówczas, gdy Mirek zajmował się jako wydawca rozliczeniami honorariów. Był w tych sprawach wyjątkowo dokładny i sprawiedliwy. Pamiętał zasługi i potrafił domagać się dla kogoś tzw. „dobawki”, czyli dopłaty honorariów, nawet po kilku miesiącach. Nawiasem mówiąc nie pamiętam skąd się paskudne słowo wzięło. Z pewnością pochodzi z czasów kiedy wstawki reporterskie nazywaliśmy brzdokami.

Po maturze Mirek trafił do Olsztyna i tu studiował w Wyższej Szkole Rolniczej. Nie dane mu jednak było sprawdzić się w roli magistra inżyniera technologii mleczarstwa i żywności, bo 1 czerwca 1968 roku trafił do Rozgłośni Polskiego Radia w Olsztynie. Z dumą podkreśla, że była to jego jedyna praca etatowa. Zaczynał jako stażysta, przeszedł szczeble młodszego i starszego redaktora, wreszcie został kierownikiem redakcji. Karierę etatową zakończył jako sekretarz programu w 2004 roku. Ale w Radiu Olsztyn pozostaje do dziś. Współpracuje także z „Nowym Życiem Olsztyna”.

Mirek Rogalski przeszedł nie tylko wszystkie szczeble dziennikarskiej edukacji. Na własnej skórze poczuł czym jest postęp technologiczny i rozwój techniki radiowej. Zaczynał od klejenia taśmy magnetofonowej, skończył na montażu komputerowym. Jego pierwsze audycje były analogowe i monofoniczne, a te późniejsze już cyfrowe i ze wszystkimi „wodotryskami” jakie daje komputer. Wychowany na „kołchoźniku” (czyli radiu kablowym), słyszał w nim relacje z Wyścigu Pokoju i transmisję Konkursu Chopinowskiego w 1955 roku, kiedy zwyciężał Adam Harasiewicz. Zauroczony wpatrywał się w seledynowe oko radioodbiornika marki „Pionier”, którego posiadaczem był sąsiad Franciszek. Po latach w olsztyńskiej rozgłośni zetknął się z profesjonalnymi magnetofonami Uher, Nagra, Sony czy Philips. Poznawał tajniki zapisu cyfrowego na tzw. datach, Tascamie, wreszcie na „pałkach”, które miały w sobie wszystkie elektroniczne cuda-wianki, a wyglądały jak mikrofon.

Tym, który zainteresował go pracą w radiu był Krzysztof Śliwiński, jeden z zapomnianych już dziś zupełnie radiowców. Do pracy przyjmował go Tadeusz Ostojski. Według Mirka, na Ostojskim zrobił wrażenie temat jego pracy magisterskiej. Miał świadczyć o szerokich horyzontach, a rzecz dotyczyła organizacji i ekonomiki przemysłu mleczarskiego. Osobiście przypuszczam, że Mirek jak to Mirek, w sposób skromny i powściągliwy zrobił dobre wrażenie. Choć i ta ekonomika oraz organizacja przemysłu mleczarskiego mogła mieć znaczenie, bo, o ile pamiętam,  żona Ostojskiego pracowała w spółdzielczości mleczarskiej.

Mirek trafił do redakcji dzienników, a do zawodu wprowadzał go Mirosław Tomaszewski, w swoim czasie jedna z barwniejszych postaci olsztyńskiego radia. Rzutki dziennikarz o wszechstronnych zainteresowaniach sportowych. Wielu zapamiętało go jako właściciela trabanta, którym startował w rajdach samochodowych. Zmarł przedwcześnie na zawał serca właśnie podczas jednego z rajdów. Mirek często powoływał się na Tomaszewskiego kiedy wspominano dawne radio.

Z racji wykształcenia Mirek Rogalski miał się zajmować rolnictwem i przemysłem spożywczym. Gdy zaczynał swoją dziennikarską karierę, w olsztyńskim radiu obowiązywała specjalizacja. Wszyscy mieli swoje „działki”, swoje tematy, a nawet swoich słowodawców, czyli informatorów i rozmówców. Swoista eksterytorialność. Naruszanie granic było w złym stylu i nie rzadko kończyło się awanturą. Ci bardziej rzutcy, gorliwsi, byli niekiedy rzucani na szersze wody, albo też sami poszerzali krąg swoich zainteresowań. Rzecz jasna przekładało się go na wysokość honorariów. Tu trzeba wyjaśnić specyfikę zarobków w regionalnych rozgłośniach radiowych w latach 60. i 70. Dziennikarz był przydzielany do konkretnej redakcji. Tam miał co miesiąc powtarzalne i mniej więcej przewidywalne obowiązki. Z wynagrodzeniem zasadniczym dawało to pewną, ale niewygórowaną kwotę. Można ją było zwiększyć, współpracując z dziennikami i z autorami codziennych audycji informacyjnych. Ale najwięcej można było dorobić w programach ogólnopolskich, oczywiście jeśli to, co się robiło odpowiadało zainteresowaniom redakcji warszawskich. Mirek, osoba pracowita i skrzętna, szybko poodkrywał warszawskie spiżarenki, którym potrzebne były jego konfitury. Współpracował z redakcją rolną, redakcjami „Z kraju i ze świata”, „Sygnałami dnia”, „Muzyką i aktualnościami”. W 1978 roku należał do grupy sprawozdawców, którzy relacjonowali Dożynki Centralne w Olsztynie. Koledzy ci z dumną nonszalancją nosili na szyjach specjalne identyfikatory, które pozwalały im pokonywać strefy dla oficjeli.

Mirek należał do tych dziennikarzy, którzy lubili jeździć w teren. Tam przecież kryły się radiowe ziemie niczyje, tam można było odkryć wymarzonych słowodawców, nieskażonych nowomową, szczerych, a w tej szczerości niekiedy naiwnych, co na taśmie magnetofonowej dawało fantastyczne rezultaty. Praca terenowa wymagała pewnego sprytu. Przede wszystkim trzeba było sobie zapewnić redakcyjny samochód. W tym celu szło się do administracji i specjalnym zeszycie wpisywało się termin i miejsce wyjazdu. Starzy wyjadacze już 2 stycznia potrafili zarezerwować terminy na pół roku. Oczywiście życie weryfikowało te wzięte z sufitu plany, ale chcąc jeździć w teren, trzeba się było wykazać przedsiębiorczością i wdziękiem osobistym, na który szczególnie czuła była szefowa administracji.

Jako reporter radiowy Mirek Rogalski poznał wiele osób, które dziś znane są przede wszystkim jako patroni ulic. Nagrywał Marię Zientarę-Malewską, rozmawiał z Ireną Kwinto – bajkopisarką z Lidzbarka Warmińskiego. Miał kolekcję nagrań z kolejarzami, którzy ściągnęli do Olsztyna w lutym 1945 roku. Odwiedzał legendarnego doktora Edwarda Mroza, który do swoich pacjentów jeździł zielonym hanomagiem z lat 30. ub. wieku. Kiedy doktorowi skradziono koło zapasowe, apelował razem z innymi dziennikarzami do złodziei o jego zwrot. Dzięki dziennikarzom doktor koło odzyskał. Na liście rozmówców Mirka był także doktor Florian Piotrowski, jeden z organizatorów olsztyńskiego pogotowia, Władysław Leonhardt – współtwórca i pierwszy dyrektor OZOSu, trenerzy, pisarze, działacze mazurscy, powstańcy warszawscy, a także popularny radiesteta Edward Trusielewicz. Rogalski miał cenną radiową umiejętność. Potrafił zdobyć zaufanie swoich rozmówców. Dzięki temu w jego audycjach barwnymi postaciami stawali się zwyczajni ludzie: leśnicy, rolnicy, pracownicy pegeerów.

Zdolności Mirka bliżej poznałem kiedy wspólnie robiliśmy reportaż „W Ameryce gorzej”. Mirek dowiedział się, że pracownicy pegeeru w Ameryce zamierzają ogłosić strajk w obronie…gorzelni. Uznał, że jest to dobry temat i zaproponował mi współpracę. Pewnie dlatego, że miałem sporo reportaży na koncie i trochę nagród w ogólnopolskich konkursach. A ponieważ specjalizowałem się w reportażach obyczajowych i prześmiewczych, zgodziłem się. Historia tylko z pozoru była kuriozalna. U źródeł konfliktu, prócz spirytusu rzecz jasna, kryła się chłodna kalkulacja. Pegeer w Ameryce utrzymywał się dzięki gorzelni, która znajdowała się na terenie spółdzielni w Platynach. Kiedy przyjechaliśmy po raz pierwszy do Ameryki, na pegeerowskich polach zobaczyliśmy tysiące przemarzniętych główek kapusty, którą posadzono na potrzeby mającego powstać zakładu przetwórstwa rolnego w Olsztynku. Zakład nie powstał, kapustę szlag trafił, a dyrektor pegeeru w naszej obecności rozpaczliwie usiłował sprzedać zboże. Bez skutku. A do tego ówczesny premier podjął decyzję o zwrocie gorzelni spółdzielni w Platynach. Dramat. W ten oto sposób jeden podpis decydował o losach dwóch zakładów: jeden właściwie unicestwiał, a drugi ustawiał na lata. Myślę, że wspólnie z Mirkiem zrobiliśmy niezły reportaż o absurdach peerelowskiej ekonomii i gospodarki. Liczyliśmy nie bez podstaw na nagrodę. Niestety, polski kalendarz nas pokonał. Rzecz działa się bowiem w grudniu 1981 roku.

Mirek Rogalski miał to do siebie, że bywał niezbędny. Kiedy trzeba było zrobić coś, co wymagało rzetelności i zręczności, Mirek okazywał się niezastąpiony. W 1989 roku Mirkowi powierzono przygotowywanie tzw. „bezpłatnych audycji wyborczych”. Audycje te były efektem nowej ordynacji wyborczej i rzecz jasna Okrągłego Stołu. W radiowym studiu wyborczym pojawiły się setki zestresowanych kandydatów na posłów i senatorów. Niewielu z nich miało wcześniej kontakt z radiem, wielu dopiero uczyło się polityki. Sytuację komplikował fakt, że równocześnie Solidarność przygotowywała swoje audycje wyborcze, w świetnej oprawie muzycznej, z pasją i entuzjazmem. Nikt nie przypuszczał, że w 1989 roku, w czerwcu, Mirek Rogalski zdobył kolejną radiową sprawność. Został nieformalnym szefem radiowego studia wyborczego. I był nim przez 25 lat. Zmieniali się szefowie radia, zmieniały zarządy, ale kiedy nadchodziły kolejne wybory parlamentarne czy samorządowe, wiadomo było, że organizacją studia wyborczego w Radiu Olsztyn zajmie się Mirosław Rogalski. Myślę, że mało kto z zainteresowanych był równie biegły jak on w tajnikach obliczania i przydziału czasu antenowego poszczególnym komitetom wyborczym.

Mirek nigdy nie krył swojej religijności i przywiązania do kościoła. Nie było w tym nic dewocyjnego, raczej pewność i oczywistość wyboru. Budziło to respekt i szacunek wśród kolegów, a pod koniec lat 80. otworzyło przed nim nową perspektywę zawodową. Wiadomo, w czasach peerelu życie religijne na ogół przemilczano w radiu i telewizji. Dotyczyło to nie tylko wydarzeń kościelnych. Wyłom został dokonany w 1979 roku podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Jej fragmenty były transmitowane przez radio i telewizję, ale w sposób wybiórczy i kontrolowany. Podobnie było podczas kolejnych pielgrzymek odbytych w latach 80. Uzgodnień na najwyższym szczeblu wymagało rozpoczęcie transmisji mszy w programie I PR.

W olsztyńskiej Rozgłośni Polskiego Radia zmiany nastąpiły pod koniec lat 80. Oczywiście z udziałem Mirosława Rogalskiego. Zacznijmy od tego, że rozgłośnia miała na sumieniu grzech zaniechania. Otóż w 1989 roku nie ukazał się na antenie wywiad z ówczesnym biskupem diecezji warmińskiej Edmundem Piszczem, przeprowadzony przez Sławomira Stelmaczonka. Wywiad w znaczącej części odnosił się do zakłamywania historii w mediach i podręcznikach. Biskup Piszcz mówił także o potrzebie innego ułożenia stosunków politycznych i społecznych w Polsce. Decyzja o wstrzymaniu emisji nagranego wywiadu zapadła poza rozgłośnią. A prawdę mówiąc do tego wywiadu w ogóle miało nie dojść. Ale to już inna historia.

Rok później w siedzibie kurii doszło do spotkania biskupa warmińskiego Edmunda Piszcza z szefostwem rozgłośni olsztyńskiej. Tym, który je zaaranżował był Mirek. Powodem spotkania była pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny w 1991 roku, na szlaku której miał się znaleźć Olsztyn. Rzecz jasna, nie można było pominąć incydentu z wywiadem. Były stosowne przeprosiny i wyjaśnienia, a wywiad ukazał się na antenie. Ważniejsze jednak, że podczas spotkania omówiono zasady przygotowywania audycji religijnych, które właściwie do dziś pozostają niezmienione. Za ich przygotowywanie w rozgłośni odpowiedzialny mógł tylko jeden człowiek: Mirosław Rogalski. Z czasem z racji tych obowiązków zyskał przydomek: brat Mirosław.

Każdy radiowiec ma na zawodowym koncie wpadki. Tak się składa, że moja wpadka była zarazem wypadkiem Mirka Rogalskiego. Nie wiem co mnie podkusiło, ale postanowiłem poranną „Kronikę policyjną” zilustrować utworem „Dr Hitchcock”. Istotną częścią utworu były krzyki ofiar.

Mirek siada za mikrofonem i czyta: W kuchni na czwartym piętrze zapalił się garnek z zupą, co spowodowało pożar. Lokatora, który nie mógł wydostać się z domu uratował strażacki wysięgnik.

W tym momencie w tle słychać krzyk przerażenia. I muzyka znowu potęguje nastrój grozy. Mirek, jest już lekko wytrącony z równowagi, ale jeszcze powstrzymuje śmiech. I czyta: Pod Barczewem do rowu wpadł mały fiat. Kierowca nie mógł wydostać się z pojazdu o własnych siłach, ponieważ drzwi zostały zablokowane. I to samo: na podkładzie rozpaczliwy krzyk. Mirek nie jest już w stanie powstrzymać śmiechu i poparskuje między słowami. I wreszcie trzecia policyjna wiadomość: Z wieżowca przy ulicy Żołnierskiej wyskoczył z dziesiątego piętra młody człowiek i zabił się na śmierć. Podkład i krzyki stały się wyjątkowo złowieszcze i Mirek ryknął przed mikrofonem śmiechem. Do dziś nie wiem, co bardziej sprowokowało Mirka: muzyka z efektami czy to „zabicie na śmierć” pochodzące z policyjnej notatki. Jedno jest pewne. Poniechałem tego rodzaju eksperymentów w swoich programach.

Ze swoich przygód Mirek pamięta jak w olsztyńskich telewizorach Krystyna Loska mówiła jego głosem. Zdarzyło się to w 1979 roku, podczas „zimy stulecia”. Wówczas to po dzienniku telewizyjnym pojawiały się lokalne komunikaty, opatrzone stosowną planszą i czytane przez dziennikarzy z rozgłośni. Ich nieprzekraczalny czas to 2 minuty. Plansza zniknęła, pojawiła się Krystyna Loska z zapowiedziami programu, a na użytek widzów województwa olsztyńskiego Mirek gadał, gadał, gadał. Tyle było do powiedzenia. Z twarzą Loski bardziej ci do …. twarzy, artowaliśmy potem z Mirka.

Mirek przez lata zajmował się rozliczaniem honorariów. W czasach tzw. obowiązków, galopującej inflacji, denominacji, zmieniających się kosztów uzyskania przychodu, a przede wszystkim ubruttowienia. Cierpliwie tłumaczył kolegom, co się zmienia, jak i dlaczego. Tu są twoje pieniądze, tylko że ty ich nie widzisz – klarował. A ponieważ te procedury najczęściej oznaczały mniej w kieszeni, koledzy nazwali jego kalkulacje „krzywą Rogala”.

Powstało także kilka zasad Rogala.

  1. Wypowiedź pięciominutowa powinna trwać trzy. Trzyminutowa – jedną.
  2. Krótsze jest lepsze.
  3. Wątpliwości przemawiają na rzecz wątpliwości. Jeśli się wahasz ,czy coś powiedzieć, to lepiej tego nie mów.

Najlepiej jeśli na koniec zacytuję Mirka. Sam wskazał osoby i wypowiedzi, które wywarły na nim wrażenie podczas reporterskich wędrówek i jakoś go ukształtowały:

- Maria Zientara Malewska w Akademickim Klubie Turystycznym w Kortowie osobiście uczyła mnie i moich kolegów pieśni „O Warmio moja miła”.

- Walter Późny otworzył mi oczy na losy Mazurów.

- Arcybiskup Senior Edmund Piszcz przybliżył mi sformułowanie: „Ziemia trudnej jedności”.

- Mistrz Hieronim Skurpski pytany o samopoczucie odpowiadał: „od pępka w górę dobre”.

- Władysław Ogrodziński uświadomił natomiast, że jak nogi prowadzą, a głowa podpowiada w którym kierunku iść, jest dobrze.

Radiowcy lubią się chwalić, że tak wielu znają. Pytanie: ilu zna nas.

 

Wojciech Ogrodziński

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze nie są dozwolone.