Sport
Duchem na korcie był do końca

Duchem na korcie był do końca

Korty tenisowe imienia Franciszka Sroczyka - tak od 28 czerwca oficjalnie dla upamiętnienia ich pomysłodawcy nazywają się korty przy ul. Heweliusza w Kortowie. Ale to nie jedyna zasługa ich patrona.


Z inicjatywą nadania kortom przy ul. Heweliusza imienia Franciszka Sroczyka wystąpił do rektora Grzegorz Dubielski - kierownik studium wychowania fizycznego i Sportu. Rektor i Senat UWM jego pomysł zaaprobowali i 28 czerwca korty imię otrzymały. W uroczystości wzięła udział żona - Danuta i córka - Iwona Franciszka Sroczyka. Zjawiało się także wielu jego wychowanków i znajomych.


Życiorys i zasługi Franciszka Sroczyka przypominał Grzegorz Dubielski. Tablicę wspólnie z rektorem prof. Józefem Górniewiczem odsłoniła żona i córka patrona.
- Pan Jurek, bo tak na niego mówiliśmy, w 1968 r. kiedy byłam na 1. roku geodezji wciągnął mnie do sekcji siatkówki kobiet. Trenowałam tylko rok, bo interesowało mnie jeszcze pływanie, gimnastyka sportowa i strzelectwo. Bardzo mile go wspominam. To prawdziwy pedagog. Zamiłowanie do sportu zaszczepił mi na cale życie. Do dzisiaj dużo pływam i chodzę. Nasze dzieci i wnuki trenował w tenisie i stale grają. Mieszkaliśmy w sąsiedztwie więc widywałam go do jego choroby codziennie. Często dzieci z sekcji tenisa przychodziły na podwórko i wywoływały go z domu: panie trenerze, panie trenerze. Brakuje go nam - wspomina z łzą w oku dr Alina Prątnicka z Wydziału Geodezji.


- Jurka znaliśmy ponad pół wieku, jeszcze z czasów zamieszkiwania w bloku 20. który się spalił. Potem zamieszkaliśmy przy ul. Heweliusza i dalej byliśmy sąsiadami - wspominają prof. Zygmunt Wyrzykowski - wieloletni kierownik Katedry histologii i embriologii na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej i jego żona dr Krystyna Wyrzykowska z tej samej katedry, oboje już na emeryturze.
- Razem chodziliśmy na mecze siatkówki i długie godziny rozmawiali o sporcie i nie tylko. Często mieliśmy odmienne zdanie na różne sprawy, ale Jurek umiał sprzeczać się kulturalnie. Był doskonałym kolegą. Póki mógł - grał w tenisa. Mnie brał do pododawania piłek, bo z racji wzroku nie mogłem grać. Mieszkał naprzeciw kortów, które zbudował i duchem był na nich do końca - opowiada prof. Wyrzykowski.


Tekst i fot. Lech Kryszałowicz


Franciszek Jerzy Sroczyk urodził się w 1927 r. w Przemyślu. Zmarł w 2010 r. w Olsztynie. W 1952 r. ukończył Wyższą Szkołę Wychowania Fizycznego we Wrocławiu i z nakazu pracy rozpoczął pracę w Olsztynie w Wyższej Szkole Rolniczej. Tutaj zajął się tworzeniem Studium Wychowania Fizycznego, którego następnie był wieloletnim kierownikiem, aż do przejścia na emeryturę w 1980 r. Franciszek Sroczyk przyczynił się m.in. do uruchomienia skoczni narciarskiej na Górce Kortowskiej i pierwszego w naszej części Polski wyciągu. Założył klub narciarski „Szus". Był współautorem sukcesów sekcji narciarskiej AZS, sekcji siatkówki kobiet AZS i gimnastyki olsztyńskiej. Dzięki inicjatywie F. Sroczyka kortowska uczelnia, w latach 70. zyskała Halę Widowiskowo-Sportową. Zajmował się też budową i modernizacją kortów tenisowych i był opiekunem sekcji tenisa ziemnego pracowników Uczelni. Wielokrotnie nagradzany, był także członkiem wielu społecznych organizacji sportowych.

 

Galeria: http://www.uwm.edu.pl/egu/gallery/album/duchem-na-korcie-byl-do-konca.html