Kultura
Lekka, łatwa i… antiqua

Lekka, łatwa i… antiqua

Muzyka poważna to zła nazwa dla muzyki rozrywkowej z dawnych epok. Olsztyński zespół Pro Musica Antiqua od lat stara się swym graniem odkłamać ten fałszywy stereotyp.


Rozmowa z prof. Leszkiem Szarzyńskim dyrektorem artystycznym i menedżerem zespołu świętującego 20-lecie istnienia.


- Z jakiej potrzeby zrodził się zespół Pro Musica Antiqua?
- Jestem flecistą, a flecista to głównie muzyk solista. Możliwości samorealizacji ma niewiele. Może uczyć dzieci w szkole, albo grać w jakieś orkiestrze. Moim marzeniem od zawsze były występy przed publicznością. Kiedy pracowałem w orkiestrze w Kairze wraz z kilkoma kolegami z orkiestry pochodzącymi z innych krajów założyłem zespół kameralny Pro Musica. Daliśmy wiele koncertów w Egipcie i bardzo mi to odpowiadało. Po powrocie do Polski w 1985 r. pomyślałem, że mógłbym kontynuować tę formę muzykowania i założyłem zespół - też Pro Musica. W jego skład weszli filharmoniści, którzy grali muzykę dawną. Kiedy w 1992 r. opuścił nas jeden członek zespołu, to po dokooptowaniu nowego zmieniliśmy nazwę na Pro Musica Antiqua i taka trwa do dzisiaj.


- Dlaczego gracie akurat muzykę dawną?
- Bo ją wszyscy lubimy, a szczególnie muzykę barokową, która jest uporządkowana, oparta na ładzie harmonicznym, pięknej formie i daje duże pole do interpretacji. Ta muzyka była grana w kościołach, pałacach, dworach szlacheckich, miejscach rozrywki. Dlatego też olsztyński zamek wydał nam się dobrym miejscem na symboliczną siedzibę zespołu. Poprosiliśmy więc o patronat i otrzymaliśmy go.


- Jak przez te lata zmieniał się skład zespołu?

- Od 1992 r. gramy dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu w niezmienionym składzie. Gramy jako kwartet, ale często dla ubarwienia koncertów wspomagamy się innymi muzykami. Każdy z nas ma inne swoje zajęcia, wiec nie jesteśmy stale razem. Razem tylko koncertujemy, więc nie zdążyliśmy się zmęczyć swoim towarzystwem.


- No a próby?
- Każdy z nas jest w swojej dziedzinie mistrzem, aktywnym muzykiem od wielu lat, z bogatym dorobkiem, a nadto zdyscyplinowanym, więc do wspólnego muzykowania każdy przyjeżdża już dobrze przygotowany. Nie musimy mieć wielu prób, a na tych, które mamy już się nie uczymy, tylko szlifujemy wykonanie jakiegoś utworu.


- Kto dobiera repertuar?

- Repertuar to wynik naszych muzycznych zainteresowań. Tworzymy go razem. Zdarza się, że jakiś kompozytor proponuje utwór skomponowany specjalnie dla nas. To wielka przyjemność. Historia muzyki pełna jest utworów dedykowanych wykonawcom nieznanym dzisiaj, a słynnym w dawnych epokach przez początkujących wtedy, młodych i nieznanych kompozytorów - dzisiaj gigantów muzyki.


- Lubicie koncertować?
- To istota naszego grania. Ale są koncerty i koncerty. Niektóre są specjalnie ustawiane pod jakieś okazje, np. koncerty kolęd czy z okazji Dnia Dziecka. Jeśli np. koncert ma być w Pszczynie - to koniecznie musi być muzyka thelemanowska. To bardzo ważne wiedzieć, gdzie się gra i dla kogo.


- Pro Musica Antiqua zaczynała od koncertów letnich w zabytkowych wnętrzach, które trwają do dziś. Ale to nie jedyny cykl waszych koncertów.


- Rzeczywiście tak było. Często po tych koncertach odbytych w rozmaitych miejscowościach ludzie pytali, gdzie nas można posłuchać poza sezonem letnim. Tak pojawił się pomysł na cykl Cavata na olsztyńskim zamku, który też już ma swoją długą historię. Muzyka w zabytkowych wnętrzach podsunęła nam pomysł na cykl Muzyka europejska w zabytkach i przyrodzie, która dała początek serii płyt poświęconych różnym miastom. Kolekcja liczy już 8 albumów.


- Ile koncertów i gdzie dała Pro Musica przez te 20 lat?
- Sądzę, że około 2000. Graliśmy we wszystkich miastach naszego regionu, ale czasem także we wsiach. I to były bardzo pouczające dla nas koncerty, bo bywaliśmy pierwszym zespołem, który tam grał na żywo. Na dodatek graliśmy muzykę klasyczną, której w radiu i telewizji nie ma i ci ludzie nawet nie wiedzieli, jak się zachować. Bywały także chwile zaskakujące i śmieszne. Kiedyś zaprosili nas na otwarcie chłodni w Iławskich Zakładach Drobiarskich. W chłodni, jak to w chłodni... zimno, ale jakoś daliśmy radę. Innym razem zaprosili nas na koncert na placu zamkowym w Węgorzewie. Organizator koncertu nie wiedział, jaką muzykę gramy, a my dla kogo. Przyjeżdżamy, a tam 1200 ludzi, każdy z piwem w ręku. Zagraliśmy. Ani butelki, ani wyzwiska nie poleciały w naszą stronę. Bywało, że ktoś zapomniał instrumentu, nut, fraka. Najbardziej mnie śmieszy przypadek kolegi, który zapomniał pantofli. Wyszedł ubrany we frak i białe addidasy. Na koncert pożyczył buty od księdza (bo to był koncert w kościele) 4 numery za duże.


- Pro Musica Antiqua to już instytucja. Na pewno dostrzegacie już jakieś efekty swojej działalności. Jeśli tak - to jakie?
- Zdarza się, że po pierwszym koncercie w jakiejś małej miejscowości zapraszają nas ponownie, bo ludziom, ten rodzaj muzyki się spodobał. Bo cóż to jest muzyka poważna? To tylko zła nazwa dla muzyki z dawnych epok. To była kiedyś muzyka rozrywkowa - lekka, łatwa i dająca radość. I tak my ją gramy. Chcemy, żeby nasi słuchacze spędzali przy niej mile czas. Zdajemy sobie sprawę, że gramy muzykę niszową, ale muzykę dla iluś ludzi potrzebną. Jest sporo ludzi szukających ciekawych dźwięków, rzadko spotykanych brzmień.


- Mam na myśli także płyty...
- Płyty, dedykowane poszczególnym miejscowościom: Gietrzwałdowi, Lidzbarkowi Warmińskiemu, Olsztynowi, Ostródzie, Dobremu Miastu czy województwu stały się materiałami promocyjnymi. Nie mamy nic przeciw temu. Cieszy nas, że ludzie mogą posłuchać muzyki klasycznej w naszym wykonaniu, i że ta muzyka przypomni im okoliczności otrzymania płyty lub jakąś miejscowość.


- Na urodziny dostaje się zazwyczaj prezenty i życzenia. Jakie życzenia chciałby Pan, aby się spełniały?
- Słuchają nas ludzie, którzy słuchali nas, gdy zaczynaliśmy 20 lat temu. Chciałbym, aby spełniły się takie życzenia: niech na następnym jubileuszu z okazji kolejnych 20 lat grania słuchają nas wszyscy ci, którzy są z nami od początku i ci wszyscy, którzy do nas dołączyli.

 

Zespół Pro Musica Antiqua obchodził uroczyście w październiku 20-lecie istnienia. Zespół tworzy: Leszek Szarzyński - flet, Małgorzata Skotnicka - klawesyn, Wojciech Orawiec - fagot, Jerzy Szafrański - obój.


Lech Kryszalowicz
fot. Grzegorz Kumorowicz