Fakty
Rektor o 10-leciu UWM

Rektor o 10-leciu UWM

- Zbliża się dziesiąta rocznica powstania uniwersytetu. Czy uczelnia dobrze wykorzystała ten czas?
- Trudno mi oceniać siebie i kolegów, z którymi przez te dziesięć lat współpracowałem,  bo przecież jestem ciągle w wirze tych wydarzeń. Są jednak wskaźniki, które mówią, że zrobiliśmy ogromny postęp w ostatnich dziesięciu latach. Choć nie możemy zapominać o wcześniejszym okresie, kiedy na przełomie lat 60/70 dokonano uzbrojenia terenu w Kortowie II. A to z kolei dało możliwość inwestycji na tym terenie: budowie obiektu weterynarii, akademika przy jeziorze. 
Oprócz intensywnego rozwoju inwestycyjnego, rozszerzenia oferty kształcenia, widzimy postęp w zakresie prowadzonych badań, przedsiębiorczości akademickiej, rozwoju kadry, czyli funkcjonowaniu uniwersytetu we wszystkich segmentach.

- Gdzie dokonały się największe zmiany?
- W inwestycjach. Najbardziej je widać, ale warto pamiętać, że w ostatnich dziesięciu latach dwukrotnie wzrosła wartość badań naukowych. Ma to odzwierciedlenie w parametrycznej ocenie poszczególnych wydziałów uczelni. Pod  tym względem zajmujemy wysokie, szóste miejsce wśród polskich uniwersytetów.  Jest to znaczący postęp.
Gdybyśmy brali pod uwagę liczbę kierunków studiów, to także znajdziemy się wysoko wśród polskich uczelni. Na trzecim-czwartym miejscu.  W tej chwili oferujemy 49 kierunków studiów, ale za rok będzie ich już 53.
    Zauważamy też znaczący wzrost przedsiębiorczości studentów oraz aktywności naukowej i społecznej pracowników.

- Uczelnia powstała łącząc w sobie tradycje trzech szkół: ART, WSP i Warmińskiego Instytutu Teologicznego. Jednak najbardziej widoczny był podział między ART a WSP. Czy rów między obiema uczelniami został zasypany?
- Podział między ART a WSP był widoczny przez pierwsze dwa-trzy lata po utworzeniu uniwersytetu. Prawda jest taka, że dopóki będzie żyło pokolenie tworzące obie uczelnie, to pamięć o ART i WSP będzie żywa i to pokolenie będzie się do tych tradycji odwoływać. Natomiast wśród studentów ten podział nie istnieje, bo nie mają oni w tym względzie żadnego doświadczenia.
Ten proces asymilacji dwóch uczelni cały czas trwa, bo gdyby wydziały wywodzące się z WSP nie otrzymywały uprawnień, nie prowadziły badań, nie otrzymywały grantów, to pewnie ten podział byłby widoczny cały czas. A utworzenie Wydziału Nauk Medycznych cementuje te dwie uczelnie, bo nikt nie zakładał w 1999 roku, że taki właśnie wydział powstanie.

- Pana to musi cieszyć. Jest Pan humanistą.

- Oczywiście. Cieszy mnie szczególnie to, że wydziały humanistyczne doszlusowały do tego wysokiego poziomu naukowego.


- Uniwersytet jest autonomiczny, ale żyje w mieście, z miastem. Jak wygląda współpraca z Olsztynem i jego mieszkańcami?
- Oceniam tę współpracę pozytywnie, choć widoczne były tendencje separatystyczne: mimo że Kortowo jest  częścią Olsztyna, to jednak jest wyraźnie odmienne ze względu na charakter placówki.
Z jednej strony mieszkańcy czerpią korzyść ze studentów, bo niemal dwanaście tysięcy studentów żyje w mieszkaniach i stancjach olsztynian. Z drugiej strony w każde juwenalia, które trwają tylko cztery dni, pojawiają się negatywne opinie i komentarze – co się tutaj wyrabia?
Nie mieliśmy nigdy większych problemów z załatwianiem spraw urzędowych w mieście i województwie.

- Ktoś próbował wyliczyć ile studenci zostawiają pieniędzy w Olsztynie?
- Jeśli do studentów doliczyć także pracowników to dzięki nim do kas w sklepach, firmach, urzędach, do kieszeni właścicieli stancji trafia około 600 mln zł rocznie. 


- Na jakich płaszczyznach UWM powinien gonić inne uczelnie? Na jakich dogonił już czołówkę uniwersytetów?
- Gdyby z UWM wyodrębnić ART, to akademia nie musiałaby nikogo gonić, bo była w czubie rankingowej tabeli uczelni rolniczych. Jednak po powstaniu UWM dystans się powiększył, bo prowadzimy także ogólnie kierunki kształcenia i trudno konkurować z uczelniami, które mają wielowiekową tradycję.
Możemy porównywać się z uniwersytetami, które powstały w ostatnich dwudziestu latach: uczelniami w Białymstoku, Opolu, Szczecinie. Na tym tle wypadamy bardzo dobrze.

- Panie rektorze kadencja władz kończy się za trzy lata. Co chciałby Pan zostawić swojemu następcy?
- Przede wszystkim chciałbym zostawić uczelnię w stabilnej sytuacji finansowej. To jest teraz dla mnie najważniejsze. Istotną sprawą jest także realizacja wielkich umów pochodzących z Programu Operacyjnego Rozwój Polski Wschodniej 2007-2013. Jesteśmy po podpisaniu pierwszej umowy, opiewającej na niemal 130 mln zł. I obawiam się trochę realizacji tego zadania, bo przetarg na budowę pływalni pokazuje, że nie jest to łatwa sprawa. Już widzę, że firma X lub firma Y zadaje mnóstwo pytań do specyfikacji, że próbuje przesunąć termin rozstrzygnięcia przetargu. Żałuję, że nie powstało konsorcjum olsztyńskich firm budowlanych mimo tego, że dwukrotnie spotkaliśmy się z przedstawicielami tych firm.  A przecież te przedsiębiorstwa  mogły dojść ze sobą do porozumienia.
Chciałbym też utrzymać wysoki poziom kształcenia i badań naukowych.


- To jak, za kolejne dziesięć lat, będzie wyglądał uniwersytet?
- Pod względem inwestycyjnym wszystkie przedsięwzięcia powinny być już zrealizowane. Mimo dużego niżu demograficznego Kortowo będzie ogniskiem młodości, a liczba studentów ukształtuje się na poziomie 30 tys. osób. Liczba pracowników będzie sięgać 3,4 tys. osób plus tysiąc osób związanych z firmami współpracującymi z uczelnią: szpitalem, fundacjami, szkołą. Liczba kierunków będzie kształtowała się na poziomie 53.
Myślę, że trzeba szczególnie dbać o zieleń, która jest w Kortowie, żeby ten teren pozostał jak najdłużej przyjazny człowiekowi.

- Za dziesięć lat wszystkie jednostki uczelni znajdą się w Kortowie?
- Nie powinny. Część obiektów musi pozostać w mieście, żeby cząstka uczelni była tam dostrzegalna. Powinien też funkcjonować duży klub studencki z bogatym repertuarem artystycznym, gdzie szerzone byłby idee naukowe i polityczno-społeczne.

 

Karol Fryta
fot. Janusz Pająk