Fakty
Lekcja w owczarni

Lekcja w owczarni

Kto ma w domu owce, ten ma co chce - tak mawiano w Polsce od prawieków do aż do czasu, kiedy pojawiła się polska wersja gospodarki rynkowej i zniszczyła hodowlę tych zwierząt. Niesłusznie, bo kto ma kozy i owce, ten je co najzdrowsze - przekonuje prof. Stanisław Milewski, kierownik Katedry Hodowli Owiec i Kóz na Wydziale Bioinżynierii Zwierząt.

 


Jego katedrę 10 września odwiedziła 40-osobowa grupa uczniów Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Dobrocinie koło Morąga. Byli to uczniowie I i II klas o specjalności agrobiznes oraz Technikum Żywieniowego.


Najpierw dobrocińska młodzież wysłuchała wykładu prof. Milewskiego na temat pożytków płynących z hodowli owiec i kóz, a są one i rozliczne i ważne. Ważne dla zdrowia ludzkiego. Ich mleko i mięso jest bardzo dobrze przyswajane przez ludzi i zawiera wiele prozdrowotnych składników, tym więcej, im bardziej naturalną paszą zwierzęta te są karmione. Niestety, np. owiec, których pogłowie szacowano w Polsce u schyłku lat 80. XX w. na 5 mln sztuk - dzisiaj na pastwiskach nie widać. Prof. Milewski od lat stara się upowszechnić hodowlę tych zwierząt.

Po wykładzie uczniowie obejrzeli nowoczesne laboratorium zwierzęce, w którym znajduje się  unikatowa w skali Polski kolekcja  zwierząt - 18 ras owiec, 8 ras kóz oraz egzotyczne lamy, alpaki i muflony. Tutaj przewodnikiem był mgr inż Jerzy Dzida, kierujący ta hodowlą. Na koniec skosztowali wybranych dań: m.in. pulpetów z mięsa jagnięcego z hodowli Piotra Gołaszewskiego z Rodnowa, które przygotował dla nich pałac Galiny i jogurtu oraz twarożku z mleka koziego - wyrobu gospodarstwa Heleny Wróblewskiej z Kierźlin k. Barczewa.

Dlaczego aż tyle zachodu zadaje sobie prof. Milewski?
- Od lat nasza katedra zajmuję się promocją hodowli owiec i kóz i produktów, które z nich otrzymujemy. Ta lekcja to jeden ze sposobów. Skierowana jest do młodzieży szkół rolniczych, którzy - mam nadzieję - niedługo do nas trafią na studia, a w przyszłości być może zajmą się ich hodowlą. To jest inicjatywa -  Agencji Rynku Rolnego, którą realizujemy przy współpracy z  Fundacją im. Oczapowskiego - wyjaśnia prof. Stanisław Milewski.
- W ten sposób promujemy lokalne produkty - dodaje Ryszard Pałach z sekcji promocji Oddziału Terenowego ARR w Olsztynie. A co o tym sposobie zapoznawania się z praktycznym rolnictwem myśli sama młodzież?

- To były ciekawe zajęcia i ciekawie przekazane. Chętnie tu jeszcze kiedyś przyjedziemy. Niewykluczone ,że na studia pójdziemy do Kortowa, ale to się jeszcze zobaczy - mówi Beata Świderska.
Przemysław Ptak i Mateusz Obiedziński z Wilamowa, Kamil Białkowski z Gajd, Bartek Koprowski z Półwsi, Rafał Michałowski z Rolnowa i Paweł Tunkiewicz z Bądek - wszyscy pochodzą z gospodarstw. Dla nich wizyta w owczarni nie była zaskoczeniem, ale obejrzeli wszystko z uwagą.
Wybraliśmy szkołę rolniczą, bo z rolnictwem wiążemy swoją przyszłość. Małe gospodarstwa upadają , ale duże, silne przynoszą dochód. Czy będziemy hodować owce i kozy - okaże się. To musi się opłacać - twierdzą.

Młodzieży towarzyszyła Jadwiga Sadowska - wicedyrektor szkoły w Dobrocinie.
- Dla nas takie wizyty są bardzo ważne. Nasza szkoła, która kiedyś miała 700-hetarowe gospodarstwo rolne, w którym uczniowie praktykowali, teraz nie ma nic. Tutaj w Kortowie mogą zobaczyć to, czego szkole brakuje. Nie da się uczyć rolnictwa teoretycznie - zapewnia.
Nauczyciele poczynili też pewne obserwacje, np. chłopcy wywodzący się z gospodarstw nie bali się pytać o szczegóły i wykazywali się w tych pytaniach dużą wiedzą. Uczniowie technikum żywieniowego bali się smakować produkty wystawione na stół.
- To była znakomita lekcja dla wszystkich - dodaje wicedyrektor.

Wizytę młodzieży z Dobrocina w Katedrze Hodowli Owiec i Kóz sfinansował Oddział Terenowy Agencji Rynku Rolnego w Olsztynie. Podobne zajęcia będą mieć uczniowie szkół rolniczych ze Smolajn i Karolewa.

Galeria zdjęc TUTAJ

lek