Na górze lód gruby jak mur, w dole - egipskie ciemności. Powietrze - 10 st. C, woda +4. Gdzieś tam głęboko pod lodem jest mała, biała plakietka. Musisz ją znaleźć, wynieść na powierzchnię, ale się nie wynurzyć tylko wytrzymać jak najdłużej.
Takie zadanie stało przed uczestnikami IV Mistrzostw Polski w nurkowaniu swobodnym podlodowym. Odbyły się 11 lutego na Jeziorze Kortowskim, a ich współorganizatorem był studencki klub płetwonurków „Skorpena".
Nurkowanie swobodne czyli free diving to nurkowanie bez sprzętu - na jednym wdechu. W tej arcytrudnej dyscyplinie startowało 36 uczestników z całej Polski. Wśród nich były 4 kobiety. Zawodnicy po kolei zanurzali się w 2 przeręblach wyciętych na środku Jeziora Kortowskiego. Dla bezpieczeństwa byli przypięci linkami do liny, na której 14 m niżej zwieszone były plakietki. Musieli wydobyć je na powierzchnię. Zawodnicy byli ubrani w przemakające skafandry. Nurkowali bez płetw. Każdy miał przypiętą do szyi latarkę. Zawodnik po wypłynięciu na powierzchnię nie mógł jednak wyjąć twarzy z wody. To oznaczałoby całkowite wynurzenie, a więc krótszy czas nurkowania. Każdy zatem do czasu całkowitego wyczerpania się tlenu w organizmie tkwił zanurzony po uszy w przerębli.
Nad bezpieczeństwem zawodników czuwali nurkowie „Skorpeny" i członkowie Stowarzyszenia „Free diving Poland" z Bydgoszczy - drugiego ze współorganizatorów zawodów.
- Pomysł takich zwodów narodził się kilka lat temu, kiedy na zimowe nurkowanie pod lodem zaprosił nas właściciel ośrodka wypoczynkowego w Kietlicach nad jeziorem Mamry - opowiada Radosław Gaca z Bydgoszczy - prezes stowarzyszenia.
- Nasza organizacja liczy 70 członków za całej Polski. Poza nią jest jeszcze kilkanaście osób uprawiających ten sport - dodaje.
Kim są nurkowie swobodni? Mają od 20 do 50 lat, reprezentują najróżniejsze zakamarki Polski i zawody. Każdy jest inny, ale łączy ich pasja. Dlaczego nurkują?
- To sposób na sprawdzenie siebie, swoich granic, na bezpośrednie obcowanie z przyrodą, albo sposób na życie - wyjaśnia prezes.
Znaczna część nurków swobodnych, w tym prezes, nie nurkuje ze sprzętem wcale.
Mistrzostwa wygrał Robert Cetler z Torunia. Spędził pod wodą 5 min. i 57 sek. Ma 36 lat, pracuje jako ratownik na basenie jednej z toruńskich szkół.
- Zachorowałem na nurkowanie swobodne w 1998 r., po tym jak obejrzałem film „Wielki błękit" o nurkach. Zacząłem od 1min. 20 sekund. Tu nie chodzi o wielkość płuc. Trzeba poznać swój organizm, jego reakcje i nauczyć się je opanowywać - wyjaśnia tajniki swej pasji.
Większość ludzi, którzy nurkują w pewnym momencie czuje że brakuje im powietrza i wynurza się. Ta pierwsza reakcja nie jest spowodowana brakiem tlenu w organizmie tylko wzrostem stężenia dwutlenku węgla we krwi i do pewnego momentu nie jest groźna. Jeśli się chce dłużej wytrzymać to odruch wynurzania się trzeba opanować. Potem przychodzą skurcze przepony. Też są do opanowania. To kwestia treningu. Trzeba wiedzieć ile się ich wytrzymuje. Jeśli przetrzymamy za długo - to za nimi jest już tylko utrata świadomości i zagrożenie życia.
- Organizm człowieka potrafi się przystosować do wody. W końcu z niej wyszliśmy. Najważniejszy jest ciągły trening - tłumaczy Robert.
Jego sekret długiego bezdechu? Na 20 godzin przed zawodami nie je. Organizm na trawienie zużywa dużo krwi i rozpuszczonego w niej tlenu. Medytacje spowalniające akcję serca i zużycie powietrza?
- Jeszcze nikogo, kto je stosuje nie spotkałem - zapewnia.
Robert Cetler należy do ścisłej polskiej czołówki w nurkowaniu swobodnym. Mistrzostwa podlodowe wygrał także w 2010 r. Najgłębiej na jednym oddechu zanurkował, w jeziorze Czarna Hańcza - na 80 m. Jego rekord długości w nurkowaniu na jednym wdechu - to 163 m bez płetw i 224 m w monopłetwie (jedna płetwa na obie nogi).
Pierwsze trzy miejsca:
1. Robert Cetler z Torunia - 5.57 min.
2. Adrian Kwiatkowski z Bydgoszczy- 4.00 min.
3. Bartek Janiszewski z Warszawy - 2.45 min.
Fot Karolina Paziewska SAF "Jamnik" Lech Kryszałowicz

