W powodzi, która dotknęła znaczne obszary Polski, ucierpiało wiele osób. Zadajmy sobie zatem zasadnicze pytanie - czy jesteśmy bezsilni wobec natury i zjawisk ekstremalnych?
W jednym z wykładów otwartych organizowanych przez Olsztyński Oddział Polskiego Towarzystwa Gleboznawczego, Polskiego Towarzystwa Inżynierii Ekologicznej, Polskiego Towarzystwa Agronomicznego oraz Europejskie Centrum Doskonałości im. J. Monneta, 25 maja wystąpił prof. Waldemar Mioduszewski z Instytutu Technologiczno-Przyrodniczego w Falentach. Wygłosił bardzo aktualny referat Czy jesteśmy bezsilni? - Zjawiska ekstremalne w przyrodzie - susze i powodzie.
Najbardziej odczuwalne w naszej strefie klimatycznej są powodzie. Wzmianki o powodziach na terenie Polski sięgają 988 roku. Niewłaściwa gospodarka wodna, budowa dużych systemów odwadniających i obwałowań rzek, wylesienia, utwardzanie powierzchni gruntu (ulice, place itd.) zmniejszyły naturalną pojemność retencyjną w dorzeczach, zwiększając intensywność i częstość powodzi. Najbardziej zagrożone są południowe regiony kraju (dorzecze górnej Odry i Wisły) oraz obszary depresyjne (Żuławy).
Do metod ochrony przed powodzią należą: regulacja rzek, kanały ulgi, obwałowania, stacje pomp, zbiorniki retencyjne, poldery, suche zbiorniki i wrota przeciwsztormowe. Problem naszego kraju polega na tym, że spośród wymienionych ośmiu metod, najczęściej stosuje się obwałowania. Pozostałe metody stosowane są rzadko. Część miast nad Odrą chronionych jest przez kanały ulgi. Mamy kilka dużych zbiorników przeciwpowodziowych na południu kraju. Jednakże obiekty te wspomagają obwałowania.
Profesor Mioduszewski podkreślił, że obwałowania to jedyne środki ochrony przeciwpowodziowej w wielu miastach nad Odrą i Wisłą oraz dolinach niewielkich rzek. Wiele obwałowań chroni przed zalaniem tereny użytkowane rolniczo, ale niezabudowane. Zalewanie pastwisk i łąk dla zmniejszenia wysokości fali powodziowej wydaje się być rozsądne i niektóre obecnie chronione wałami doliny mogą być zamieniane na zalewane poldery dla ograniczenia fal wezbraniowych. Możliwe jest również zwrócenie rzece części doliny poprzez odsunięcie wałów przeciwpowodziowych od koryta. Spowoduje to obniżenie zwierciadła wód wielkich, a jednocześnie zwiększy bioróżnorodność na tarasach zalewowych.
Część polskich rzek pozbawiona jest technicznych urządzeń ochrony przed powodzią lub urządzenia te są nieliczne. Przykładem jest Narew, w dolinie której znajdują się głównie łąki i pastwiska, a wiosenne powodzie nie powodują poważnych strat ekonomicznych. Duże znaczenie odgrywają także torfowiska, które spłaszczają falę powodziową na skutek wolniejszego odpływu wody z obszarów zalewowych. Przy obecnym zagospodarowaniu dolin rzecznych i ich dużym zaludnieniu nie jest możliwe np. wysiedlenie mieszkańców z terenów zagrożonych powodzią. Należy jednak podejmować działania wchodzące w zakres małej retencji, która może ograniczyć powodzie.
Wniosek z wykładu jest jeden - wobec powodzi nie jesteśmy bezsilni, ale we wszelkich działaniach musimy uwzględniać uwarunkowania przyrodnicze.
Barbara Kalisz

