Varia
Dziedzictwo naukowe ziem pruskich

Wykład inauguracyjny prof. Stanisława Achremczyka

 

Historię Prus jedni, chcieliby widzieć jako czerń, inni zaś tylko jako biel. W tych dwóch kolorach postrzegał ją dramaturg i poeta Alfred Henschke. Henschke przyznawał:

 

Pochodzę gdzieś z Marchii. Jestem Prusakiem
Moje barwy, które znacie - to czerń i biel
Czerń - to noc. A biel - to dzień
Jestem dniem i nocą.

 

Przeszłość państwa pruskiego to współistnienie tych dwóch barw. Przeszłość ziem, które nazywamy ziemiami pruskimi, a na których dziś mieszkamy to też współistnienie czarnej i białej barwy. Były te ziemie pograniczem w znaczeniu kulturowym, styku dwóch światów północnego bałtyjskiego i południowego słowiańskiego, mieszanką narodowościową, a także kulturową i wyznaniową. To zróżnicowane społeczeństwo żyło w symbiozie do czasu, gdy zaczęto szermować hasłami jedno państwo, jedna kultura i jeden naród. Wówczas dwa światy zaczęły zamykać się w sobie, a nawet stawać się wrogie wobec siebie. Na te dwa światy oddziaływały uczelnie powołane na Warmii i Prusach, a także ludzie nauki dla których żadne granice poza granicami ułomności rozumu ludzkiego nie istniały.

 

Przez stulecia dwa ośrodki szkolne i kulturalne w Braniewie i Królewcu oddziaływały nie tylko na ziemie pruskie, ale i nadbałtyckie, a także na ziemie Rzeczypospolitej. Epoka Odrodzenia przyniosła na Warmii powstanie gimnazjum, seminarium duchownego i alumnatu papieskiego. Te trzy szkoły otrzymały wnet miano Hosianum od nazwiska założyciela i mecenasa kardynała Stanisława Hozjusza. W swym założeniu miały kształcić elitę społeczeństwa dla regionu, Rzeczypospolitej, Skandynawii, krajów niemieckich i Moskwy. Otwarty i międzynarodowy charakter szkół przyciągał młodzież z krajów wschodniej, północnej i środkowej Europy. Braniewo tętniło studenckim życiem, życiem kulturalnym i naukowym. Niestety nie udało się przekształcić go w ośrodek akademicki. Najpierw Wilno otrzymało Akademię, która przyjęła imię Stefana Batorego, w XVII stuleciu starania warmińskie uprzedził Lwów potem Poznań i Warszawa. Kilkadziesiąt zaledwie kilometrów od Braniewa, na bałtyckim szlaku, w mieście większym - Królewcu, książę pruski Albrecht Hohenzollern mąż przebiegły w polityce, ale i uczony w teologii powołał uniwersytet, któremu król Polski Zygmunt August w 1560 roku nadał pełne prawa akademickie takie, jakie posiadał uniwersytet w Krakowie. Uniwersytet w Królewcu z ducha i ideologii protestancki miał oddziaływać na Prusy Książęce, Inflanty, Wielkie Księstwo Litewskie, kraje skandynawskie i przynajmniej Brandenburgię. Gdy zmarł Albrecht, hojny mecenas, uniwersytet wiódł życie skromne, a do tego uwikłane w spory teologiczne.

Uniwersytet od założenia był instytucją książęcą czyli państwową i jako taki utrzymywał dystans między sobą, a władzami Królewca. Uczelnia zamykała się w granicach swego terytorium, a uczeni sprowadzeni z zewnątrz w swych katedrach. W mieście bez akademickich tradycji szybko przyjmowano zwyczaje obowiązujące w innych uczelniach. Prawna sytuacja uniwersytetu stwarzała swobodę życia akademickiego. Napłynął do Królewca żywioł niesforny, trudny do poskromienia, a do tego przyczyniający się do upadku obyczajności w mieście. Z kolei, gdy napływ młodzieży malał cierpieli wykładowcy, bowiem słuchaczy nie mieli, a i finansowo spadek liczby studentów odczuwali mieszczanie.

 

Władza książę książęca widziała w uniwersytecie jedno z narzędzi polityki państwowej i traktowała go instrumentalnie, ale z ostentacyjnym szacunkiem na zewnątrz. Stosunek władz do uniwersytetu zaczął się zmieniać dopiero pod wpływem oświecenia. Wówczas w Prusach zapoczątkowano system oświaty powszechnej, aby wychować lojalnych, posłusznych i zdyscyplinowanych poddanych. W świecie nauki akademickiej niektóre przedmioty podniesiono do rangi nauki. Zakładano towarzystwa naukowe, które łączyły uczonych uniwersyteckich i spoza uniwersytetu, powstawały czasopisma uczone i popularne. Wszechwładna łacina zaczęła ustępować językom narodowym. Na uniwersytecie pojawiła się nowa kategoria studentów - przedstawiciele sztuk plastycznych. W dobie Oświecenia cieszyli się oni prestiżem stale rosnącym, podczas gdy w wiekach przeszłych byli traktowani jak rzemieślnicy cechowi. Pojawili się także masoni. Wreszcie zaczęto doceniać bibliotekę będącą legitymacją poziomu naukowego i duchowego klimatu uczelni. Bibliotekarzami byli profesorowie, którzy jednak pracę w bibliotece traktowali jako zajęcie uboczne, dodatkowe źródło dochodu. W bibliotece otwartej tylko dwa razy w tygodniu, a zimą ze względu na dokuczliwe zimno często zamykanej przesiadywali zazwyczaj profesorowie i bardzo rzadko studenci.

 

Nową jakość w Prusach Wschodnich przyniosły wojny napoleońskie: nie tylko zniszczenia, ale i reformy - wolność osobistą chłopom, uwłaszczenie, prawa mieszczanom i nowy duch na uniwersytetach. W Królewcu modne stawały się salony literackie prowadzone przez żony miejscowych notabli, których zacnymi gośćmi byli uniwersyteccy profesorowie zwłaszcza młodszej generacji. W salonach świat uniwersytecki spotykał się ze światem elit mieszczańskich i szlacheckich. Salony prowadziły małżonki lekarzy, a nawet małżonka bogatego młynarza. Świat się zmieniał, przestały gorszyć pozamałżeńskie romanse, rozwody, a i moda się zmieniła. Profesorskie środowisko do swego hermetycznego towarzyskiego świata zaczęło dopuszczać urzędników, kupców i poetów. Powstawały środowiskowe kółka zwane wianuszkami. Spędzano wieczory na dyskusjach, czytaniu artykułów naukowych i utworów literackich. Atrybutem zewnętrznego wyglądu profesora stawała się broda, zniknęły peruki, obcisłe spodnie, a pojawiły się surduty, laski, cylindry, palta i peleryny. Musiało upłynąć prawie sto lat, gdy wśród studentów ujrzano kobiety. Na dobre z pełnymi studenckimi prawami zasiadły one w ławach królewieckiego uniwersytetu dopiero w 1908 roku. Co ciekawe, wśród nich sporo było Rosjanek. Z ciasnych ram uniwersyteckich wydziałów zaczęły wyłamywać się nauki matematyczno-przyrodnicze do tego stopnia, aż utworzyły odrębny wydział uniwersytecki. Wreszcie wydział medyczny wprowadził rewolucję w zajęciach, pozwolił na wymianę zdań między studentem, a profesorem wprowadzając zajęcia kliniczne przy łóżku pacjenta. Podobnie działo się w dyscyplinach przyrodniczych, a także na wydziale teologicznym i filozoficznym gdzie utworzono seminaria. Podejmowano dyskusję o roli uniwersytetu wobec społeczeństwa. Stawiano pytanie czy uniwersytet winien być tylko uczonym, zamknięty w swych murach czy też winien prowadzić byt obywatelski troszcząc się, aby uprawiane dziedziny naukowe służyły oświeceniu społeczeństwa i cywilizacyjnemu rozwojowi. Uniwersytet miał promieniować na region, poszukiwać naukowych talentów, wciągać przez towarzystwa naukowe do pracy ludzi nie związanych z uczelnią a mających osiągnięcia naukowe i prestiż społeczny. Mimo tego otwarcia się na zewnętrzny świat profesorowie stronili od osobistego angażowania się w życie polityczne, zajmowania urzędów państwowych i miejskich. Ciągle uważali się w pierwszej kolejności za obywateli swojej Alma Mater, a dopiero w drugiej za obywateli miasta.

 

W drugiej połowie XIX wieku pojawiły się wielkie inwestycje, zbudowano gmach główny, budynki dla poszczególnych wydziałów, a zwłaszcza inwestowano w budowę klinik uniwersyteckich, całe osiedla takowych klinik zbudowano. Jednocześnie dokonywała się szybka rozbudowa struktur uniwersytetu podyktowana rozrostem poszczególnych makrodyscyplin, postępującej specjalizacji przejawiającej się w powstawaniu nowych zakładów, instytutów, seminariów. Efektem tego zjawiska stała się wewnętrzna dezintegracja uniwersytetu. Rozluźnieniu ulegały międzywydziałowe kontakty. Jedynie na ogólnouczelnianych uroczystościach można było spotkać całą uniwersytecką społeczność. W ten sposób Universitas przestawała być wspólnotą nauczających i uczących się, a stawała wspólnotą nauk skupionych w jednej uczelni. Uniwersytet poddawano ciągłym reformom. Tradycyjny czterowydziałowy uniwersytet zanikał. Wyodrębniono w okresie międzywojennym dwa nowe wydziały: przyrodniczy i rolny, a wydział filozoficzny stał się wydziałem humanistycznym. Gdy zabrakło studentów powołano nowe jednostki zajmujące się tylko badaniami naukowymi, zespoły naukowe. W ten sposób zaistniał Instytut Prus Wschodnich, Instytut Nauki o Osadnictwie, Instytut Gospodarki Wschodnioeuropejskiej, Instytut Europy Wschodniej, Instytut Biologii Dziedziczności i Ras, Instytut Ekonomiki Rolnictwa, Prasoznawstwa i Publicystyki, Instytut Prehistorii i Prahistorii.

 

W roku 1944 uniwersytet w Królewcu po uroczystych aczkolwiek skromnych obchodach jubileuszu 400-lecia istnienia zakończył działalność. Nalot samolotów alianckich zamienił uniwersyteckie gmachy w gruzy, wojna zabrała studentów. Tak samo i braniewskie gmachy stały się ruiną, księgozbiory walały się wśród gruzów, studentów nie było, a wykładowcy zmieszani w tłum uciekinierów szukali ocalenia przed wkraczającymi obcymi wojskami.

 

Postawić należy pytanie czy poza nauczaniem nie odnotowano w Królewcu i na Warmii naukowych sukcesów na europejską miarę. Urodzony w Morągu znakomity filozof i teolog Johann Gottfried Herder uważał ziemie pruskie za pustynię kulturalną i naukową. Oprócz Mikołaja Kopernika nie dostrzegł tu żadnej wybitnej postaci ani też instytucji oświatowej i naukowej na europejską miarę. Herder żyjący na przełomie wieku XVIII i XIX nie kochający pruskiej ojczyzny, którą opuścił dlatego, aby nie zostać wcielony do wojska tylko geniusz Kopernika zauważył bo i Kopernik był wymieniany w ówczesnych podręcznikach, słownikach, monografiach wydawanych w krajach zachodniej Europy i wielkiej francuskiej encyklopedii. Podobnej oceny wschodniopruskiej nauki dokonał w 1925 roku polski konsul w Królewcu i geograf Stanisław Srokowski. Krytyczne to słowa. Gdyby uwierzyć w prawdziwość słów Herdera i Srokowskiego to do jakiego naukowego dziedzictwa ziem pruskich należy się odwoływać, które przypominać, jakie kontynuować, gdzie szukać wzorców do naśladowania. A jednak jest to dziedzictwo niemałe, a w niektórych dziedzinach naukowych znaczące nie tylko na miarę regionu. Znakomitych nazwisk też nie brakuje. Do świadomości przeciętnego mieszkańca Europy przebiły się dwa nazwiska - Kopernik i Kant. Pierwszy - mieszkaniec Warmii, drugi - mieszkaniec Królewca. Do Kopernika i dziś sięgamy chętnie stawiając mu pomniki, patronuje on ulicom, ale nie głównym, szkołom podstawowym. W pamięć Polaków wbił się slogan: Wstrzymał słońce ruszył ziemię, polskie go wydało plemię. Gdy jednak w Olsztynie obchodzono 500 rocznicę jego urodzin otwierając planetarium to uroczystość zgromadziła niewielką grupę mieszkańców, a gdy w tym samym czasie na dworcu kolejowym pokazano po raz pierwszy cudo naszej motoryzacji Fiat 126p to tłumy nieprzebrane ciągnęły, aby go zobaczyć, czasami podziwiać i nabyć za talony lub drogą losowania. A tym czasem Warmia o Koperniku cały czas pamiętała, w katedrze fromborskiej Marcin Kromer ufundował mu tablicę, nazwisko Kopernik było w warmińskich publikacjach, uczyli się o nim studenci Hosianum. Kopernik za życia był szanowany, ceniony, a czasami uznawany za samotnika dziwaka. Jego naukowe ustalenia są trwałe mimo upływu stuleci. Trwa kopernikańska teoria heliocentryczna, w której Ziemi i innym planetom kazał obiegać Słońce. Kopernikańskie ustalenia szybko przekroczyły granice Warmii i Królestwa Polskiego. O dziele Kopernika w Europie było głośno, choć ciągle leżało ono w jego skrzyni. Kopernik zdawał sprawę, że odkrycie wywoła nie tylko dyskusję, ale też ściągnie na niego krytykę. Oświadczał, że nie jest w nim zakochany tak, aby krytyki nie słuchać, ale dążeniem uczonego, o ile tylko ludzkiemu rozumowi pozwala na to Bóg jest szukanie prawdy. Kopernik jeszcze jeden wyraził pewnik. Otóż dowodził, że wszechświat jest ogromny, tak ogromny, iż trudno pojąć to ludzkiemu rozumowi, nie widzę jego początku ani końca. Te stwierdzenia pobudziły umysły uczonych do stawiania hipotez, przypuszczeń, iż w tak wielkim wszechświecie zapewne istnieje wiele planet do Ziemi podobnych i być może światów takich jak świat ziemski.

 

Mikołaj Kopernik to nie tylko genialny matematyk, astronom sam sporządzający instrumenty badawcze ale znakomity kartograf, ekonomista i poprawny medyk. Jego studia nad kwestiami monetarnymi wyłożone w traktacie o monecie wprowadziły w naukowy obieg nie tylko pojęcie kraju bogatego, ceny słusznej, ale i podstawową zasadę, iż pieniądz zły wypiera dobry. Warto dziś współczesnym ekonomistom sięgnąć po kopernikańską instrukcję wypieku chleba i zasady wyliczenia ceny jednego bochenka. U mieszkańców Warmii Kopernik zyskał sławę i uznanie za lekarskie porady. Wiedzę medyczną zdobył w Italii, ale w medycynie nie był odkrywczy, był lekarzem praktykiem. Ci których leczył stwierdzali, że miłe obcowanie i rozmowy oraz rady były lekarstwem. Przychodził z pomocą bogatym i biednym z tym, że od tych drugich nie pobierał opłat. Kopernik urodził się w Toruniu, kształcił się w Krakowie i na uniwersytetach włoskich, ale czterdzieści lat poświęcił Warmii i w warmińskiej katedrze dwukrotnie go pochowano. Zatem jest Warmiakiem tak, jak wielu z nas z wyboru. Dzięki niemu Warmia jest w świecie rozpoznawalna.

 

Królewiec, uniwersytet królewiecki jest rozpoznawalny w nauce w zasadzie dzięki jednemu z jego profesorów - Immanuelowi Kantowi. Nie będzie w tym przesady, gdy stwierdzi się, iż o uniwersytecie królewieckim pamięta się dzisiaj tylko dlatego, że tu tworzył i wykładał Kant. Nawiązuje się do jego tradycji, a nazwę uczelni wymienia się w wielu znakomitych syntezach dziejów myśli ludzkich. Kant swe filozoficzne dokonania porównywał do kopernikańskiego przewrotu w nauce. Napisał największe dzieła, gdy zbliżał się do sześćdziesiątki. W Krytyce czystego rozumu, Krytyce praktycznego rozumu i Krytyce władzy sądzenia dowodził, że poznanie rzeczywistości zależy od poznawczych możliwości umysłu, doświadczenie zaś potrzebne jest jako punkt wyjściowy, a idee takie, jak Bóg, wolność, nieśmiertelność umożliwiają człowiekowi podejmowanie działań. Z nich to wynika imperatyw kategoryczny nakazujący postępowanie zgodnie z zasadami moralności. To Kant stwierdzał niebo gwiaździste nade mną a prawo moralne we mnie. Kant umarł w 1804 roku, nie opuszczał Królewca choć uniwersytety zachodnie kusiły go propozycjami objęcia katedr. Nie ożenił się, żył skromnie i samotnie. Nowy dom kupił tylko dlatego, iż nie znosił piania koguta, które go denerwowało na poprzedniej kwaterze. Mieszkańcy znali go z codziennych spacerów, na które wychodził zawsze bez względu na pogodę o godzinie 15.

 

Zagłębianie się w życiorysy ludzi wielkich, wyrastających ponad przeciętność jest fascynujące, ale i poznawanie akademickiej przeciętności ma swą wartość poznawczą. Codzienna, mało efektowna praca nauczycieli i naukowców, zapomnianych już w następnym pokoleniu ma swe znaczenie, oni stanowili owe podglebie kulturowe dla literatów, historyków, muzyków, malarzy, a także tych największych geniuszy.

 

Niewątpliwie geniuszem z zakresu teologii był kardynał i biskup warmiński Stanisław Hozjusz. Hozjusz to świadek reformacji, widział błędy własnego Kościoła, ale uznawał, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. Za życia postrzegany był jako człowiek wyjątkowy, drugi św. Hieronim. Cieszył się w Kościele powszechnym wielkim autorytetem. Gdy w 1569 roku z Warmii wyruszył do Rzymu wszędzie witano go niezwykle. Nikt z Polaków takiego powitania na zachodzie nie doznał, jak Hozjusz. On potrafił przekonująco wyłożyć zasady nauki katolickiej. Największe dzieło Hozjusza Confesio fidei catholicae Christiana doczekało się trzydziestu wydań łacińskich, a także w języku francuskim i niemieckim. W polskim przekładzie ukazało się w Olsztynie w 1999 roku w tłumaczeniu biskupa Juliana Wojtkowskiego. Na Warmii w ośrodku braniewskim teologów było wielu, ale w większości nazwiska ich są mało znane, a twórczość wymaga zbadania.

 

Tak jak Hozjusz był szanowany na Warmii i Kościele powszechnym tak Celestyn Myślenta królewiecki profesor był obdarzany szacunkiem w Kościele luterańskim. Myślenta to człowiek wykształcony ponad ówczesną miarę wiedzy teologicznej, znawca języków orientalnych, znał hebrajski, arabski, grekę, chaldejski. Mimo porywczego charakteru aż siedmiokrotnie wybierano go rektorem królewieckiego uniwersytetu. W sto lat po śmierci Myślenty przyszedł na świat Johann Gottfried Herder. Urodził się w Morągu, ale uznanie zyskał w Weimarze. Wyrwał się z morąskiego kręgu ubóstwa dzięki przypadkowi. Carski chirurg niemieckiego pochodzenia dostrzegając w chłopcu nieprzeciętne zdolności nie tylko sfinansował jego leczenie, ale umożliwił studia na uniwersytecie w Królewcu. Herder został studentem medycyny. Studiował medycynę krótko. Gdy zemdlał podczas sekcji zwłok, uznał, że lekarzem będzie kiepskim, a chirurgiem żadnym. Wbrew woli patrona przeniósł się na wydział teologiczny korepetycjami zarabiając na studiowanie. Po dwóch latach bez żalu opuścił Królewiec i już nigdy do swej pruskiej ojczyzny nie powrócił. Największy rozgłos przyniosło mu dzieło noszące tytuł Myśli o filozofii dziejów. Herderowskie Myśli opowiadające się za zwrotem ku naturze, podkreślające znaczenie poezji ludowej, związku literatury z historią i doświadczeniem narodów stały u początku nowego okresu w literaturze niemieckiej zwanego okresem burzy i naporu. Narodom uciskanym i pozbawionym państwowości Herder przekazywał wizję społeczeństwa wolnego. Herderowską wizję świetnie oddał Johann Goethe w monologu Fausta:

 

Tę myśl rozważań wciąż poddaję próbie
I w niej mądrości widzę rdzeń
Życia w wolności wart tylko, kto sobie
Wywalczyć musi je na każdy dzień


Na wydziałach teologicznych, filozoficznych, a także prawa i medycyny wielu zgłębiało i opisywało przeszłość. Historia nim w XIX wieku stała się odrębną dyscypliną naukową ze swym warsztatem naukowym, celami poznawczymi, metodami badawczymi traktowana była jako dyscyplina służebna dla innych nauk. Jakże wielu zajmowało się historycznym pisarstwem, ale zapamiętani zostali nieliczni. Dziś należy przypomnieć Marcina Kromera, dziejopisa znanego nie tylko w Polsce, ale i Europie. Jego syntezy historyczne dotyczące Rzeczypospolitej przetrwały swój czas, a jego charakterystyka Polaków i rady rządzenia polskim żywiołem skłonnym do akcyjności, krytyki i ustawicznego utyskiwania są ciągle aktualne. Odczytujemy dziś na nowo Kromera, odkrywamy Joachima Pastoriusa, wczytujemy się w historyczne dzieła Krasickiego, a przede wszystkim Krzysztofa Hartknocha. Urodzony na Mazurach, wykształcony w Królewcu, a pracujący w Toruniu Hartknoch pozostawił potomnym dzieło Stare i Nowe Prusy. Chociaż wydane w 1684 roku fascynuje współczesnych. O dziwo to, co podawał Hartknoch wydawało się niekiedy niedorzecznością, ale dziś wiele z tych podań znalazło potwierdzenie źródłowe. W naszą naukową tradycję wpisujemy Johannesa Voigta z jego historią pruską i źródłowymi wydawnictwami, Maxa Toeppena z Historią Mazur, Wojciecha Kętrzyńskiego i Karola Sieniawskiego. Do tego grona dołączyli już biskup Jan Obłąk i ks. Alojzy Szorc. Dla polskiej nauki, kultury, a także kultury narodów słowiańskiego wschodu i południa Kętrzyński jako dyrektor Zakładu Narodowego Ossolińskich oddał posługę niezmierną, uratował ich spuściznę narodową. Mieszkając ponad czterdzieści lat we Lwowie nie zapomniał o rodzinnym Lecu i Mazurach. Odkrył Mazury i Mazurów dla mieszkańców Warszawy, Poznania, Krakowa czy Lwowa, dla Polaków.

 

Wiele uczyniono do odkrywania i utwierdzania tożsamości narodowej litewskiej, łotewskiej i polskiej. Wychowanek braniewskiego gimnazjum Łotysz Jerzy Elger był propagatorem swego ojczystego języka. Wspierał go i to wydatnie Warmiak Erdman Tolgsdorf. Byli oni prekursorami wydawnictw katolickich w języku łotewskim. Królewiecki ośrodek zwrócił uwagę na pruskich Litwinów. Tu w języku litewskim publikował poeta Donelaitis. Podjęto nowatorskie badania nad językiem litewskim i staropruskim. Ludwig Rhesa wydawał drukiem litewskie pieśni ludowe, a jego uczeń Friedrich Kurschat opublikował słownik i gramatykę języka litewskiego. Badaczem i to świetnym wschodniopruskich dialektów był w XVIII wieku Reinhold Sahme, a w XIX wieku urodzony w Elblągu i krótko związany z uniwersytetem królewieckim Eberhard Gottlieb Graff publikujący rozprawy o języku górnoniemieckim. Piękno folkloru polskiego na Mazurach odkrył Gustaw Gizewiusz, a Edward Gizewiusz odkrywał i dokumentował folklor pruskich Litwinów. O Gizewiuszach dziś szczególnie pamięta Ostróda.

 

Jednym z wydziałów uniwersyteckich, który otaczany był opieką państwową był wydział medyczny. Profesorowie medycyny byli potrzebni o tyle, o ile dbali o zdrowie księcia i książęcych urzędników. Poważna choroba władcy czy namiestnika uświadamiała potrzebę inwestowania w wydział i sprowadzania nowych profesorów. Po śmierci założycieli wydziału profesorów Johanna Bretschneidera i Andrzeja Aurifabera medycyna przeżywała kryzys. Brakowało etatów profesorskich, a i studentów było mało, brakowało także sukcesów naukowych. Rozgłos wydziałowi przyniosła udana operacja usunięcia noża z żołądka parobka królewieckiego, który połknął nóż przy łapczywym spożywaniu posiłku. Pod nadzorem profesora Georga Lothusa w 1635 roku chirurg gdański Daniel Schwabe uzyskawszy zgodę wydziału lekarskiego i przy asyście członków tegoż wydziału dokonał udanej operacji. Podczas zabiegu operowany wzmacniany wodą perłową nie stracił przytomności jedynie jego tusza komplikowała operację. Pacjent przeżył i cieszył się dobrym zdrowiem, sławę zyskał chirurg i wydział medyczny. Nóż zaś przechowywany był w uniwersyteckim gabinecie osobliwości, a potem w muzeum królewieckim do roku 1944. Pięć lat po udanej operacji miała miejsca pierwsza promocja doktorska. Uroczystość zaszczycił sam książę pruski, a jedno z pytań do przyszłego doktora medycyny brzmiało: czy palenie tytoniu szkodzi zdrowiu ludzkiemu. Gdy doktor Peter Moeller chciał wynaleźć uniwersalny proszek przeciw wszystkim chorobom napotkał tak ostry sprzeciw, iż grono profesorskie chciało go nawet pobić. Proszku oczywiście nie wynalazł. Do sukcesu wydziału należy zaliczyć zbudowanie teatru anatomicznego. Niewątpliwy sukces odniósł Maciej Ernst Boretius. Nim otrzymał w 1724 roku stanowisko profesora w Królewcu odbył wojaże zagraniczne po Anglii, Niderlandach i Niemczech. Po powrocie z zagranicy propagował na Mazurach szczepienia przeciw ospie. Królewiecka medycyna zaczęła odnosić sukcesy w XIX wieku i to najpierw nie za państwowe pieniądze, lecz prywatne - profesorów. I tak profesor Karl Hagen we własnej aptece utworzył pierwsze na niemieckich uniwersytetach laboratorium farmaceutyczne. Swą lecznicę profesor Gottlieb Richter przekształcił w poliklinikę, a prywatny gabinet profesora Emila Bertholda rozwinął się w klinikę laryngologiczną. W jubileuszowym dla uczelni roku 1844 profesor Karl Heinrich Burow założył prywatną klinikę chirurgiczną, którą przekazał uniwersytetowi. Natomiast jego syn Ernst Burow chirurg i laryngolog zasłynął z wynalezienia roztworu wodnego octanu glinkowego do opatrywania obrzęków, który jeszcze do niedawna nazywany był płynem Burowa. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku zaczęto inwestować w wydział medyczny. Nie tylko dzielnicę Butterberg zabudowano gmachami medycznymi, ale wyposażono je w najnowsze osiągnięcia ówczesnej techniki. Te inwestycje sprawiły, że na wydziale pojawili się wybitni profesorowie niektórzy wprawdzie na krótko, gdyż natychmiast inne niemieckie uniwersytety proponując im korzystniejsze warunki pracy a co ważne finansowe przyciągały do siebie, ale wielu Królewca nie opuściło. Pięć lat działał w Królewcu medyk i fizyk Hermann Ludwig von Helmholtz. On skonstruował instrumenty do badania oka i ucha, był twórcą teorii mechanizmów fizjologicznych widzenia barw i słyszenia tonów. Świetne wyniki uzyskiwała królewiecka ginekologia pod rządami profesora Alberta Hayna i jego zięcia Hugo Hildebranda. Pionierem operacji katarakty stał się Julius Jacobson prowadzący pierwszą w państwie pruskim katedrę oftalmologii. Z wielu znakomitości warto wymienić bakteriologa, odkrywcę pałeczki grypy Richarda Pfeiffera, patologa Paula Baumgartnera odkrywcy prątka gruźlicy równocześnie choć niezależnie od Roberta Kocha, Maxa Jaffego odkrywcy urobiliny, kwasu glukoronowego. Osiągnięto sukcesy najpierw w zwalczaniu cholery, a później gruźlicy.

 

Służebną rolę wobec medycyny pełniły w przeszłości nauki przyrodnicze i ścisłe zanim wyodrębniły się w samodzielne dyscypliny. Niektórzy z profesorów pozostawili dokonania trwałe choć ich nazwiska są prawie zapomniane. Nie możemy zapomnieć o matematyku i astronomie, genialny samouku urodzonym w Westfalii Friedrichu Wilhelmie Bessel. Badania prowadził w obserwatorium Lilienthal koło Bremy dokonując obliczenia nie tylko orbity komety Halleya, ale dotyczące precesji czyli cofania się osi ziemskiej, zmian tej osi wywoływanych przyciąganiem Księżyca i odkrył zjawisko aberracji. Osiągnięć tego samouka nie uznawały zachodnie uniwersytety, gdyż nie był profesorem i nie chciały go widzieć w swym gronie. Dopiero uniwersytet w Królewcu zaprosił go do siebie i powierzył organizację obserwatorium astronomicznego. W maju 1811 roku położono kamień węgielny pod budowę obserwatorium. Koszta inwestycji oszacowano na 28 000 talarów podczas gdy budżet uczelni zamykał się kwotą 34 000 talarów. Napoleon, który idąc na Moskwę odwiedził Królewiec nie mógł wyjść ze zdumienia po co wydaje się tyle pieniędzy na rzeczy niepotrzebne, po co w tym zacofanym zakątku Europy tak nowoczesne obserwatorium. W 1813 roku obserwatorium wybudowano. Wnet Napoleon wojnę przegrał, a Bessel mógł dokonywać nowych odkryć. Do końca życia pozostał w Królewcu, odkrył tu teorię błędów instrumentów astronomicznych, dokonał obserwacji kilkudziesięciu tysięcy gwiazd. Sukcesem jego dociekań było obliczanie odległości gwiazd stałych, obliczył masę planet, orbity satelitów Saturna i orbitę planety Neptun. Bessel zajmował się także geodezją i on skonstruował system triangulacyjny dla Prus Wschodnich. Dzięki teściowi Karlowi Hagenowi dane mu było uczestniczyć w obiadach z Kantem. Wyniki osiągnięte przez Bessela były odpowiedzią dlaczego zbudowano tak kosztowne obserwatorium.

 

Dokonania Bessela posłużyły też kartografom. Ziemie pruskie jak żadne inne mogły pochwalić się znakomitymi kartografami i niemniej znakomitymi, dziś wzbudzającym szacunek, mapami. Kartografem był Mikołaj Kopernik, którego mapę wykorzystał Kasper Henneberger kreśląc znakomitą mapę ziem pruskich przez długi czas niezastąpioną. Dopiero gdy na dworze książęcym pojawił się arianin Józef Naronowicz-Naroński otrzymano dokładne mapy i plany 37 starostw i komornictw. Naroński przemierzył Prusy Książęce, wykonał liczne pomiary, zebrał materiały i opracował mapy znakomite. On opracował plan dróg wodnych, budowę kanałów łączących z Bałtykiem mazurskie jeziora. Umarł w 1678 roku w Szczytnie jako człowiek biedny, przymierający głodem. Dzieło jego z jeszcze lepszym skutkiem kontynuowali Samuel i Jan Władysław Suchodolcowie, ojciec i syn. Ten ostatni opracował plan regulacji Wisły, który został zrealizowany za pieniądze biskupa warmińskiego Adama Stanisława Grabowskiego, gdyż skarb Rzeczypospolitej mimo sejmowej uchwały nie znalazł funduszy na tę bardzo potrzebną inwestycję. Tenże biskup Grabowski zlecił opracowanie mapy Warmii matematykowi i piwowarowi elbląskiemu Johannowi Enderschowi. Endersch przy pomocy warmińskiego matematyka, proboszcza z Lubomina, Józefa Tuławskiego zadanie znakomicie wykonał. Tradycje kartografii były podtrzymywane w wiekach następnych i są kontynuowane dzisiaj w Olsztynie.

 

Dziedzictwo naukowe ziem pruskich wzbogacają i inne dyscypliny naukowe. Warto wspomnieć o prawniku Hugonie Grotiusie zmarłym w 1645 roku. Nie był to uczony gabinetowy zamknięty na rozważaniach teoretycznych, ale podjął problemy mające znaczenie praktyczne. Jego rozprawy: Księgi o prawie wojny i pokoju, Księgi Wolności mórz tak wybiegały w przyszłość, że aż wzbudzały podejrzliwość władców przez co stawały się księgami zakazanymi.

 

W XIX wieku z kolei Królewiec stał się sławny dzięki koncepcji nowej pedagogiki lansowanej przez profesora Johanna Friedricha Herbarta. Herbart pochodził z Oldenburga, do Królewca przybył w 1809 roku już jako autor znanej książki Pedagogika ogólna. W Królewcu założył Instytut Dydaktyczny, Seminarium Pedagogiczne i napisał książkę o podstawach naukowej psychologii. Z dokonań Herbarta czerpał Zygmunt Freud pisząc o mechanice dusz. Herbart opuścił jednak Królewiec przenosząc się w 1833 roku do Getyngi, a gdy zmarł żona powróciła wraz z bogatym księgozbiorem męża do Królewca. Niestety druga wojna światowa ten księgozbiór zabrała pozostawiając skromne resztki. Dziedzictwo ziem pruskich wzbogacają prace botaników, zoologów, fizyków, chemików. Dwaj lekarze w XVI wieku osiągnęli niemałe zasługi w naukach przyrodniczych. Andrzej Aurifaber zwrócił uwagę na lecznicze właściwości bursztynu, a Johann Bretschneider badał wykorzystanie w medycynie ziół i roślin. Węgorzewski pastor Andrzej Jerzy Helwing pozostawił opis mazurskich roślin i wspaniałe zielniki. W jego zielnikach znalazło się około 1200 roślin dziko rosnących i 300 wyhodowanych z nasion przywiezionych do Prus. Dokonania Helwinga upamiętniono nadaniem roślinie rosnącej w Japonii nazwę Helvingia rusciflora.

 

Jednym z najwybitniejszych przedstawicieli nauk przyrodniczych, człowiekiem o ogromnej wiedzy był Ernst von Baer. Baer, estoński Niemiec po ukończeniu studiów w Dorpacie otrzymał profesurę na uniwersytecie w Królewcu. Tu napisał trzytomowe dzieło O historii rozwoju zwierząt - obserwacje i rozważania i w królewieckich pracowniach odkrył komórkę jajową u ssaków i człowieka oraz sformułował prawo rozwoju embrionów. W tym mieście zorganizował także muzeum zoologiczne. Zafascynowany rosyjską przestrzenią przeniósł się do Petersburga. W naukowych celach przemierzył ogromne północne obszary Rosji rejon Morza Kaspijskiego. W tym czasie znakomitym fizykiem choć krótko związanym z Królewcem był Gustaw Robert Kirchhoff. Z kolei chemik, Carl Graebe dokonał syntezy alizaryny, a Teodor von der Goltz włączył nauki rolnicze uważane dotąd za praktyczne umiejętności do organizmu uniwersytetu zakładając w 1876 roku Instytut Rolniczy. On podobnie jak Kirchhoff i wielu innych krótko pracowali w Królewcu. Gdy tylko coś osiągnęli w badaniach naukowych porywały ich niemieckie uniwersytety - Berlin, Bonn, Getynga.

 

Profesorowie Albertyny i Hosianum otrzymywali naukowe nagrody, zostawali członkami europejskich towarzystw naukowych, honorowali ich książęta i królowie, ale żaden z nich nie otrzymał Nagrody Nobla. Zdaję sobie sprawę, że wielu z nich żyło, gdy Alfreda Nobla na świecie jeszcze nie było i gdy jego zapisu testamentowego nie realizowano. Przeznaczenie sprawiło, że na ziemiach pruskich urodziło się czterech noblistów. Dwóch - Emila Behringa i Fritza Alberta Lipmanna uhonorowano nagrodą Nobla z zakresu medycyny, Wilhelm Wien otrzymał nagrodę w dziedzinie fizyki, a Otto Wallach z zakresu chemii. Najbardziej znany był Emil Behring, który otrzymał nagrodę za wynalezienie surowicy przeciwbłoniczej i przeciwtężcowej w 1901 roku. Był pierwszym laureatem z dziedziny medycyny. Przyszedł na świat w Ławicach małej wsi położonej w pobliżu Iławy. Ojciec nauczyciel, rodzeństwa wiele, wydawało się, iż Emil co najwyżej zostanie nauczycielem na Mazurach, ale sprzyjał mu los i życzliwi ludzie. Ukończył gimnazjum w Olsztynku i dzięki lekarzowi wojskowemu pułkownikowi dr Blumenssath, który odwiedził pastora w Rudzienicach uzyskał możliwość studiowania na studiach lekarskich w Berlinie. Po studiach pracował jako lekarz wojskowy stykając się z przerażającą chorobą błonicą, na którą rocznie umierało w Niemczech kilkanaście tysięcy dzieci. Z wojska udało mu się wydostać i podjął pracę w instytutach badawczych w Berlinie i Bonn interesując się bakteriologią. W 1890 roku wynalazł surowicę przeciwtężcową, odkrył surowicę antydyfterytową. Nazwano go dobroczyńcą ludzkości Rówieśnikiem prawie Behringa był Otto Wallach urodzony w Królewcu w 1847 roku. Ojciec urzędnik państwowy zmieniał posady i miejsca zamieszkania, a wraz z nim rodzina. Początkowo Otto nie zdradzał zamiłowania do chemii, ale w gimnazjum już się nią interesował. Studiował w Getyndze, a po studiach, gdy w badaniach naukowych osiągnął znaczące wyniki został profesorem w Bonn i instytucie chemicznym w Getyndze. W pracy naukowej zajmował się olejkami eterycznymi ustalając, iż podstawowym elementem budowy terpenów jest izopren. Jego badania przyczyniły się do rozwoju przemysłu olejków eterycznych.

 

W 1911 roku laureatem nagrody Nobla w dziedzinie fizyki za ustalenie związku między temperaturą ciała doskonale czarnego, a jego promieniowaniem cieplnym został Wilhelm Wien. Jego rodzice przybyli do Prus Wschodnich z Meklemburgii, dzięki pośrednictwu braci ojciec nabył majątek ziemski pod Fischhausen. Tu w Gaffken przyszedł na świat Wilhelm. Wnet rodzice przenieśli się do posiadłości zwanej Drachenstein dziś Smokowiec koło Kętrzyna. Wilhelm nie zdradzał początkowo zainteresowania do nauki. Bardziej od ślęczenia nad książkami pociągała go jazda konna i polowania. W gimnazjum w Kętrzynie, do którego wożono go wzbudzającym zachwyt minibusem miał trudności z matematyką. Dyrektor gimnazjum, który do Smokowca przyjeżdżał często, aby pograć w karty odradzał rodzicom kształcenie syna, niech zajmie się gospodarstwem. A jednak Wilhelm otrzymawszy solidne korepetycje od nauczyciela Marcina Świtalskiego, ojca kanonika warmińskiego Władysława, matematykę pokochał. W gimnazjum królewieckim do którego rodzice go przenieśli nie miał trudności ani z matematyką, ani - fizyką. Ukończywszy gimnazjum podjął studia matematyczne i przyrodoznawcze w Berlinie. Był asystentem profesora Hermanna Helmholza, który w swoim czasie wykładał w Królewcu. Wien wkrótce też został profesorem, autorem podręcznika o hydrodynamice, wielu artykułów.

 

Wreszcie czwartym wschodniopruskim laureatem nagrody Nobla był Fritz Albert Lipmann urodzony w 1899 roku w Królewcu. Studiował na Albertynie, Monachium, Berlinie, uzyskał doktorat z medycyny i filozofii. W 1932 roku opuścił Niemcy emigrując do Stanów Zjednoczonych. Nagrodą Nobla uhonorowano go w 1953roku.

 

Nie sposób wymienić wszystkich znaczących ludzi nauki, którzy są wpisani do dziedzictwa ziem pruskich, a także Warmii i Mazur. W 1945 roku skończyło się dziedzictwo Albertyny, ale nie dziedzictwo Hosianum. Na obszar Prus Wschodnich, potwornie zniszczony i wyludniony, przybyli nowi osadnicy, aby przywrócić tym ziemiom życie. W ciągu krótkiego czasu uruchomili seminarium duchowne Hosianum i zorganizowali szkoły wyższe w Olsztynie. Ci co w nich pracowali kierowani duchem miejsca kontynuowali dorobek niemieckich poprzedników. Z perspektywy kilkudziesięciu lat możemy stwierdzić, iż dorobek ten wcale jest nie mały, ale noblistów ciągle nie mamy. Uzyskanie pierwszego Nobla będzie miarą sukcesu dorównującego kopernikańskiemu osiągnięciu. Zanim to się stanie przynajmniej w Kortowie utwórzmy Aleję Noblistów i wielkich uczonych ziem, które dawniej nazywaliśmy pruskimi.