Spacerkiem po Kortowie

od lewej: dr Fenyk, dr Akincza i prof. Hołdyński
Jeśli ktoś wiosną 2020 r. wybrał się na spacer po starej części Kortowa, aby zobaczyć, co tam się zmieniło - to na taki sam spacer musi wybrać się za 2 lata. Dlaczego? To wyjaśniają prof. Czesław Hołdyński oraz dr inż. Marta Akincza i dr inż. Aldona Fenyk.

Ochrona i poprawa warunków bytu flory i fauny w architekturze miejskiej w zabytkowej części Kortowa to projekt, którego prof. Hołdyński był koordynatorem. Jest on częścią dużego programu "Green University" prof. Ryszarda Góreckiego, rektora UWM. Opracował go zespół składający się z pracowników UWM. Dr Fenyk (z lewej) z Katedry Botaniki i Ochrony Przyrody i dr Akińcza (w środku) z Katedry Architektury Krajobrazu przygotowały koncepcję i program użytkowy tego projektu. W skład zespołu wchodził jeszcze prof. Krzysztof Młynarczyk - konsultant, mgr Urszula Knercer-Grygo, mgr Jan Ołdziej, mgr Sebastian Mendelski oraz wtedy studenci - Jessica Tomczyk i Aleksander Wojszkun. Inwentaryzacja zieleni do projektu to dzieło dr. Mariusza Antolaka

W ostatnim roku w zabytkowej części Kortowa wiele się wydarzyło. Jesienią pojawili się specjaliści z piłami motorowymi i cięli drzewa. Potem „zimą”, w różnych miejscach, ekipy robotników rozkopały place oraz chodniki i usunęły nie tylko połamane płyty betonowe, ale gdzieniegdzie jeszcze całkiem dobrą kostkę brukową. Wpoprzek ścieżek stanęły ogrodzenia, wyrosły stery ziemi i piachu. Przejścia zagrodziły biało-czerwone foliowe pasy, a na dodatek życie zaczęły utrudniać koparki ryjące wszędzie rowy i dołki.

Tak minęła „zima”, potem nadeszła „wiosna”. W połowie maja wraz z prof. Hołdyńskim oraz dr inż. Akinczą i dr inż. Fenyk wyruszam na spacer po Kortowie, aby obejrzeć, jaki efekt przyniosły te działania.

- Efekt? O efekcie będziemy mogli mówić najwcześniej za 2 lata, kiedy wszystkie nasadzenie w pełni się rozwiną – zastrzega prof. Hołdyński (z prawej).

Spacer zaczynamy na pl. Łódzkim.

- Na tym placu zaszła jedna z większych zmian: przywróciliśmy pierwotny kształt trawnikom, uporządkowaliśmy ciągi komunikacyjne. Dosadziliśmy lipy przy ścieżce wiodącej do ul. Prawocheńskiego, gdyż ostały się tylko po jej jednej stronie, dosadziliśmy krzewy, byliny i postawiliśmy niski płot, aby ludzie nie deptali trawników – wylicza dr Fenyk.

Najbardziej widoczną oznaką zmian jest jednak zniknięcie kostki brukowej. Na jej miejscu pojawiła się żwirowa ścieżka. Po co, przecież nie było źle?

- Było źle - twierdzi dr Akincza. - Kostka brukowa nie przepuszcza wody, a nam chodziło o to, aby nawierzchnia ją przepuszczała, aby rośliny miały naturalne nawadnianie.

Widać jednak, że w pewnym miejscu woda płynąc z góry wymyła żwir od strony auli prof. Kotera. I to ma być dobrze?

- Nie, bo wykonawca źle zrobił spadek ścieżki. Powinna się nachylać w stronę trawnika – punktuje prof. Hołdyński.

Idziemy na Pl. Cieszyński. To on przeszedł największe przeobrażenia.

- Kortowo zostało zbudowane od podstaw pod koniec XIX wieku według wcześniej przyjętego projektu. Plac Cieszyński był osią widokową, wokół niego zgromadzono najważniejsze budynki. Na jednym jego końcu stała willa dyrektora, istniejąca do dzisiaj, a na drugim – Stara Kotłownia, także istniejąca. Na jego środku stał budynek, którego przeznaczenia nie znamy, a którego już nie ma. Jego istnienie zaznaczyliśmy czerwonym obrysem w posadzce placu. Bliżej północnego krańca placu stała jeszcze szpitalna kaplica. Jej także już nie ma. Teraz rosną tam drzewa. Harmonię tego placu zakłócił blok przy pl. Łódzkim 3 i stołówka – wyjaśnia dr Akincza.

Wszystkie działania z projektu "Ochrona i poprawa warunków bytu flory i fauny w zabytkowej części Kortowa" musiały się odbywać pod ścisłym nadzorem konserwatora zabytków i Regionalnej Dyrekcji Środowiska. Instytucje te zgodę na jego realizację wydały pod warunkiem przywrócenia stanu pierwotnego. Jak sobie z tym zadaniem poradzili autorzy projektu?

- Staraliśmy się wpasować w trendy i mody parkowe z końca XIX i początku XX wieku – wyjaśnia dr Fenyk.

Dlatego m.in. na pl. Cieszyńskim zasadzono graby, których korony są formowane na płasko, aby w przyszłości utworzyły pas zieleni.

Dlatego na rabacie pod rektoratem rosną byliny, a wśród nich magnolia i okalają go bukszpany. Na tej rabacie wysadzono jeszcze wiele gatunków innych roślin. Mają odmienne kolory liści, inne terminy kwitnienia i owocowania. Ta rabata będzie więc cały czas się zmieniać. Po skosie między dziekanatem Wydziału Nauki o Żywności a wierzbą niebawem wyrośnie łąka kwiatowa z dziesiątkami gatunków roślin.

Skąd kortowscy naukowcy wiedzieli, co rosło na placu ponad 100 lat temu?

- Ze starych zdjęć – wyjaśnia dr Akincza.

W ten sam sposób odtworzyli roślinność przy dawnej willi dyrektora. Od starej pętli autobusowej oddziela ją żywopłot z cisów. Wewnątrz ogrodu od ulicy Heweliusza zasadzono mnóstwo kwiatów cebulowych a od strony stadionu urządzono pseudo warzywniak. Pierwszymi gośćmi tego ogrodu niestety nie byli ludzie – tylko dziki. Nie miały szacunku dla wytycznych konserwatora zabytków i pracy ogrodników.

Spod willi dyrektora tylko kilka kroków do starej pętli. Od al. Warszawskiej odgrodzi ją kolejna łąka kwiatowa, z której wyrastają już np. brzozy purpurowe, a także róże, berberysy i tawuła. Plan jest taki, aby rośliny kwitnąc i zmieniając się w czasie stale wywierały wrażenie.

Taki sam zamysł mają nasadzenia wzdłuż płotu oddzielającego starą część Kortowa od al. Warszawskiej. Będą cieszyć oczy, chronić kampus przed hałasem i kurzem płynącym z ulicy, bowiem są to i krzewy, i drzewa różnej wysokości. Jeszcze się w oczy nie rzucają, bo są małe, ale już teraz oglądać je można na tyłach Wydziału Biologii i Biotechnologii. W miejscu, w którym jeszcze niedawno stał barak Działu Socjalnego rosną sobie już jarzęby. Kolejna łąka kwiatowa – rabata edukacyjna - już się zieleni przy tym wydziale od strony banku.

 

- Jeszcze tego nie widać dokładnie, ale już rosną nowe drzewa przy wjeździe do Kortowa ul. Prawocheńskiego. Dodatkowo powstał tu ogród jak z początków XX w. Co wtedy sadzili? Malwy, kocimiętki i np. starca. Sprawdzają się i teraz, bo są odporne na sól i susze - zapewnia dr Fenyk.

Ulica Prawocheńskiego 1. Tu zakwitnie tysiąc róż, jak w piosence.

Zaglądamy jeszcze do kortowskiego parku, chociaż odnawiany był z innego projektu. Zaglądamy, bo projektantów zaniepokoiło niedostrzegalne dla laika zjawisko – brak martwego drewna. Dlaczego spróchniałe pnie i gałęzie są ważne?

- Bo to siedlisko różnych owadów, które są pożywieniem dla małych ssaków i ptaków, które z kolei zjadają te większe. To łańcuch pokarmowy. Za bardzo posprzątali ten park -kreci głową prof. Hołyński.

Kosze lęgowe dla dzikich kaczek ktoś nierozważnie umieścił na brzegu a nie w wodzie. Sprawdzamy. Puste.

- To trzeba poprawić – stwierdzają naukowcy.

Szukamy jeszcze domków dla jeży. Bezskutecznie.

- W sumie to dobrze, bo są dla jeży, a nie ludzi - konstatuje dr Akincza.

Wracamy. Nie da się na pierwszy rzut oka zobaczyć wszystkich zmian w Kortowie oraz wymienić nowych roślin, bo posadzonych zostało 490 drzew, 1650 różnych krzewów oraz kilkanaście tysięcy okazów roślin ozdobnych jak również dziko rosnących. Nie da się nawet w jednym miejscu zobaczyć wszystkiego. Bo, gdy jedne rośliny będą kwitnąć to inne dopiero się zielenić, gdy jedne stracą liście - inne dopiero się zazłocą.

Pierwsze efekty pojawią się najwcześniej za 2 lata.

- Bo z zieleni parkowej najbardziej cieszą się nie ci, którzy ją zakładali, ale następcy - zauważa dr Akincza.

A zatem, kto teraz spacerował śladem kortowskiej zieleni – ten musi zrobić to jeszcze za 2 lata. Bo nie widział jeszcze nic, chociaż oglądał.

Lech Kryszałowicz, Fot. Janusz Pająk

w kategorii