Rosja na Ukrainie: ponad prawem?

dr  Radosław Fordoński
Wojska rosyjskie na Ukrainie w sposób systemowy i systematyczny łamią prawo międzynarodowe. Jakie sankcje grożą za to Rosji?

Jeśli mówimy o prawie międzynarodowym w odniesieniu do wojny, którą na Ukrainie rozpętała Rosja, to o jakim prawie właściwie mówimy?

- Pod pojęciem prawa międzynarodowego kryją się dwa zespoły norm - regulacja użycia siły w relacjach międzynarodowych państw oraz zasady prowadzenia działań wojennych. Za „konstytucję” współczesnego prawa międzynarodowego uważa się Kartę Narodów Zjednoczonych z 1945 r. powołującą do życia ONZ i proklamującą zasady, na których opiera się prawo międzynarodowe i stosunki międzynarodowe. To z Karty Narodów Zjednoczonych wynikają zobowiązania państw do niestosowania agresji oraz zakaz grożenia użyciem siły, zakaz mieszania się w sprawy wewnętrzne innych państw i nakaz pokojowego rozwiązywania sporów – wyjaśnia dr Radosław Fordoński z Katedry Praw Człowieka i Prawa Europejskiego na Wydziale Prawa i Administracji UWM.

Uzupełnieniem Karty Narodów Zjednoczonych w systemie prawa europejskiego są dwa dokumenty rangi konstytucyjnej. Pierwszy to statut Rady Europy. Podpisało go w 1949 r. w Londynie 10 państw. Obecnie jego stronami jest 47 państw – wszystkie - europejskie, łącznie z Rosją. Wyjątkiem jest Białoruś. Ostatnio jednak Rosja złożyła oświadczenie o rozpoczęciu procedury wystąpienia z Rady Europy. Większe znaczenie z punktu widzenia omawianego problemu ma jednak Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie podpisany przez 35 szefów państw i rządów na zakończenie obrad Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w 1975 r. w Helsinkach. Był to pierwszy przypadek w historii naszego kontynentu, gdy wszystkie państwa europejskie zdecydowały się przyjąć wspólne zasady postępowania w stosunkach międzynarodowych. Akt ten podpisały także USA i Kanada.

- Za kluczową część aktu uważa się katalog zasad obowiązujących w stosunkach międzynarodowych, na które składały się: suwerenna równość; powstrzymanie się od groźby użycia siły i jej użycia; nienaruszalność istniejących granic; integralność terytorialna państw; pokojowe rozstrzyganie sporów; nieingerencja w sprawy wewnętrzne; poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności; równouprawnienie i prawo narodów do samostanowienia; współpraca między państwami; wykonywanie w dobrej wierze zobowiązań wynikających z prawa międzynarodowego.

Powstanie separatystycznych republik Ługańskiej i Donieckiej na terytorium Ukrainy to pogwałcenie zasady nienaruszalności istniejących granic. Ta zasada wyklucza secesję i tworzenie nowego państwa i jest nadrzędna wobec prawa narodów do samostanowienia. To prawo narody realizować mogą jedynie w drodze porozumienia. Usamodzielnienie się dwóch republik od Ukrainy jest możliwe tylko za jej zgodą, a tej jak wiadomo nie ma. Wprowadzenie obcych wojsk do republik Donieckiej i Ługańskiej wyklucza dobrowolność – wyjaśnia dalej dr Fordoński.

Rosja rozpoczynając agresję na Ukrainie sprzeniewierzyła się więc zocbowiązaniom, których zadeklarowała się przestrzegać w Akcie Końcowym KBWE. Coraz powszechniejsze są głosy, że jej wojsko tocząc walki, również nie przestrzega prawa międzynarodowego. Czy na wojnie w ogóle obowiązują jakieś prawa?

Tak, sposób prowadzenia walki regulują przepisy międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych. W szczególności zaś Regulamin praw i zwyczajów wojny lądowej, stanowiący załącznik do IV konwencji haskiej z 1907 r., oraz cztery konwencje genewskie z 1949 r., wraz z 1. Protokołem Dodatkowym do nich z 1977 r.

Regulamin haski zabrania m.in.: używać trucizny lub broni zatrutej; zabijać albo ranić zdradziecko osoby należące do ludności lub do wojsk nieprzyjaciela; używać broni, pocisków lub środków, mogących zadać zbyteczne cierpienia; niszczyć lub zagarniać własność nieprzyjaciela, oprócz wypadków, gdy takiego zniszczenia lub zagarnięcia wymaga konieczność wojenna; atakowania lub bombardowania bezbronnych wsi, domów mieszkalnych i budowli.

Podczas oblężeń i bombardowań należy zastosować wszelkie niezbędne środki, ażeby w miarę możności oszczędzić świątynie, gmachy służące celom nauki, sztuki i dobroczynności, pomniki historyczne, szpitale oraz miejsca, w których zgromadzeni są chorzy i ranni. Obowiązkiem oblężonych jest oznaczyć te gmachy i miejsca za pomocą widocznych znaków.  Zabrania się wydawania na łup miast lub miejsc nawet zdobytych szturmem.

Z kolei konwencje genewskie zabraniają atakowania ludności cywilnej; atakowania szpitali i innych urządzeń służących opiece nad rannymi i chorymi; zabraniają atakowania obiektów bez ich rozróżnienia oraz niszczenia dóbr niezbędnych do przetrwania ludności; zabraniają stosowania w walce metod i środków powodujących zbędne cierpienia oraz długotrwałe i poważne szkody w środowisku naturalnym.

Wojska rosyjskie na Ukrainie w sposób systemowy i systematyczny łamią prawo międzynarodowe. Co to znaczy - w sposób systemowy i systematyczny?

- Każdy konflikt zbrojny ma cel polityczny i wojskowy. Do ich osiągnięcia stosowane są różne strategie. Cele polityczne konfliktów zbrojnych mogą być pozytywne i negatywne, minimalne lub maksymalne. Cele pozytywne wojny to cele maksymalizujące korzyści z tytułu jej prowadzenia, np. przyjęcie kontroli nad sąsiednim państwem, jego okupacja, eksploatacja, zapobieżenie rozwojowi militarnemu państwa, neutralizacja innego państwa. Cele negatywne to minimalizacja kosztów, np. ochrona wizerunku państwa podejmującego interwencję zbrojną, wewnętrznego konsensusu społecznego w kwestii jej prowadzenia, ochrona zdolności sojuszniczych. Dzieje się to poprzez minimalizację użycia siły i minimalizację ofiar – opowiada dr Fordoński.

Zachód prowadził wojny ekspedycyjne, w których cele negatywne miały prymat nad pozytywnymi. Chodziło w nich o ochronę wizerunku, interesy gospodarcze, zabezpieczanie zdolności koalicyjnych. Wyjątek stanowił Irak w 2003 r. Świat zachodni w krótkim czasie opanował Irak, przeprowadził jego demilitaryzację i neutralizację jego władzy i… osiągnął klęskę okupacyjną.

Cele negatywne i pozytywne osiąga się za pomocą trzech strategii: anihilacji, wyczerpania i dekapitacji.

- Anihilacja to całkowita eliminacja przywództwa kraju i jego sił zbrojnych powodująca niezdolność do kontynuacji oporu zbrojnego. Wyczerpanie to doprowadzanie do utraty chęci i zdolności do prowadzenia walki. Najlepszym przykładem jest tu zakończenie I Wojny Światowej, kiedy to Niemcy nie straciwszy zdolności bojowej, zrezygnowały z dalszej walki. Dekapitacja to sparaliżowanie przywództwa polityczno-wojskowego lub jego eliminacja – kontynuuje dr Fordoński.

Rosjanie, co widać było na początku wojny, najpierw dążyli do dekapitacji państwa ukraińskiego. Chcieli zastąpić Wołodymira Zełenskiego byłym prezydentem Wiktorem Janukowiczem. Liczyli, że Zełenski zostanie zmuszony do ucieczki z atakowanego Kijowa na pokładzie tureckiego samolotu wojskowego. To im się jednak nie udało. Została im anihilacja sił ukraińskich lub materiałowa wojna na wyniszczenie.

Czy dadzą radę?

- Ukraina to z grusza biorąc 0,5 mln km2 i ponadpółmilionowa armia. Z punktu widzenia każdej armii na świecie okupacja Ukrainy to szalone wyzwanie. Posłużę się porównaniem z Bliskiego Wschodu. Izraelskie plany okupacji większości terytorium Libanu, w razie pełnoskalowego konfliktu zbrojnego z Iranem, zakładają użycie w tym celu 50 do 100 tys. żołnierzy. A przecież Liban to 10,5 tys. km2 i potencjał defensywny szacowany na kilkadziesiąt (do 100 tysięcy) żołnierzy regularnej armii oraz bojowników szyickiej i palestyńskiej obrony terytorialnej. Ukraina jest 50 razy większa od Libanu, a polskie szacunki mówią, że Rosja ma do dyspozycji – przed zaplanowaną na kwiecień, częściową mobilizacją rezerwistów - 400 tysięcy żołnierzy, z czego część już jest zaangażowana na Ukrainie, zaś część stanowi zabezpieczenie na wypadek interwencji wojskowej NATO w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Ile wojska może wystawić przeciw Ukrainie Rosja, aby skutecznie okupować ten kraj, wiedząc, że to musi być 5-6 razy więcej, niż wynoszą siły ukraińskie? Rosji nie stać na taki wysiłek mobilizacyjny, więc jej przywództwo polityczne i wojskowe nastawia się na wojnę na wyczerpanie lub bojowe użycie broni masowego rażenia – relacjonuje naukowiec.

Dlatego Rosja prowadzi zmasowane ataki na obszary zurbanizowane bez rozróżniania celów wojskowych od cywilnych, np. na Teatr Dramatyczny w Mariupolu, na którym był napis "Dzieci". Dlatego prowadzi ataki rakietowe i ostrzał artyleryjski na dobra i cele cywilne. Dlatego masowo niszczy infrastrukturę krytyczną i substancję mieszkalną ukraińskich miast. Dlatego porywa przedstawicieli władzy, deportuje ludność cywilną, bierze zakładników, posługuje się „żywymi tarczami”, zastrasza ludność cywilną, uniemożliwia dostawę pomocy humanitarnej mieszkańcom oblężonych miast, ostrzeliwuje korytarze życia. W ten sposób chce obniżyć odporność psychiczną społeczeństwa ukraińskiego, zmniejszyć jego wolę walki i oporu.

- Rosja nie zamierza ogłaszać formalnego stanu okupacji wojskowej Ukrainy, bo w świetle prawa międzynarodowego jako okupant ma obowiązek naprawić to, co zniszczyła, zapewnić ludności opiekę medyczną, przywrócić funkcjonujące zaopatrzenie i szkolnictwo. Każdy atak wojskowy ma mieć cel wojskowy. To, co robi Rosja na Ukrainie, to systemowe niszczenie tożsamości narodowej, to jest podstaw życia społecznego i gospodarczego Ukrainy – to zbrodnia wojenna. Jej postępowanie zaś wobec ludności cywilnej można wręcz uznać za wstęp do ludobójstwa - uważa prawnik.

Jakie są szanse na to, by przywództwo polityczno-wojskowe Federacji Rosyjskiej poniosło indywidualną odpowiedź karną za agresję na Ukrainie?

Praktycznie żadne. W 2002 r. ONZ powołał do życia Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. MTK sądzi następujące zbrodnie: ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne i agresja. Trybunał może sądzić wyłącznie osoby fizyczne. W listopadzie 2016 r. Rosja zerwała stosunki z MTK na podstawie dekretu prezydenta Putina. Żeby prezydent Putin i przywództwo polityczne i wojskowe Rosji mogło być przez MTK sądzone, Rosja musiałaby ich wydać. Nie wydaje się to prawdopodobne. Przypadek prezydenta Serbii Slobodana Milosevica, postawionego w maju 1999 r. w stan oskarżenia przez międzynarodowy trybunał karny ds. byłej Jugosławii w związku z serbską pacyfikacją Kosowa, nie powtórzy się.

Sądem władnym do postawienia w stan oskarżenia prezydenta Putina w związku z agresją na Ukrainę jest wspomniany MTK. Odpowiedzialność prawnomiędzynarodowa, choć zapewne nie karna, członków przywództwa polityczno-wojskowego Rosji, możliwa jest również na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tyle tylko, że jednym z jej 5 stałych członków jest Rosja. Tryb przyjęcia wspomnianych uchwał Rady Bezpieczeństwa, na podstawie rozdziału 7 Karty Narodów Zjednoczonych, wymaga jednomyślności. Rosja nie zgodzi się potępić Putina. Statut ONZ nie przewiduje zawieszenia lub wykluczenia członka stałego ze składu Rady Bezpieczeństwa – twierdzi dr Fordoński.

Czy jakiś kraj może majątek zarekwirowany poplecznikom Putina przekazać Ukrainie jako reparacje za szkody wojenne wyrządzone przez Rosję?

O ile mi wiadomo, w praktyce obrotu międzynarodowego nie ma takiego precedensu. Reparacje wojenne to domena układów i traktatów pokojowych. Ukraina po wojnie, jeśli się obroni, będzie musiała dochodzić swych roszczeń od Rosji. To będzie arcytrudne zadanie - uważa naukowiec.

Dr Radosław Fordoński z Katedry Praw Człowieka i Prawa Europejskiego na Wydziale Prawa i Administracji UWM jest specjalistą od prawa Unii Europejskiej, prawa konfliktów zbrojnych i międzynarodowego prawa humanitarnego

Lech Kryszałowicz

w kategorii