Rosja już przegrała

dr hab. Wiesałw Łach
Rozmowa z dr. hab. Wiesławem Łachem, prof. UWM, kierownikiem Katedry Wojskoznawstwa i Studiów Strategicznych na Wydziale Humanistycznym UWM, specjalizującym się min. w badaniu konfliktów i punktów zapalnych w Europie XX i XXI w.

- Jakie cele taktyczne wyznaczyła sobie Rosja, przygotowując inwazję na Ukrainę?

- Celem strategicznym było obalenie rządu na Ukrainie i ustanowienie nowego marionetkowego, przychylnego Rosji, bo obecny rząd Ukrainy skłania się do współpracy z Zachodem, a nie z Rosją. To dość mocno Putina i jego otoczenie denerwuje. Druga rzecz to Donbas i wszystkie złoża, które tam występują. Jest on bardzo ważny i dla Rosji, i Ukrainy. Tam się krzyżują rozmaite interesy i rosyjskie, i ukraińskie, które zdaniem Putina wymknęly się spod jego kontroli. Po trzecie, atak na Ukrainę to próba wykorzystania bieżącej sytuacji w Europie i na świecie - epidemii COVID. To gra na osłabienie Unii, skłócenie państw. Politycy i sztabowcy utwierdzili Putina w przekonaniu, że teraz, gdy świat zajęty jest walką z pandemią, a członkowie Unii Europejskiej w wielu sprawach się nie zgadzają, to doskonały moment, żeby wzmocnić wpływy rosyjskie na Ukrainie i powiedzieć Ukraińcom, że muszą współpracować z Rosją i nie szukać innej drogi.

Rosja próbuje odzyskać swą mocarstwową pozycję z czasów Związku Radzieckiego i buduje łańcuch bezpieczeństwa wokół siebie. Ukraina jest takim ogniwem w ich łańcuchu. Z tego łańcucha wypadło już wiele krajów. To mocno drażni Putina i cały czas powtarza, że trzeba wrócić do tej imperialnej polityki.

- A zatem prezydent Putin ogłaszając, że rozpoczął operację wojskową w Donbasie w odpowiedzi na ukraińską prowokację, skierowaną przeciw samozwańczym Ługańskiej i Donieckiej Republikom Ludowym, okłamywał i świat, i obywateli Rosji?

- Tak, od razu chciał sparaliżować Ukrainę. Putin stosuje starą kalkę, w którą wielu dziennikarzy wierzy lub udaje, że wierzy. Twierdzi, że występuje w obronie uciskanych. To jest analogia do sytuacji w Polsce w 1939 r., kiedy Niemcy twierdzili, że występują przeciw Polsce w obronie mniejszości niemieckiej (prowokacja z radiostacją w Gliwicach). Rosjanie 17 września zajęli wschodnią Polskę też w obronie rzekomo prześladowanej przez Polaków ludności białoruskiej i ukraińskiej. Wtedy, chociaż Francja i Anglia były naszymi sojusznikami, opinia międzynarodowa przemilczała ten fakt. Putin zakładał widać, że będzie podobnie. Nie spodziewał się solidarnej reakcji Europy i Stanów Zjednoczonych.

- Czyli europejscy politycy jednak czegoś się nauczyli z historii.

- Najwyraźniej.

- Czy Rosjanie osiągnęli zakładane cele?

- Nie.

- Czy Ukraina dała się zaskoczyć Rosjanom?

- Nie. Wiele źródeł podaje, że Amerykanie doskonale wiedzieli, kiedy Rosjanie zaatakują. Jeśli wiedzieli - to tak samo wiedzieli Ukraińcy. A fakty wskazują na to, że wiedzieli. Gdyby zostali zaskoczeni, to Rosjanie zniszczyliby ich systemy i stanowiska dowodzenia, a tak się nie stało. Nie zniszczyli także ukraińskiej infrastruktury krytycznej i energetycznej. W Kijowie, pomimo ataków, nadal jest gaz, prąd, woda, pracują sklepy. Współczesne wojny zaczynają się właśnie od zniszczenia systemów łączności przeciwnika. Jeśli to się uda - to reszta już jest „sprzątaniem”. W Iraku Amerykanie zniszczyli łączność wojskową w ciągu pierwszych godzin. To kompletnie zdezorganizowało obronę tego kraju. Tak samo chcieli Rosjanie i to się im nie udało.

Widać już wyraźnie, że po zniszczeniu łączności następnym etapem miało być opanowanie Kijowa i wprowadzenie nowych rządów. Rosjanie nie tylko nie opanowali Kijowa, ale nie mogą też opanować wschodniej Ukrainy. Cele, które armii postawił Putin, nie zostały osiągnięte.

- Jakie siły i środki zaangażowała Rosja przeciw Ukrainie?

- Nie wiemy tego dokładnie. Zasada jest taka, że aby opanować jakieś terytorium, trzeba mieć co najmniej trzykrotną przewagę nad przeciwnikiem. Rosja takiej przewagi nie ma. To już widać. Nie wiemy jednak dokładnie, jaką siłą dysponuje Ukraina. Szacunkowo jest to ok. 250 tys. żołnierzy, w tym obrona terytorialna przygotowana do działań na swoim terenie. Do tego dochodzi ludność cywilna, której prezydent Ukrainy zezwolił na posiadanie i użycie broni wobec agresora. Bardzo ważne jest też to, że armia ukraińska działa na swoim terenie i ma poparcie ludności cywilnej. Jej morale i wola walki są gromne, a to podstawowy czynnik zwycięstwa w działaniach wojennych.

Sądząc po zachowaniu się żołnierzy rosyjskich, ich wola walki nie jest silna. Nie mają dobrze rozpoznanych celów. Upada też mit o ich doskonałym i nowoczesnym sprzęcie. Do inwazji użyli czołgów i transporterów opancerzonych z czasów ZSRR. Podobnym sprzętem dysponują także Ukraińcy. Podobno rosyjscy żołnierze gubią się, widząc wozy bojowe podobne do ich własnych. Rosja pokazuje na defiladach i pokazach w Moskwie nowoczesny sprzęt wojskowy, ale faktycznie jej armia na Ukrainie go nie ma. Może niepokoić jedynie pewna przewaga w powietrzu.

- Jaką taktykę stosują Ukraińcy?

- Na Ukrainie nie ma jednolitego frontu. Jest walka w warunkach rozproszonych. Pierwszy atut Ukraińców to bardzo dobre rozpoznanie. Ukraińcy lokalizują stanowiska dowodzenia Rosjan, stanowiska artylerii i miejsca koncentracji pojazdów i tam uderzają. Dostali doskonałą broń do walki z czołgami i transporterami -  róznego typu wyrzutnie pocisków przeciwpancernych, które sieją zniszczenie wśród Rosjan. Trzeci atut to morale. Ich prezydent i cały rząd pozostał w kraju, co nie jest często spotkane w krajach objętych konfliktem. Jest jeszcze walka z grupami dywersyjnymi, które próbują niszczyć infrastrukturę, czy też jak grupa Wagnera dopaść i wyeliminować prezydenta Zełeńskiego. One operują, ale nie w takiej skali, w jakiej chcieliby Rosjanie. Ukraińcy sobie z nimi radzą, bo wyciągnęli naukę z inwazji w Donbasie w 2014 r. Ich wojska obrony terytorialnej mają m.in. za zdanie ich wyłapywanie.

- Telewizja pokazuje ludność cywilną przygotowującą koktajle Mołotowa. Czy to skuteczna broń na współczesny wozy pancerne?

- Jeśli zatrzyma czołg, to tak. Ktoś z tego czołgu wyjdzie go gasić i może zostać wyeliminowany. To dobra broń w warunkach miejskich. Ale Ukraińcy mają też najnowocześniejszy sprzęt, w tym bardzo dobre drony tureckie. I będą mieć sprzętu bojowego jeszcze więcej, bo Zachód im pomaga. Przy obecnej skali pomocy i poparcia międzynarodowego czas pracuje na korzyść Ukrainy. Oprócz walki bezpośredniej są jeszcze restrykcje wobec Rosji, które wywołają skutki finansowe i gospodarcze.

- Czy grozi nam okupacja Ukrainy przez Rosję i wojna jak w Afganistanie?

- Raczej nie, ale gdyby się spełnił ten czarny scenariusz to sądzę, że świat zareaguje bezpośrednio, że wtedy do Ukrainy wkroczą siły pokojowe ONZ. Europa nie pozwoli, aby w jej centrum toczył się konflikt.

- Czyli Pana zdaniem Ukraina się obroni?

- Obroni. Są już zwycięzcami. Nie mam co do tego wątpliwości.

- A zatem jeśli Ukraina się obroni, to czy powinna iść za ciosem i odbić tereny samozwańczych Republik Ługańskiej i Donieckiej, bo o Krymie chyba już nie ma co marzyc?

- W mojej ocenie tak. Prezydent Zełenski powinien doprowadzić do tego, żeby ich nieprawnie zajęte terytoria ponownie znalazły się w granicach Ukrainy. Ale tu jeszcze pojawiają się odpowiedzi na inne pytania, np. o stosunek niektórych państw europejskich wobec Rosji, który był dość dwulicowy no i jest kwestia dalszego funkcjonowania Rosji, nie mówię teraz o jej przywódcy. Jeśli świat zaufa Putinowi, to ponownie da się zwieść i za jakiś czas sytuacja się powtórzy. Jeśli jednak światowi politycy dojrzeli i zrozumielil,  że ten człowiek szkodzi, to mają teraz okazję go zdyskredytować i zmusić do uległości.

- Chyba nikt już nie ma wątpliwości, że ten człowiek zagraża światu…

- No tak, ale ilu lat i wydarzeń potrzeba było, żeby ta prawda stała się oczywista. Gruzja, Syria, Ukraina. Rosjanie rozpanoszyli się w Afryce. A za tym stoi tylko straszna utopia – odtworzenia imperium rosyjskiego. Jej wdrażanie bardzo destabilizuje sytuację na świecie.

- Jak długo potrwa ta wojna?

- Aż się strony dogadają. Ale kiedy to nastąpi, tego nie wiemy, bo działania Rosji są obliczone na zastraszanie.

- Władimir Putin postawił w stan najwyższej gotowości siły atomowe Rosji. Jest gotowy ich użyć, czy tylko straszy?

- Na świecie jest kilka tysięcy głowic atomowych i broń nuklearna jest zawsze w stanie gotowości bojowej. W USA i Rosji jest wielostopniowy stan gotowości bojowej. Takie kraje jak Rosja i USA wiedzą o tym, nawzajem się śledzą i reagują. Użycie broni jądrowej wywołałoby natychmiast taką samą odpowiedź Ameryki. Putin jest tego świadomy. Nie odważy się jej użyć, tym bardziej, że do jej użycia potrzebna jest decyzja kolegialna.

- Jeśli Rosja nie opanuje Ukrainy to będzie to klęska Putina. Jeśli opanuje, to klęska gospodarcza Rosji i konflikt w Europie. Otoczenie Putina i on sam zdają sobie z tego sprawę. Zwycięzcom się wiele wybacza, pokonanym – nie. Czy może się tak stać, że Putin nagle dostanie wylewu, zostanie odsunięty od urzędu, po czym skona w jednej ze swych daczy?

- Rzadko który dyktator dożywał starości i odchodził z tego świata śmiercią naturalną.

Rozmawiał Lech Kryszałowicz

w kategorii