Prawnik w okularach peacemakera

r hab. Adam Zienkiewicz
Prawo powinno być postrzegane holistycznie – twierdzi dr hab. Adam Zienkiewicz, kierownik Katedry Teorii i Historii Prawa UWM, autor koncepcji holistycznego podejścia do prawa i praktyki prawniczej.

– Panie Doktorze czy rolą prawnika jest rozwiązywać spory czy wymierzać sprawiedliwość?

 – To bardzo dobre pytanie, z pozorną dychotomią. Ja wymierzanie sprawiedliwości rozumiem przede wszystkim, jako rozwiązywanie konfliktów między stronami, a nie jedynie jako monopolistyczne działania orzecznicze sędziów. Podobnie przyjął chociażby Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniach z 1996 r. i 1998 r. Poprzez wymierzanie sprawiedliwości należy rozumieć przede wszystkim opanowywanie sporów.

 – Taka definicja wpisuje się w koncepcję holistycznego ujęcia prawa, którą Pan prezentuje w swej pracy habilitacyjnej.

 – Holistyczne podejście do prawa zakłada integrację wiedzy prawniczej z innymi naukami, w szczególności społecznymi – psychologią, socjologią, ale również z medycyną. Przyjmuje, że problem czy spór prawny nie może być odseparowany od całokształtu życia człowieka. A zatem prawnik holistyczny zwraca uwagę także na potrzeby komunikacyjne, relacyjne a czasami nawet na potrzeby duchowe człowieka, współpracuje z innymi specjalistami po to, aby rozwiązać konflikt.

 – Co Pana zainspirowało do takiego ujęcia prawa?

 – Przede wszystkim badania związane z nowatorskim i dotychczas prawie nieznanym w Polsce ruchem prawników peacemakerów, czyli osób starających się przynosić poprzez praktykę prawniczą pokój i porozumienie. Ruch ten nosi nazwę Comprehensive Law Movement. Jest młody, bo sięga początków lat 90. Powstał w USA i Australii, powoli przenika i do Polski. Inspirowała mnie również moja kilkunastoletnia praktyka zawodowa jako radcy prawnego i mediatora, moje badania dotyczące mediacji i innych form polubownego rozwiązywania sporów oraz doświadczenia dydaktyczne z 6 lat prowadzenia interdyscyplinarnych studiów podyplomowych z zakresu mediacji na naszym Wydziale Prawa i Administracji. Jako ich kierownik i twórca autorskiego programu nauczania, zaprosiłem do współpracy specjalistów od komunikacji, psychologów, psychiatrów, biegłych sądowych i mediatorów – empirycznie, naukowo oraz dydaktycznie przekonałem się, że na problemy prawne należy patrzeć holistycznie.

 – Czy to podejście sprawdza się w praktyce?

 – Tak, widzę to chociażby w moim doświadczeniu zawodowym. Począwszy od porad prawnych, a skończywszy na prowadzeniu mediacji z udziałem różnych ekspertów – psychologa, specjalisty od uzależnień czy udziału w sporach gospodarczych doradcy podatkowego.

– Czy holistyczne ujęcie prawa funkcjonuje również w innych państwach?

 – W wielu krajach funkcjonuje coraz więcej interdyscyplinarnych typów sądów, które przebadałem prawdopodobnie jako pierwszy w Polsce. Są to np. sądy dla osób chorych psychicznie bądź z zaburzeniami psychicznymi, dla osób uzależnionych czy sądy zajmujące się przemocą domową. Stosuje się tam, niezależnie od postępowania sądowego, specjalne programy pomagające przywrócić człowieka społeczeństwu, wspierające terapię czy leczenie. Sędzia kieruje realizacją tzw. programów rozwiązania problemów, koordynując pracę grupy ekspertów, nie tylko, aby znaleźć właściwą podstawę i sentencję wyroku, ale też przyczynę, dla której człowiek wchodzi w konflikt z prawem lub nie nawiązuje odpowiednich relacji społecznych. Poszukuje się w ten sposób rozwiązania konfliktu na faktycznym poziomie. Ograniczenie się tylko do przepisów prawa powoduje często tzw. efekt drzwi obrotowych – skazany popada w izolację w więzieniu, następnie wychodzi po odbyciu kary i dalej nie radzi sobie z problemami, po czym znowu popełnia przestępstwo. Tworzy się w ten sposób karuzela powrotów coraz bardziej zdemoralizowanego człowieka, któremu system prawny nie daje głębszej pomocy.

 – Czy sądy holistyczne już w Polsce działają?

 – Mamy instytucje wspomagające takie podejście, np. mediacje, różne środki karne, np. skierowanie na przymusowe leczenie odwykowe, natomiast w pełni holistycznych sądów nie mamy. W 2012 r. proponowałem podczas Światowych Dni Mediacji na spotkaniu z inicjatywy rzecznika praw dziecka i ministra sprawiedliwości powołanie eksperymentalnego wydziału sądowego w Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku, realizującego przedstawioną przeze mnie koncepcję tzw. sądu otwartego. Oferującego stronom również profesjonalną diagnozę konfliktu, usługę neutralnego ustalania faktów, mediację, koncyliację czy pomoc psychologa. Pomysł się spodobał, ale nie został zrealizowany. Ale wszystko przed nami.

 – Chce Pan zmienić stereotyp sędziego – bezdusznej osoby beznamiętnie ogłaszającej wyrok?

 – Tak. Zwłaszcza, że jako radca prawny i wykładowca Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury mam kontakt zawodowy z wieloma sędziami, którzy absolutnie nie zasługują na taki stereotyp. Ponadto gdybyśmy spojrzeli na  działalność wcześniej wspomnianych sądów amerykańskich, w których podsądni uczestniczą, np. przez rok, w programach antyuzależnieniowych, zobaczylibyśmy inaczej zachowujących się sędziów np. motywujących podsądnych do pozytywnej zmiany. Tam sędzia potrafi np. podać rękę stronie na sali sądowej, bić brawo, jeśli podsądny jest przez kilka miesięcy tzw. osobą czystą. Tym ludziom często wręcza się publicznie dyplomy ukończenia programu, wzmacnia ich poczucie wartości dając szansę powrotu do społeczeństwa. Takie zachowanie buduje szacunek do sędziego, jako osoby empatycznej, która dba o sprawiedliwe i zgodne z prawem, ale i realne oraz trwałe rozwiązywanie problemów czy sporów.

 – Jak świat nauki odbiera Pana koncepcję?

 – Bardzo pozytywnie. Świadczą o tym nie tylko recenzje mojej pracy habilitacyjnej, ale i recenzje niezależne w czasopismach prawniczych. Także opinia naszej Rady Naukowej, która uznała, że warto moją pracę zgłosić do prestiżowego konkursu miesięcznika Państwo i Prawo. Zakończyłem też jako wykładowca rok szkoleń z zakresu mediacji w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, na których koncepcja holistycznego podejścia do prawa jest przez sędziów pozytywnie odbierana. Sędziowie widzą, że my mediatorzy uzupełniamy ich działalność, że możemy sobie pomagać i nie rywalizować.

 – Toczy się spór o reformę sądownictwa. Czy holistyczne ujęcie prawa uzdrowiłoby polskie sądy?

 – Myślę, że mogłoby okazać się pomocne. Oczywiście nie jest to antidotum na wszystkie problemy sądownictwa. Natomiast, kiedy się obserwuje reformę procedur karnych, cywilnych czy ustawę o ustroju sądów powszechnych, która wprowadza instytucję stałych mediatorów, widać, że to już się stopniowo dzieje. Byłoby dobrze, gdyby nasz ośrodek olsztyński, łącząc przedstawicieli nauki, wymiaru sprawiedliwości oraz profesjonalnych mediatorów i psychologów poprowadził działania pilotażowe w tym kierunku.

 – Objął Pan od stycznia b.r. kierownictwo nowej Katedry Teorii i Historii Prawa na Wydziale Prawa i Administracji. Czy zasadne byłoby włączenie koncepcji holistycznego podejścia do prawa do programu kształcenia przyszłych prawników?

 – Czynię to w pewnym zakresie już od wielu lat, wykładając zwłaszcza przedmioty specjalistyczne, psychologię prawa oraz mediację sądową i pozasądową, objęte autorskim programem nauczania. Natomiast decyzja, czy wprowadzić w przyszłości kompleksowy przedmiot kierunkowy poświęcony holistycznemu podejściu do prawa, należy do władz wydziału i Senatu. W swojej rozprawie habilitacyjnej zaproponowałem program holistycznego kształcenia prawników. Jeden z profesorów recenzujących pracę stwierdził, że w zasadzie każdy element tego programu mógłby być tematem oddzielnego wykładu czy warsztatów i nawet sformułował opinię, że każdy adept prawa powinien przeczytać moją książkę, aby nabrać bardziej humanistycznego i holistycznego podejścia do prawa. To mnie utwierdza w przekonaniu, że warto oferować przyszłym prawnikom interdyscyplinarną wiedzę i praktyczne umiejętności. Będzie to możliwe w większym zakresie już niedługo, chociażby na uruchamianym przez Wydział Prawa i Administracji od nowego roku akademickiego kierunku kryminologia.

 – Taka postawa wymaga bardzo interdyscyplinarnego podejścia do prawa.

 – Tak, mając tego świadomość, część pracowników katedry od lat poszerza swoje pozaprawne kompetencje np. z zakresu psychologii, socjologii oraz podejmuje badania z przedstawicielami innych nauk. Patrzymy też z dużą nadzieją na powstający na naszym Uniwersytecie kierunek psychologia.

 – Rozpoczyna Pan grant naukowy. Na czym będą polegać badania?

 – To badania pilotażowe, potrwają rok. Ich główna tematyka to poszukiwanie skuteczności w mediacjach. Ta skuteczność ma być mierzona nie tylko poprzez pryzmat zawartej ugody. Widzę bowiem w mediacjach ogromny potencjał do poprawy relacji, komunikacji, identyfikacji przyczyn konfliktów i ich trwałego rozwiązywania.  Mediacja może nawet posłużyć do przemiany czy rozwoju człowieka – nazywanej przez zwolenników mediacji transformatywnej wzrostem moralnym. Badania obejmą przede wszystkim mediacje cywilno-prawne i gospodarcze w 19 ośrodkach mediacyjnych. Określą sposoby ustalenia celów mediacji i dobór odpowiednich technik i strategii mediacyjnych. Jest szansa, że wywiady i ankiety obejmą ponad 200 profesjonalnych mediatorów. Mam nadzieję, że te badania pozwolą mi w przyszłości sięgnąć po duży grant, obejmujący badaniami wszystkie najważniejsze typy sporów w Polsce i tworzący metodykę pracy mediatora. Sam jestem ciekawy wyników.

 – I na koniec pytanie, którego nie mogę nie zadać. Co zaleciłby Pan stronom w sporze tak bardzo dzielącym teraz środowisko prawnicze?

 – Mediacje. Tylko jest pytanie, kto by się ich bezstronnie podjął. Problem jest o tyle skomplikowany, że dotyka bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa czyli zgodności działań z Konstytucją. W tego typu kwestiach trudno mediacyjnie ustalać np. czy przepis „w części obowiązuje”, czy nie. Na pewno warto myśleć polską racją stanu. Krok do tyłu, pogłębiona refleksja i szukanie kompromisu przydałaby się każdej ze stron sporu. Kiedy podważa się autorytet III władzy, czyli sędziów, podważa się autorytet państwa.

Małgorzata Hołubowska