Plebiscyt 1920: przypominać, nie świętować

prof. Stanisław Achremczyk
Jedenastego lipca 1920 r. w południowej części Prus Wschodnich odbył się plebiscyt, który zadecydował o ich przynależności państwowej. Polska poniosła w głosowaniu sromotną klęskę. O przyczynach plebiscytu, jego przebiegu i skutkach rozmawiamy z prof. Stanisławem Achremczykiem z Instytutu Historii na Wydziale Humanistycznym UWM.

- Panie Profesorze, kto chciał plebiscytu w Prusach Wschodnich? Polacy czy Niemcy?

- Nikt go nie chciał. Niemcy nie chcieli, bo podważał ich prawo do ich terytorium. Ale już wtedy było wiadomo, że część terytorium na Wschodzie po wojnie utracili. Polacy nie chcieli, bo z góry wiedzieli, że go przegrają.

- To dlaczego się odbył?

- Bo tak zostało wcześniej postanowione w Traktacie Wersalskim, który ustanawiał w Europie ład po I wojnie światowej. W traktacie strony zapisały, że o przynależności państwowej terytoriów mieszanych etnicznie zadecydują plebiscyty. W Europie w owym czasie było wiele takich miejsc. Plebiscyty w Europie miały się odbyć: na pograniczu niemiecko-belgijskim, południowym Szlezwiku, południowej Karyntii, Spiszu, Orawie i oczywiście na Śląsku Cieszyńskim i Górnym Śląsku. Prusy Wschodnie nie były wyjątkiem.

- Jakie tereny objął plebiscyt w Prusach?

- Na Warmii powiaty olsztyński i reszelski. Na Mazurach - ostródzki, nidzicki, szczycieński, mrągowski, piski, ełcki, olecki, giżycki oraz na Powiślu -  suski, kwidzyński, malborski i sztumski.

- Dlaczego właśnie te powiaty?

- Tam mieszkała ludność mówiąca po polsku. Na południowej Warmii na wsiach 60% ludności mówiło po polsku, a pozostali siłą rzeczy język sąsiadów rozumieli. Były nabożeństwa w kościele, tym językiem posługiwali się na targach. Na Mazurach w niektórych wschodnich powiatach odsetek mówiących po polsku sięgał powyżej 80% mieszkańców.

 

- Czyli bardziej na północ po polsku ludzie już nie mówili?

- Nie. Na przykład na północ od Olsztyna, jeszcze przed Dobrym Miastem kończył się zasięg języka polskiego.

- Jak silny był polski żywioł w powiatach i miastach objętych plebiscytem?

- Ruch polski na Warmii siłę swą pokazał w czasie wyborów do sejmiku powiatowego olsztyńskiego w 1919 roku, wprowadzając 11 posłów i uzyskując 4185 głosów. Dla porównania, strona niemiecka wprowadziła 20 posłów uzyskując 7158 głosów. Trzeba jednak oddzielić mówienie po polsku od polskiej świadomości narodowej. To były w Prusach w tamtym czasie dwie odrębne sprawy i nie szły w parze. Znaczna część ludzi mówiących po polsku Polakami się nie czuła. Na Warmii i Mazurach wykształcona była świadomość regionalna i silne związki z małą ojczyzną. Oni czuli się Prusakami. Wiele w tym względzie sprawiła wojna światowa. Służba w niemieckiej armii i wspólna walka na froncie bardzo wzmocniły w kombatantach z Warmii i Mazur poczucie przynależności do narodu niemieckiego. Wyrazem tego są pozostałe do dzisiaj pomniki poległych. Południowe Prusy i takie miasta jak Olsztynek, Nidzica, Szczytno, Pisz, Ełk w 1914 r zostały bardzo zniszczone przez front i wojska rosyjskie. Otrzymały jednak jeszcze w trakcie działań wojennych dużą pomoc od miast z głębi Niemiec i w 1918-19 roku już były w dużym stopniu odbudowane i piękniejsze niż przed wojną. Wiele gospodarstw zniszczonych w czasie działań wojennych otrzymało od państwa niemieckiego duże wsparcie i wzmocniło się. To wszystko miało dla ludności wielkie znaczenie. Czuli opiekę państwa. Tymczasem Polska w tamtym czasie była jeszcze państwem bez ustalonych granic, uwikłanym na dodatek w wojnę z bolszewikami – „sezonowym”, jak mawiała propaganda antypolska. W 1920 r. Olsztyn był miastem niemieckim. Po niemiecku mówiono w koszarach, szkołach, urzędach, sądach, kościele. To był język ludzi wykształconych, artystów, władz; język, który otwierał drogę awansu. Do czasu plebiscytu nie było antagonizmów narodowych. Nikt nie wymagał od nikogo określenia się pod względem narodowym. Dopiero plebiscyt podzielił ludzi. Jak każde wybory.

- Czy Polacy znali swoją siłę, wiedzieli na jakie poparcie mogą liczyć?

- Oczywiście. Najsilniejsi byli na Powiślu. Tam istniało bogate polskie ziemiaństwo, była inteligencja i tam poparcie dla Polski było znacznie wyższe, ale i tak nie przeważające. Polska świadomość narodowa Mazurów praktycznie nie istniała. Pod tym względem nieco lepiej było na Warmii, na której ludzie żyli w większym skupiskach, byli bardziej zwarci i lepiej zorganizowani. Tutaj polska lista w wyborach do sejmiku powiatowego w Olsztynie zdobyła ok. 15% głosów. I to było realne poparcie dla polskiej sprawy i realna siła ludzi czujących się Polakami. To się działo jeszcze przed plebiscytem, ale już podczas  akcji propagandowej. Już wtedy trwała walka o polskie nauczanie w szkołach ludowych, o nauczanie religii. Władze zakazały nawet używania języka polskiego na zebraniach publicznych, towarzystw kulturalnych zamierzając język polski zamknąć w kręgu rodzin. 

- Polska w plebiscycie poniosła sromotną klęskę. Za przynależnością do Polski opowiedziało się ok. 2% głosujących. Słyszy się opowieści o terrorze i zastraszaniu, manipulacjach, przywiezieniu ludzi, którzy oddali głos za Prusami, fałszowanie wyników. Czy można wierzyć w uczciwość plebiscytu?

- Niemcy nie musieli fałszować wyników, chociaż pojedyncze przypadki się zdarzały. Polski wywiad to śledził. Polska mogła liczyć, jak powiedziałem wcześniej, na 15% głosów, a dostała ok. 2%. Złożyło się na to kilka czynników. Zastraszanie było, bojówki niemieckie rozpędzały polskie wiece, zabawy, biły ludzi. Faktem jest, że z Zagłębia Ruhry przejechały pociągi wypełnione Prusakami, którzy tam wyjechali do pracy i przyjechali tu na głosowanie. To nie był trick wyborczy strony niemieckiej, tylko rzecz dopuszczona przez międzysojuszniczą komisję powołaną do przeprowadzenia plebiscytu przez Ligę Narodów. Polska się na to zgodziła, bo liczyła, że część z przyjezdnych z Ruhry odda głos za przynależnością do Polski. Tych dowiedzionych było 37%. Czy oni mogli zmienić wynik plebiscytu? Nie, ale wpływ mieli. Na wynik plebiscytu wpływ mieli jednak nie tylko emigranci, ale i sposób głosowania: na Polskę albo Prusy Wschodnie – pod nazwami Polen lub Ostpreussen. Pod pojęciem Ostpreussen kryły się Niemcy. Wprawdzie Polska plebiscyt przegrała, ale w powiecie olsztyńskim na Polskę głosowało 4902 osób, czyli 13,47% głosujących. Na Powiślu na Polskę oddano 7947 głosów - 7,58%, a w powiecie sztumskim 4904, czyli 19,07%. Polska wygrała plebiscyt w Wymoju, Lesznie, Szelągowie i Zabrodziu. W powiecie ostródzkim zaś w: Napromku, Lubstynku, Groszkach, Woli Klonowskiej i Turowie w powiecie nidzickim. Na Powiślu w 25 wsiach. To ważne, gdyż do tej pory mało kto o tym pisał, a tylko gdzieś nadmieniano. Ważne, że 12% uprawnionych nie głosowało i oddano sporo głosów nieważnych. Nie zachowano tajności głosowania, co w konsekwencji dla wielu miało negatywny skutek. Nie można było wygrać plebiscytu, jeżeli na plebiscytowym obszarze działały administracja niemiecka, policja, organizacje paramilitarne, szkoły, banki, przedsiębiorstwa duże i małe, pieniądze z Niemiec, gazety niemieckie, liczne towarzystwa niemieckie. Przewaga Niemców była ogromna i wpływ na ludność ogromny. Strona polska tymczasem dopiero się organizowała. Polska nie miała szans w tym plebiscycie, a dodatkowo popełniła jeszcze kilka błędów.

- Jakich?

- Na przykład wbrew wcześniejszym obietnicom, że tak się nie stanie, ogłosiła mobilizację do wojska dla mężczyzn z działdowszczyzny, aby się bili z bolszewikami. To spowodowało ich masową ucieczkę do Prus, co się szerokim echem odbiło w ówczesnej prasie. Polska skierowała na Mazury wielu ludzi nie znających miejscowych realiów, katolików, poszukiwaczy przygód i nie oparła się na miejscowych działaczach, którzy mieli autorytet w swych środowiskach. Za późno wzięła się za organizowanie polskich organizacji i stowarzyszeń. Poza tym strona polska nie miała ani na Mazurach, ani na Warmii elit intelektualnych, które by agitowały ludzi. Elity były tylko na Powiślu. Tam w polskich rękach były kółka rolnicze, banki i duże majątki ziemskie. To dawało tym ludziom większą niezależność. Pamiętajmy też o tym, że toczyła się wojna z bolszewikami, powstanie w Wielkopolsce i plebiscyt na Górnym Śląsku, który dla Polski był najważniejszy, bo tam był przemysł. Polska miała na głowie ważniejsze sprawy niż zdobycie kilku rolniczych powiatów.

- Czy Polacy w Prusach Wschodnich wyciągnęli jakieś wnioski po plebiscycie?

- Po plebiscycie ruch polski na Warmii i Powiślu szybko się odbudował. Już 30 listopada 1920 roku powstał Związek Polaków w Prusach Wschodnich przekształcony w IV dzielnicę Związku Polaków w Niemczech, działały towarzystwa młodzieżowe, sportowe, kobiet polskich, szkolne, chóry, teatr polski. W 1920 i 1930 roku powstały szkoły polskie, pojawił się plan powołania polskiego gimnazjum w Olsztynie, były kursy języka polskiego. Ostoją Polaków w Prusach Wschodnich stał się Dom Polski przy ulicy Partyzantów 87 (dzisiaj), Gazeta Olsztyńska i Konsulat RP w Olsztynie z agencją w Ełku. O tym wszystkim można będzie przeczytać w moich książkach, które są w druku: „Domy polskie we wschodniopruskim Olsztynie oraz „Dom Polski w Olsztynie”. Nakręciłem też wykład o plebiscycie, który ukaże się na stronie internetowej Urzędu Marszałkowskiego 11 lipca. W listopadzie będzie film o Domu Polskim w Olsztynie.

- Czy historycy niemieccy w interpretacji wydarzeń i ocen plebiscytu różnią się od polskich?

- Nie ma między nami różnicy zdań. Niestety, historię intepretują po swojemu politycy, a nie można jej wykorzystywać dla doraźnych celów.

- Czy powinniśmy świętować rocznicę plebiscytu? Ostatnio przypomnieli nam o niej pewni politycy.

- Świętować nie ma czego. Ale przypominać tak, aby utrwalać prawdziwy obraz.

Badania naukowe prof. Stanisława Achremczyka obejmują dzieje nowożytne Polski i Warmii oraz Mazur, życie sejmikowe Prus Królewskich, samorząd ziem pruskich, życie polityczne Prus Królewskich i Warmii w XVII i XVIII wieku oraz biografistykę. Opublikował ponad 400 prac.

Rozmawiał Lech Kryszałowicz