Pionierska operacja dała jej życie

Zmień rozmiar tekstu

Dr n. med. Tomasz Waśniewski
Dr n. med. Tomasz Waśniewski wraz z zespołem przeprowadził udaną, pionierską operację wyhamowania akcji porodowej w ciąży bliźniaczej po poronieniu jednego, obumarłego płodu. W ten sposób, odraczając poród o prawie 12 tygodni, uratował drugi płód od śmierci.

To była ciąża długo wyczekiwana i bardzo pożądana, ale zagrożona. 15 września ub.r., w 18/19 tyg. ciąży, okazało się, że jedno z bliźniąt - chłopczyk - jest martwe. Takie sytuacje nie należą do rzadkich. Zazwyczaj martwy płód pozostaje jednak w organizmie matki i w naturalny sposób mumifikuje się. Dzięki temu drugi, żywy płód może dotrwać w łonie matki do narodzin.

Narodziny to pewna śmierć

Bardzo rzadko zdarza się, aby w takiej sytuacji następowało poronienie. W tej niestety się zaczęło. W tym wieku ciążowym płód nie ma żadnej szansy na życie poza organizmem matki. Dla drugiego, żywego bliźniaka pani Magdaleny narodziny równały się śmierci.

- W Polsce i Europie jesteśmy w stanie ratować dzieci urodzone od 24-25 tyg. ciąży – mówi dr n. med. Tomasz Waśniewski, adiunkt w Katedrze Położnictwa, Perinatologii i Ginekologii - autor pionierskiej operacji.

Drugi bliźniak, aby żyć, nie mógł się zatem urodzić, przynajmniej przez jakiś czas.

Dr n. med. Tomasz Waśniewski czytał w fachowej literaturze o kilku udanych przypadkach powstrzymania porodu w takich przypadkach, z jakim miał do czynienia. Ale wiedzieć jak, a zrobić to – to dwie różne rzeczy. W Polsce byłaby to druga próba odroczenia porodu, a pierwsza na tak długi czas.

Pierwszy raz w Polsce

- Wiedziałem, że ja i moi współpracownicy jesteśmy w stanie przeprowadzić tę procedurę, ale potrzebna byłą zgoda mamy. Powstrzymanie porodu grozi przede wszystkim jej poważnymi komplikacjami: zakażeniem układu rozrodczego, krwotokami i zaburzeniami krzepliwości krwi, w skrajnych przypadkach utratą płodności, a nawet zagrożeniem życia  – kontynuuje dr Waśniewski.

- Czasu mieliśmy niewiele, bo poronienie się rozpoczęło. Przedstawiliśmy szanse i zagrożenia pacjentce i jej mężowi, którzy przez cały okres ciąży wspaniale z nami współpracowali. Musieli podjąć bardzo odważną decyzję, bo zatrzymując poród kobieta brała na siebie wielkie ryzyko. Zdecydowali się. Ujęła mnie bardzo ich wielka determinacja i wiara w powodzenie całej sprawy.

Po poronieniu obumarłego płodu, lekarze pozostawili jego nieoddzielone łożysko w jamie macicy i rozpoczęli farmakologiczne wyhamowanie skurczów macicy. Chodziło im o utrzymanie żywego płodu w łonie mamy, aż do czasu uzyskania przez niego zdolności do życia poza jej orgnizmem. Podano leki zmniejszające ryzyko rozwoju infekcji wewnątrzmacicznych oraz zaburzeń krzepnięcia. Organizm pacjentki bardzo dobrze zareagował na zastosowane leczenie. Po 13 dniach od poronienia, z zachowanym żywym drugim płodem w macicy, kobieta wróciła do domu.

Daliśmy jej szansę na dobre życie

Po niemal 12 tygodniach, w 30. tygodniu ciąży doszło jednak do spodziewanych powikłań, w wyniku których 27 listopada 2017 r. zespół doktora Waśniewskiego musiał wykonać pilne cięcie cesarskie. Mała Patrycja, ważąca 1560 g, tym razem była już gotowa do egzystencji poza organizmem mamy, ale ciągle jeszcze zbyt mała, aby zacząć „samodzielne życie donoszonego” noworodka. Trafiła do inkubatora, w którym dorastała niemal do Świąt Bożego Narodzenia. Do domu przyjechała tuż przed końcem roku, gdy ważyła już 2200 g.

Dr Waśniewski nie ukrywa, że pionierska procedura była dla niego poważnym wyzwaniem.

- Przed akcją odroczenia porodu nie mieliśmy zbyt wiele czasu na emocje. Wiedziałem, że jesteśmy do niej przygotowani, że rodzice są bardzo odpowiedzialni i pełni dobrej wiary. Bardzo dużo myślałem o tej operacji w pierwszym tygodniu po powstrzymaniu porodu. Nie wiedziałem, jak organizm mamy zareaguje. Po pierwszym tygodniu, odetchnęliśmy. Potem po narodzinach małej Patrycji z wielkim niepokojem śledziliśmy jej dalszy rozwój. Urodziła się przecież w 30 tygodniu, a u wcześniaków istnieje duże ryzyko uszkodzeń ośrodkowego układu nerwowego, co w konsekwencji może prowadzić do różnego rodzaju zaburzeń neurologicznych. Nasi wspaniali neonatolodzy, pod kierunkiem dr. n. med. Norberta Dery, adiunkta z naszego Uniwersytetu prowadzili ją bardzo mądrze i wiemy już, że mała Patrycja jest zdrowym dzieckiem. Cieszę się z tego. Daliśmy jej szansę na dobre życie. Reszta zależy od jej rodziców, a potem od niej samej. Chciałbym bardzo, żeby dobrze wykorzystała swoje życie, bo ogromna rzesza ludzi, z mamą i tatą na czele, bardzo o nią walczyła - kończy dr Waśniewski.

Lech Kryszałowicz

Dr n. med. Tomasz Waśniewski ma 49 lat. Jest olsztyniakiem od urodzenia. Skończył III LO w Olsztynie i Akademię Medyczną w Gdańsku. Jest adiunktem w Katedrze Położnictwa, Perinatologii i Ginekologii na Wydziale Lekarskim UWM i ordynatorem Oddziału Klinicznego Ginekologiczno-Położniczego Ginekologii Onkologicznej w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie. W wolnych chwilach gra na basie i kontrabasie w zespole Painkillers, a weekendy w koszykówkę. W 2015 r. przeprowadził pierwszą w Polsce operację „zwrócenia” jajnika kobiecie po udanej kuracji onkologicznej. W tej metodzie przed podjęciem kuracji onkologicznej lekarze wycinają z organizmu kobiety jajnik lub część jego tkanki i następnie je zamrażają. Po udanej kuracji ponownie je wszczepiają do organizmu kobiety. Narządy podejmują pracę, co umożliwia naturalne zajście w ciążę. Za opracowanie tej procedury otrzymał w 2014 roku nagrodę PAN „Innowacje w Medycynie”, a także Laur „Najlepszym z Najlepszych” marszałka woj. warmińsko-mazurskiego. Wygrał plebiscyt „Olsztynianin roku 2015" Gazety Wyborczej.