Non omnis moriar?

Zmień rozmiar tekstu

Jest jedynym w Polsce specjalistą od techniki plastynacji. Uczył się w Heidelbergu u Güntera von Hagensa, niemieckiego lekarza i anatoma, twórcy tej techniki i autora kontrowersyjnych wystaw Body Worlds.

Prof. Waldemar Sienkiewicz pracuje w Katedrze Anatomii Zwierząt Wydziału Medycyny Weterynaryjnej UWM. Oprócz pracy naukowo-dydaktycznej, wykonuje preparaty anatomiczne techniką plastynacji.

- Panie Profesorze, podczas Dni Otwartych UWM, na stoisku Wydziału Medycyny Weterynaryjnej można było oglądać preparat plastynowany kota. Niemal wszyscy brali go za model z masy plastycznej. Tymczasem było to…

- ciało kota poddane plastynacji.

- Długo trwało wykonanie tego preparatu?

- Około 6 miesięcy. Trudno powiedzieć dokładnie. Zajmuję się tym nieregularnie, jestem przede wszystkim pracownikiem naukowo-dydaktycznym.

- Na czym ta technika polega?

- To nowoczesna metoda wytwarzania preparatów anatomicznych. Najogólniej mówiąc, to zastępowanie wody w tkankach ciała zwierzęcia tworzywami sztucznymi – silikonem lub żywicami epoksydowymi. To nie jest mumifikacja. Proces jest wieloetapowy. Ponieważ silikon nie miesza się z wodą, najpierw usuwa się wodę z tkanek, zastępując ją rozpuszczalnikiem – najczęściej acetonem. Przygotowane ciało zwierzęcia zanurza się w acetonie o temp. -300C. Tak niska temperatura acetonu spowalnia proces odwadniania i ogranicza obkurczanie tkanek.

- Jak długo to trwa?

- Minimum 6 tyg. Ale może być i dłużej. Nie ma ograniczeń czasowych. Po odwodnieniu preparat trzeba odtłuścić. Zanurzam go w acetonie o temp. pokojowej. Następnie umieszczam preparat w silikonie lub w żywicy epoksydowej. To tzw. preimpregnacja. Ten etap może trwać bardzo długo. Dalej następuje impregnacja wymuszona, czyli za pomocą podciśnienia w specjalnej komorze uwalnia się aceton z tkanek, w które wnika silikon. Ten etap trwa ok. 2 tyg.

- Czy to już koniec?

- Nie. Z preparatu musi wyciec nadmiar silikonu, następnie trzeba preparat utwardzić w procesie chemicznym, potem oczyścić z nadmiaru silikonu i mamy gotowy plastynat. Ma on wszystkie cechy dobrego preparatu anatomicznego: nie ulega rozkładowi, jest bezpieczny dla studenta pod względem mikrobiologicznym i chemicznym – można go wziąć gołą ręką, jest wieczny.

- Dużo jest takich preparatów w katedrze?

- Mamy ok. 100 takich preparatów. Są i ludzkie, pomocne studentom dla porównania. Większość wykonałem sam, kilka przywiozłem z Heidelbergu.

- Jakie są największe plastynaty katedrze?

- Kończyny psów, serce konia, żołądek, przepona i wątroba konia w jednym komplecie. Studenci poznają te preparaty na I roku podczas kursu anatomii prawidłowej. Zależało mi na tym, aby zbudować kolekcję anatomii prawidłowej. Im więcej preparatów, tym lepiej. Mamy preparaty kończyn psów, ale naszą kolekcję należałoby wzbogacić o preparaty kończyn innych zwierząt. Ale ogranicza mnie czas i finanse.

- Czy ktoś jeszcze w Polsce wykonuje plastynaty?

- Jestem jedyną osobą w Polsce, która to robi, a nasz katedra jedyną tego typu w kraju, która plastynaty ma. Prof. Gielecki z Wydziału Nauk Medycznych nawiązał ze mną współpracę i będziemy wykonywać także preparaty ludzkie. Nie jest to novum, bo zaczynałem od plastynacji ludzkich. W 1996 r. jeden z moich kolegów był na stypendium naukowym w Heidelbergu i tam w katedrze anatomii poznał dr. Güntera von Hagensa, wynalazcę tej metody. Pojechałem tam, aby ją poznać. Uzyskałem stypendium uniwersytetu w Heidelbergu i przez 4 miesiące pracowałem w Instytucie Plastynacji.

- Co najbardziej utkwiło panu w pamięci?

- Pamiętam preparat, który jest teraz prezentowany podczas wystaw Body Worlds pod nazwą Szachista. Natomiast preparat, za który byłem odpowiedzialny to Combibody. Nie było łatwo go przygotować. Najtrudniej było dopasować wszystkie elementy – kości itp. Odpowiadałem także za preparaty płodów ludzkich. Wróciłem do kraju, zaczęliśmy organizować odpowiedni sprzęt, zajęło to kilka lat i około roku 2004 wykonałem pierwszy plastynat.

- Dlaczego pan robi plastynaty?

- Robię to, bo lubię. Nie uważam się ani za artystę, ani za rzemieślnika. To potrzeba ułatwienia studentom nauki. Ciała zwierząt, które poddaję plastynacji, traktuję z szacunkiem i tego szacunku uczymy studentów. Nasza kolekcja to nie jest gabinet osobliwości, nie mamy preparatów zdeformowanych itp. To preparaty przygotowane na potrzeby nauki. Wszystkie zwierzęta, które do nas trafiają do plastynacji, zostały poddane eutanazji ze względów medycznych i za zgodą właścicieli.

- O wykonaniu jakiego plastynatu pan marzy?

- Wymarzyłem sobie wykonanie preparatu konia, ale to absolutnie niemożliwe. Wymagałoby specjalnej komory próżniowej, która pomieściłaby ciało konia, a ilość potrzebnego do plastynacji acetonu byłaby mierzona w tysiącach litrów.

- Oddałby pan swoje ciało do plastynacji?

- Nie myślę o tym. Może jeszcze za wcześnie? Dr von Hagens zdecydował, że jego ciało ma zostać plastynatem.

Małgorzata Hołubowska

w kategorii