O naturze Czarnych Łabędzi

czarne łabędzie
Rozpoczynamy nowy cykl artykułów dotyczących cyfrowej transformacji społeczeństwa oraz związanych z nią zjawisk – zarówno korzystnych, jak i zagrożeń.

Druga połowa lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia okazała się szczególna, jako okres bardzo intensywnego rozwoju niezwykłych innowacji, ważnych dla współczesności. W lipcu 1995 roku Jeff Bezos uruchamia internetową księgarnię Amazon, pozyskując początkowo na sprzedaż bezpłatne egzemplarze książek z bibliotek publicznych. W kolejnych latach asortyment Amazon rozszerza się na praktycznie wszystkie produkty dostępne na żądanie w każdym zakątku globu, czyniąc Bezosa najzamożniejszym człowiekiem, z majątkiem szacowanym na 144 miliardy dolarów.

W 1997 roku Marc Randolph i Reed Hastings wpadają na pomysł rzucenia rękawicy stacjonarnym sieciom wypożyczalni filmów dostępnych na płytach DVD. W odróżnieniu od tradycyjnych wypożyczalni, udostępniają oni filmy poprzez system zamówień internetowych z fizyczną dostawą do i od klienta. Ponadto użytkownicy ich internetowej wypożyczalni korzystają z subskrypcji, nie musząc płacić za każdy wypożyczony film. Tak powstaje serwis Netflix. Rosnąca prędkość internetu pozwala w kolejnych latach na oferowanie usług Netflix w wersji cyfrowej, na zasadzie streamingu. Konkurencji nie wytrzymują stacjonarni giganci, tacy jak Blockbusters. Serwis Netflix staje się zaś potentatem w branży rozrywki w domowym zaciszu bądź na małym ekranie telefonu lub tabletu w dowolnym miejscu i czasie.

W 1998 roku dwóch doktorantów z Uniwersytetu Stanforda – Larry Page i Sergey Brin zakładają Google – firmę kojarzoną obecnie z intuicyjną przeglądarką, z funkcją m.in. translacji tekstu na dowolny język, mapami lub nawigacją. Równie istotny okazuje się być inny flagowy produkt zakupiony przez Google w 2005 roku – system operacyjny Android. Obecnie korzysta z niego ponad 5 miliardów użytkowników urządzeń mobilnych. W sklepie Google Play codziennie pojawiają się nieprzebrane zbiory nowych aplikacji dostępnych do pobrania na smartfonie lub tablecie.

Wtorkowy poranek 11 września 2001 roku zapowiada się dla mieszkańców Nowego Jorku, jak każdy inny dzień pracowitego tygodnia. W miejscu nieustannie tętniącym życiem, w godzinach porannego szczytu coraz liczniej zapełniają się biurowce, zlokalizowane głównie w centrum liczącej 8 milionów mieszkańców metropolii. Królują nad nimi dwie wieże biurowców World Trade Center. To właśnie w jedną z nich o godzinie 8.45 z impetem wbija się samolot pasażerski. Wypełniony po brzegi paliwem, pilotowany przez islamskich terrorystów, samolot zamienia się w śmiercionośny pocisk, docelowo burzący budynek. Jeszcze trzy tego rodzaju pociski zostają wymierzone kolejno: w drugą wieżę WTC, siedzibę Pentagonu oraz Kapitol (ostatni z nich rozbija się w drodze do celu). Łącznie w zamachach ginie prawie 3 tysiące osób. Wydarzenia z 11 września to chyba najbardziej dramatyczny w swojej symbolice akt wieńczący koniec epoki XX wieku, z całkowicie nową odmianą zagrożeń dla bezpieczeństwa globalnego. Wydarzeniom tym towarzyszy nieme przerażenie i niedowierzanie miliardów ludzi śledzących ich makabryczny przebieg przed ekranami telewizorów, przy odbiornikach radiowych oraz w serwisach internetowych.

W pierwszych dniach stycznia 2007 roku Steve Jobs, niepokorny wizjoner stojący na czele Apple, prezentuje pierwszy model iPhone'a. Łączy on funkcje telefonu komórkowego, odtwarzacza plików muzycznych oraz urządzenia do korzystania z mobilnego bezprzewodowego internetu. Przełomowy okazuje się przede wszystkim funkcjonalny, intuicyjny w obsłudze ekran dotykowy. Ogromnego potencjału nowego urządzenia nie jest w stanie należycie docenić Nokia – fiński gigant na rynku telefonów komórkowych, która za kilka lat praktycznie zniknie z rynku. Korzystanie z nowego typu urządzeń dotykowych staje się dziecinnie proste, w porównaniu z topornym systemem nawigacji w tradycyjnych telefonach komórkowych, które szybko odejdą do lamusa. Natomiast za Apple podążają liczni naśladowcy produkujący masowo smartfony.

Co łączy wszystkie te przypadki? Otóż, każdy z nich odnosi się do niespodziewanych, trudnych do przewidzenia (a wręcz nawet bardzo mało prawdopodobnych) zdarzeń, które całkowicie wywróciły porządek świata. Wiele z nich wskazuje również (chociaż staramy się je racjonalizować jako zdarzenia przewidywalne), że znany nam współcześnie obraz świata staje się wypadkową ogromnego splotu zdarzeń, którymi w dużej mierze rządzi przypadek. To burzy całkowicie wizję linearnego porządku wydarzeń historycznych „które musiały mieć miejsce". Być może za kilkanaście-kilkadziesiąt lat podobnie rozpatrywane będą początki Google, zamachy z 11 września, iPhone, czy też pandemia koronawirusa. W podobnym duchu można traktować prognozowanie przyszłości, w którym należy zakładać bardzo wiele trudnych do przewidzenia scenariuszy.

Wymienione wydarzenia te to właśnie przykłady „czarnych łabędzi". Twórcą tego pojęcia jest amerykański profesor Nassim Nicholas Taleb, który po raz pierwszy przytoczył je w opublikowanej w 2007 roku książce, zatytułowanej „Czarny Łabędź. O skutkach nieprzewidywalnych zdarzeń". Samo pojęcie odwołuje się do gatunku ptaków zamieszkujących Australię, nieznanych europejskim odkrywcom tego kontynentu. Taleb spopularyzował również pojęcie antykruchość, jako odporność na wstrząsy wywołane nieprzewidywalnymi sytuacjami. Umiejętność dostosowania się może być najlepszym antidotum na „czarnego łabędzia", jakim niewątpliwie jest obecna sytuacja narastającej pandemii koronawirusa. Najważniejsze, abyśmy uświadamiali sobie potencjał nieprzewidywalnych zdarzeń oraz potrafili, jako społeczeństwo, na nie reagować.

Marcin Kowalczyk

fot. pixabay

w kategorii