Nasz raport: Kortowo w czasach zarazy

Aleksandra Rudnicka
To, że Uniwersytecki Szpital Kliniczny w czasie epidemii koronawirusa nie przeszedł w tryb zdalny - nikogo nie dziwi. Patrząc na puste ulice Kortowa można jednak odnieść wrażenie, że reszta pracowników UWM została w domach.

To tylko pozór. Pracuje wielu, chociaż nie wiadomo ilu. Ludzie natychmiast przystosowali się do nowej sytuacji

Ktoś musi nakarmić mszyce

- W mojej katedrze na miejscu pracuje sporo osób – mówi prof. Tomasz Kurowski - kierownik Katedry Entomologii, Fitopatologii i Diagnostyki Molekularnej Na Wydziale Kształtowania Środowiska i Rolnictwa. - Na przykład prof. Urszula Wachowska przychodzi co 2-3 dni, bo zanim to wszystko się zaczęło, wysiała w naszej hali wegetacyjnej pszenicę i musi jej doglądać. Prowadzi na niej badania nad zastosowaniem drożdży do zwalczania patogenów roślin. Nie może teraz tego zostawić, bo będzie musiała zaczynać eksperymenty od nowa, a to strata czasu.

Profesor Bożena Kordan  (na zdj.) hoduje mszyce i bada ich reakcje na pokarm, a dokładnie - co się z nimi dzieje, gdy trafiają na coś, co lubią lub na coś, czego nie lubią. W tym celu podłącza mszycom mikroskopijne elektrody. Żeby prowadzić te badania, musi je karmić i doglądać.

 

 

Z kolei dr Sebastian Przemieniecki bada bakterie. Sprawdza, które rozkładają składniki niedostępne dla roślin na substancje, którymi rośliny mogą się odżywiać. Jego badania także nie mogą się odbywać zdalnie tylko wymagają jego obecności w laboratorium – opowiada prof. Kurowski.

Wymienieni naukowcy to nie wszyscy pracujący w Katedrze Entomologii, Fitopatologii i Diagnostyki Molekularnej. Są inni, a także pracownicy techniczni. – U nas nikogo nie trzeba zachęcać do środków ostrożności. W zasadzie stosujemy je stale ze względu na specyfikę badań. Maseczki, rękawiczki – teraz z tym bieda, ale mamy na przykład stół laminarny z promieniowaniem UV. Podczas pracy przy takim stole nie można się zarazić, bo panuje w nim nieduże nadciśnienie, a dodatkowe promienie UV niszczą wszystkie drobnoustroje. – zapewnia prof. Kurowski.

Metan nie zaczeka

Stałą bywalczynią w pracy jest także mgr Aleksandra Rudnicka (na zdj. głównym) z Katedry Inżynierii Środowiska na Wydziale Geoinżynierii.

- Jestem członkinią zespołu badawczego, którego kierownikiem jest prof. Marcin Zieliński i do którego należy jeszcze prof. Marcin Dębowski, dr Magda Dudek i dr Anna Nowicka. Prowadzimy badania z projektu Regionalna Inicjatywa Doskonałości. Hodujemy glony, których zadaniem jest wytwarzać metan, który z kolei posłużyć ma do produkcji alternatywnego paliwa. Tym glonom musimy dostarczyć substrat, czyli pożywkę. To kiszonka kukurydziana i gnojowica bydlęca. Badamy, ile tego metanu wytwarzają w zależności od warunków, które im tworzymy i ilości substratu.

Środki ostrożności? Część osób pracuje zdalnie, a ci, którzy przychodzą do laboratorium często myją ręce i odkażają je. Pracujemy w rękawiczkach. Poza tym tak ułożyliśmy grafik, aby się nie spotykać ze sobą i pracujemy w laboratorium krócej - wylicza Aleksandra Rudnicka.

Czwórka do chomika

Częsty i bliski kontakt z ludźmi a jeszcze bliższy ze zwierzętami mają pracownicy uniwersyteckiej Polikliniki Weterynaryjnej, która pracuje całą dobę 7 dni w tygodniu. Praca zdalna jej nie dotyczy.

- W porównaniu z czasem sprzed epidemii koronawirusa u nas niewiele się zmieniło. Ruch jakby trochę mniejszy, bo jest mniej pacjentów z błahymi sprawami. Środki ostrożności? Tak, odkażanie, rękawiczki. Plakat na drzwiach informujący, że z 1 zwierzęciem może wejść tylko 1 osoba. Że to oczywiste? Nie bardzo. Konia zawsze przywozi 1 człowiek, ale jak zachoruje chomik lub królik to zawsze przychodzą dzieci, rodzice, albo wnuki i dziadkowie – minimum 4 osoby – śmieje się dr Renata Nieradko, kierowniczka polikliniki. Na zdj.  od lewej lek. wet. Paula Polakiewicz i lek. wet. Aleksandra Miksztal.

Butla co 3 godziny

Niedaleko polikliniki znajduje się pawilon Katedry Hodowli Kóz i Owiec Wydziału Bioinżynierii Zwierząt, a w nim ponad 50 owiec, kóz i lam. Szefem tego stada jest Ireneusz Bloch, pracownik techniczny.

- Koronawirus wśród zwierząt niczego nie zmienił. Muszę je codziennie karmić, sprzątać im kojce, doglądać. Urodziło nam się kilka koziołków. Poza tym muszę dokarmiać z butelki co 3 godziny dwoje jagniąt. Jednego matka nie przyjęła, a drugiego padła po porodzie. W najbliższym czasie jeszcze kilka matek ma się okocić. Jest co robić. Przed epidemią miałem do pomocy studenta, który w ten sposób odbywał praktykę, ale teraz jestem sam. Ale nie narzekam. Lubię te moje zwierzęta – zapewnia Ireneusz Bloch.

Koronawirus opus 2

Koronawirus, chociaż nic nie stracił ze swej zjadliwej mocy, niewiele ma do powiedzenia w Katedrze Anatomii i Fizjologii Zwierząt na Wydziale Biologii i Biotechnologii. Wszyscy tutaj dobrze wiedzą z czym mają do czynienia i jak do niego podchodzić.

- Prowadzimy w katedrze 2 duże projekty z programu Opus i 4 z programy Preludium. Jeden z programu Opus kończy się z upływem tego roku. Kolejne za 2-2,5 roku. Nie możemy sobie pozwolić na stratę czasu. Co badamy? Jak tłuszcz z organizmu matki wpływa na fizjologię płodu. Wiadomo, że gdy go za dużo to dla płodu źle. Ale nie ma badań, jaki wpływ na płód ma sytuacja, gdy go w organizmie matki za mało – wyjaśnia dr Marta Kieżun, która 2 lata temu na swe badania otrzymała stypendium ministra nauki.

Pracownicy katedry, aby zminimalizować ryzyko zakażenia, przychodzą więc do pracy na zmiany nie spotykając się. Stosują dostępne zabezpieczenia, ale pracują nie tylko w laboratoriach.

Klik i wykład

Prowadzą także normalne wykłady i konsultacje dla studentów. Normalne, czyli jakie? Normalne w czasach koronawirusa to znaczy on-line.

Zaraz na początku pierwszego tygodnia pracy zdalnej, prof. Stanisław Czachorowski, który różne formy kształcenia on-line stosuje już od dawna, zorganizował szkolenie i wytłumaczył pracownikom wydziału, jak należy postępować.

- Korzystamy z platformy „ClickMeeting”. Jest to internetowa platforma do webinarów i wideokonferencji, działająca na wszystkich urządzeniach bez względu na system operacyjny. Poza wersją na przeglądarki dostępna jest aplikacja mobilna na systemy Android i iOS. Umożliwia nam prowadzenie wykładów i pracy w grupach. Każdy student dostał kod dostępu i za jego pomocą o określonej godzinie loguje się do systemu. A więc mam od razu listę obecności. Wszyscy widzą mnie na swoich ekranach i słyszą, jak prowadzę wykład. Na czacie mogą mi zadawać pytania, a jeśli udzielę komuś głosu, to może zapytać mnie przez mikrofon i wtedy słyszą go też inni. Dzięki tej platformie mogę także pokazywać im prezentacje. Różnica między wykładem na żywo i on-line jest taka, że te ostanie skróciliśmy do 1 godziny. Studentom taka forma nauczania się podoba, są aktywni i do tej pory na zajęciach miałam frekwencję 100% - dzieli się uwagami dr Kieżun.

Lech Kryszałowicz, Fot. Janusz Pająk