Ludzie zaczynają wierzyć

Rozmowa z dr hab. Waldemarem Tomaszewskim z Instytutu Nauk Politycznych na Wydziale Nauk Społecznych.

- Wybory samorządowe już za nami. Czas na podsumowanie. Większość Polaków do tej pory nie fatygowała się do urn. A jak było tym razem?

- Średnia frekwencja w Polsce podczas I tury wyniosła ok. 55%. W 2014 r. była o ponad 7% niższa - 47,4%. W województwie mazowieckim, jako jedynym, frekwencja przekroczyła 60 proc. i wyniosła 61,02 proc. Na 2. miejscu uplasowało się województwo łódzkie z wynikiem 57,1%, a na 3. świętokrzyskie - 56,72%. Najmniejszym zainteresowaniem wybory cieszyły się w Opolskiem, gdzie frekwencja, jako jedyna nie przekroczyła 50%. W naszym regionie wynosiła ok. 52%, ale były gminy, w których przekroczyła 60%, jak np. Grodziczno (ponad 61%), Iłowo Osada (ok. 61%), Janowiec Kościelny (ok. 66%) czy Janowo (ponad 64%). W Olsztynie zanotowano ok. 56%, ale np., w Kowalach Oleckich tylko 32,%. Była to jedną z najmniejszych frekwencji w Polsce.

- Czy frekwencja na wyborach zależy od wielkości miast lub gmin?

- Takiej prawidłowości nie ma. Istnieje jednak zależność między potrzebą zmian w danym środowisku i frekwencją wyborczą. Tam, gdzie potrzeba zmiany jest duża, tam i frekwencja jest duża. Szczególnie dotyczy to stanowisk wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

- Jak tegoroczna frekwencja ma się do tej z poprzednich wyborów?

- To najlepszy wynik w ponad 25-letniej historii samorządów. Więcej obywateli uczestniczyło tylko w wyborach prezydenckich, gdy o ten urząd ubiegał się Aleksander Kwaśniewski. Wtedy w 2. turze uczestniczyło w nich aż 68,23%, najwięcej ze wszystkich wyborów.

- Jak Pan sądzi, dlaczego w tym roku do lokali wyborczych poszło więcej ludzi niż 4 lata temu?

- Rośnie świadomość obywatelska Polaków. Ludzie zaczynają wierzyć, że głos pojedynczego człowieka ma jednak wpływ na wynik wyborów. Dlatego zakładają lokalne społeczne komitety wyborcze. Im więcej takich komitetów, a co za tym idzie - kandydatów, tym większe możliwości wyboru. Im więcej kandydatów tym większe szanse na to, że do władzy przebiją się reprezentanci różnych środowisk czy opcji politycznych, a więc lepsza reprezentacja danego społeczeństwa. W wyborach samorządowych przynależność partyjna nie jest gwarancją mandatu radnego, wójta czy burmistrza, szczególnie w małych i średnich miastach. Najlepszym tego przykładem jest rada powiatu olsztyńskiego, do której lokalny komitet „Nasz powiat” wprowadził samych sprawdzonych radnych - wcześniejszych wójtów i burmistrzów. Wybory stają się polityczne w dużych miastach. Widać to w Olsztynie, w którym do rady miasta wszedł tylko jeden niezależny radny. Najbardziej jaskrawym przykładem jest Warszawa i Łódź. Tam nie chodzi o dobro mieszkańców. To próba partyjnych sił przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.

- Co Pan sądzi o fenomenie Jerzego Małkowskiego? W 2008 r. po wybuchu seksafery olsztyniacy odwołali go w referendum ze stanowiska prezydenta miasta. Teraz, już po raz drugi, walczy o fotel prezydenta.

- Przypadek Małkowskiego powinno się zbadać. Przypuszczam, że silne poparcie, które ma, wynika z tego, że po 10 latach pojawiło się już nowe pokolenie wyborców, którego nie interesuje przeszłość Jerzego Małkowskiego. Zawiniły sądy, które przez tak długi czas nie rozstrzygnęły o jego winie lub niewinności. Winna jest też atmosfera w kraju. Przykład prezydent Łodzi obnażający luki w prawie też pewnie przekłada się na stosunek wyborców do postaci Małkowskiego, czyli podważa ich szacunek do prawa. Są to jednak tylko moje przypuszczenia, bo jak zaznaczyłem - nikt tego nie badał.

- Ciekawym kandydatem na prezydenta Olsztyna był Michał Wypij. Miał poparcie polityczne rządzącej partii, zebrał wiele głosów, ale i tak nie przebił Małkowskiego. Za młody na prezydenta?

- W jego przypadku nie chodziło o wiek, tylko o rozpoznawalność. On się za mało wykazał na rzecz miasta.

- Czy wybory do rad powiatów są polityczne? Mamy w nich do czynienia z okręgami wielomandatowymi i sumowaniem głosów na listach.

- Wszystkie wybory są polityczne: jedne mniej, drugie - więcej. Nawet komitety społeczne muszą prowadzić jakąś politykę. Wybory do rad powiatów są bardziej upolitycznione niż gminne, bo partie częściej wystawiają w nich swoje listy. Kandydaci partyjni stają się radnymi i ich kontakt z wyborcami się kończy. Myślę, że warto byłoby rozważyć na tym poziomie okręgi jednomandatowe. To zwiększyłoby kontakt wyborców z radnymi i odpolityczniłoby ten szczebel samorządu.

- Sejmik wojewódzki. Tu nie ma wątpliwości - rządzi polityka. Jak Pan sadzi czy lepiej by było, gdyby w regionach rządziły te same partie, które tworzą rząd? Chodzi mi o porozumienie na linii rząd-samorząd, przepływ pieniędzy, brak obstrukcji itp.

- Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że współpraca rządu z samorządami wojewódzkimi z innej opcji układa się dobrze. Nie zaobserwowałem nigdzie w Polsce wyraźnych konfliktów. Działania obstrukcyjne, brak współpracy to broń obosieczna. Może spowodować nieprzewidywalne reakcje wyborców. Wszyscy się tego boją.

- Od tych wyborów kadencja trwa 5 lat a nie 4, a wójtowie, burmistrzowie i prezydenci mogą swoje urzędy sprawować najwyżej 2 razy z rzędu. Jak Pan ocenia to rozwiązanie?

- Uważam, że dwukadencyjność to pomysł dobry. W małych gminach istnieje silna tendencja do tworzenia się sieci powiązań. Dwukadencyjność takie układy przetnie. Poza tym uważam, że działalność samorządów nie może być uzależniona od tego, że ktoś ma pomysł na życie: być wójtem i trzyma się stołka latami wykorzystując inercje wyborców. Jest ona łatwa do wykorzystania w mniejszych gminach. Myślę, jednak, że kadencja 5-letnia jest za długa. Nawet, jeśli ktoś jest dobrym wójtem, burmistrzem czy prezydentem to 10 lat jest zbyt długim czasem. W ciągu 8 lat da się przeprowadzić zmiany.

- A co Pan sadzi o nowinkach technicznych: dwie komisje, przezroczyste urny, kamery, zakrywanie list?

- Te nowe rozwiązania mają na celu zwiększyć zaufanie obywateli co do uczciwości wyborów. Podobnie, jak wprowadzenie społecznych obserwatorów. Być może pierwszym efektem tych działań była tak duża frekwencja.

Rozmawiał: Lech Kryszałowicz

Dr hab. Waldemar Tomaszewski z Instytutu Nauk Politycznych na Wydziale Nauk Społecznych UWM zajmuje się badaniem systemu politycznego Polski współczesnej, konstytucjonalizmem, systemami politycznymi, instytucjami UE i funkcjonowaniem administracji publicznej.

w kategorii