Linia życia

Dr hab. Małgorzata Chomicz, prof. UWM, artystka i wykładowczyni w Instytucie Sztuk Pięknych Wydziału Sztuki UWM świętuje w tym roku jubileusz 25-lecia pracy artystycznej. Opowiada o swej artystycznej drodze i dlaczego od ćwierć wieku jest wierna grafice. - W tym roku mija 25 lat pani pracy twórczej, a czy pamięta pani swoją pierwszą pracę? - Jubileusz 25 lat pracy twórczej mierzony jest od ukończenia studiów i otrzymania tytułu magistra sztuki. Tak naprawdę moja poważna przygoda z grafiką trwa dłużej. Pierw
Pracownia grafiki to warsztat alchemiczny. Jest tu magia – mówi prof. Małgorzata Chomicz z Instytutu Sztuk Pięknych UWM. Artystka obchodzi w tym roku 25-lecie pracy twórczej. Jubileuszową wystawę jej prac prezentuje galeria BWA w Olsztynie.

Dr hab. Małgorzata Chomicz, prof. UWM, artystka i wykładowczyni w Instytucie Sztuk Pięknych Wydziału Sztuki UWM świętuje w tym roku jubileusz 25-lecia pracy artystycznej. Opowiada o swej artystycznej drodze i dlaczego od ćwierć wieku jest wierna grafice.

- W tym roku mija 25 lat pani pracy twórczej, a czy pamięta pani swoją pierwszą pracę?

- Jubileusz 25 lat pracy twórczej mierzony jest od ukończenia studiów i otrzymania tytułu magistra sztuki. Tak naprawdę moja poważna przygoda z grafiką trwa dłużej. Pierwsza moja grafika powstała w 1989 roku w pałacyku przy ulicy Szrajbera, gdzie kiedyś mieściła się pierwsza pracownia grafiki, należąca do ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Pracownię prowadził prof. Adolf Gwozdek. Ta skromna praca przedstawiała liść klonu. Na pamiątkę zachowałam jedną odbitkę.

- Jest pani wierna grafice od początku. Co w niej panią tak urzekło?

- Zawsze lubiłam rysunek, a grafika właściwie z rysunku wychodzi. Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z grafiką, natychmiast mnie oczarowała swoją magią, warsztatem i tajemnicą. Była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Na początku przecież nie znałam jej tajników. Dlaczego grafika…? Ponieważ wymaga ogromnej samodyscypliny, skupienia, koncentracji.

- Dlaczego?

- Najpierw jest długi i żmudny proces opracowania matrycy. W przypadku np. malarstwa, jeśli położę kolor na płótnie, za chwilę mogę go wytrzeć, nałożyć inny i efekt tych zmian również widzę natychmiast. Natomiast w przypadku grafiki, jeśli już coś wytrawię, wytnę w matrycy, nie mogę już cofnąć tego procesu, ten ślad pozostaje. Musi zatem być świadomość gestu i pewność. Również cały proces technologiczny w grafice nie toleruje pomyłek. Efekt finalny: samą grafikę, widzę dopiero po ukończeniu matrycy i zrobieniu odbitki na papierze. Oczywiście, po tylu latach pracy ja doskonale wiem, jaki efekt osiągnę poprzez działanie na matrycy, ale dreszcz emocji związany z oczekiwaniem na pierwszą odbitkę jest fascynujący! Tak to grafika powoli weszła mi do krwioobiegu.

- Jakie były punkty zwrotne w pani drodze artystycznej?

- Wyszłam z pracowni grafiki warsztatowej, z bardzo dobrze opanowanymi klasycznymi technikami druku wklęsłego, jak sucha igła, akwaforta, akwatinta. Wykonywałam grafiki czarno-białe. Tak było do 2000 roku. Pierwszym przełomem była podróż do Rzymu na stypendium. Oczarowało mnie światło, kolor, a zwłaszcza bizantyjskie ślady w rzymskich bazylikach. Kolejnym punktem była podróż do Izraela. To były moje pierwsze "orientalne" podróże. Suchy kamień, światło i słońce. To był zwrot w mojej twórczości. Zmieniłam technikę na moją własną, autorską. Pojawił się kolor, złoto, srebro. Zaczęłam odbijać kolorowe prace na czarnym papierze. Powstały 2 monumentalne cykle - Psalmy i Przemiany. Życie pisze jednak własne scenariusze. Miałam etap w życiu, kiedy niewiele pracowałam. Tak było, kiedy zamieszkałam we Włoszech i musiałam tam stworzyć sobie warsztat pracy od początku, znaleźć sobie na niego miejsce. To był trudny moment. Zmiana miejsca zamieszkania i brak dostępu do dobrze wyposażonej pracowni, jaką mamy na uczelni. Byłam zdeterminowana i konsekwentna. Moja prasa graficzna przyjechała za mną z Olsztyna, a jest to odległość 1900 km. Musiała jednak poczekać zanim mieszkanie w mieście zamieniliśmy na dom na wsi, w którym było miejsce na moją pracownię. Kiedy już udało się, po 5 latach od zamieszkania we Włoszech, stworzyć własną pracownię, wiedziałam, że nie mogę w niej wrócić do technik trawionych, które były mi wcześniej najbliższe, ale w warunkach domowych nie są zbyt bezpieczne dla zdrowia. Zmusiło mnie to do znalezienia pomysłu na dalszą pracę twórczą. Oczywiście musiała być to grafika. Zmieniłam technikę. Nieśmiało zaczęłam pracować w technice linorytu. Po 20 latach od ukończenia studiów sięgnęłam po praktycznie nową dla mnie technikę, na studiach zrobiłam w tej technice tylko jedną pracę ćwiczeniową. Od małych form graficznych doszłam do mojego ostatniego, monumentalnego cyklu zatytułowanego Silence, czyli Cisza, który przyniósł mi wiele prestiżowych nagród.

- Jest pani teraz mistrzynią dla swych studentów, a kogo nazywa pani swoim mistrzem?

- To prof. Wiesław Bieńkuński. Ta podstawa, abecadło graficzne, szacunek i kultura graficzna, którą mi przekazał była najważniejsza w początkach mojej drogi, a ten początek był bardzo istotny. Inni mistrzowie niekoniecznie byli grafikami i nie zawsze miałam z nimi kontakt bezpośredni. Ich postawy były dla mnie wzorem. Konsekwencja w pracy, pokora w niej i uczciwość. Na przykład profesor Stanisław Rodziński, malarz. Pięknie pisał o twórczości, o wartości pracy, o pracy dydaktycznej. Był dla mnie wzorem. Dopiero po latach poznałam go osobiście. Był zresztą recenzentem mojej habilitacji. Kwintesencją jest dla mnie to, co powiedział nieżyjący już, znakomity grafik Jerzy Panek : „Ważne jest przesłanie, wyobraźnia, koncentracja, skupienie. I uczciwość. Jak w każdym zawodzie”. Teraz, kiedy ja jestem mistrzem dla moich uczniów, wiem, jak ważny jest dla nich ten pierwotny przekaz. Kształtowanie w nich kultury pracy. Musi to być autentyczny przekaz, wynikający z przykładu, że wierzy się w to, co się mówi młodym ludziom i świadczy się własną postawą. Młody człowiek szybko wychwyci fałsz i widzi, co tak naprawdę reprezentuje jego nauczyciel. Dlatego nie mam problemów z zaszczepianiem u studentów pasji do grafiki.

- Lubi pani uczyć?

- Bardzo! Przecież to zarażanie własną pasją innych ludzi. Jeśli ktoś nie lubi studentów, to powinien zmienić zawód, ponieważ męczy się on sam i męczą się z nim studenci. Jestem bardzo wymagającym pedagogiem, ale też bardzo dużo daję z siebie. Nie jest tak, że mówię studentowi, że jest coś złe i na tym koniec. Jeśli jest złe - tłumaczę dlaczego i co należy zrobić, aby było lepiej. Po prostu pracujemy razem. Budujemy w ten sposób relację mistrz-uczeń.

- Czego chce pani nauczyć swoich studentów, młodych artystów na początku drogi?

- Uczciwości w pracy, tak jak wspomniałam. To podstawa i wcześniej czy później zostanie nagrodzona. Niech nie idą na skróty, za modami. Rzetelną, uczciwą pracą można naprawdę wiele osiągnąć i daje to autentyczną, prawdziwą satysfakcję. Nie wszyscy muszą być grafikami, ale z wypracowaną wewnętrzną postawą wychodzą w świat. Ma w nich to zostać w środku.

- Nad czym pani teraz pracuje?

- Pracuję cały czas nad cyklem Silence. Zaczął się od linorytów czarno-białych, teraz wprowadziłam kolor. Z jednej pracy wynika następna, każda mnie inspiruje do kolejnej; to jest proces. Jest we mnie ciekawość w odkrywaniu nowego. Stawiam przed sobą nowe wyzwania, podnoszę poprzeczkę. Jestem najbardziej wymagającym nauczycielem dla samej siebie. Dzięki temu moja twórczość ewoluuje. Kiedy się konsekwentnie pracuje, zawsze rodzi się kolejny pomysł.

- W galerii BWA od 23 października można oglądać jubileuszową wystawę pani prac. Co zobaczymy?

- To jest wystawa i przekrojowa, i monograficzna. Nie pokazuję wszystkich moich prac. Wydaje mi się, że ponad 80 grafik to zestaw wystarczający. To esencja mojej pracy. Wybrałam najlepsze prace. Chciałam, aby to było mocne uderzenie, aby wystawa tworzyła pewien monolit. Chcę, aby widz zobaczył moją linię życia.

Małgorzata Hołubowska

fot. Jakub Zdanowicz

Wystawę grafiki Małgorzaty Chomicz można oglądać w galerii BWA do 13 listopada. Wystawie towarzyszy utwór GNOSIS autorstwa sir Louisa Siciliano.

Małgorzata Chomicz - urodzona w Olsztynie w 1970 roku. W 1995 r. otrzymała dyplom z wyróżnieniem w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Na uczelni w Olsztynie pracuje od 1992 roku. Z pracownią grafiki warsztatowej związana jest od początku jej istnienia. Od 2007 roku profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Autorka ponad 60 wystaw indywidualnych. Brała udział w ponad 300 wystawach zbiorowych oraz konkursach graficznych na całym świecie. W 2000 i 2002 roku była stypendystką Fundacji Jana Pawła II Polskiego Instytutu Kultury Chrześcijańskiej w Rzymie, a w 2001 - Fonds d'Aide Aux Lettres Polonaises Independantes w Paryżu. W 2018 r. uczestniczyła w sympozjum International Graphic Arts Festival w Indira Kala Sangeet University Khairagarh (Indie). Laureatka wielu prestiżowych nagród, między innymi :  w 2016 roku zdobyła Gran Prix PREMIO ASSOLUTO I Międzynarodowego Biennale Sztuki Współczesnej w Perugii we Włoszech, w 2018 roku zdobyła Nagrodę "I Santi di Diso" International Prize of Engraving, Diso (Włochy). W 2019 roku zdobyła Główną Nagrodę Triennale européenne de l’estampe contemporaine w Tuluzie we Francji, W 2020 roku zdobyła GRANDPRIX René Carcan International Prize for Printmaking, Bruksela, (Belgia) oraz Nagrodę publiczności tego konkursu. W 2016 roku otrzymała Odznakę Honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, a w 2020 roku Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Członek stowarzyszenia L'Associazione Nazionale Incisori Contemporanei we Włoszech. Autorka i koordynatorka międzynarodowych projektów artystycznych. W 2018 r. powstała dysertacja pt.Malgorzata Chomicz as a printmaker  - autor Anirbar Midya - w Indira Kala Sangeet University Khairagarh (Indie).

w kategorii