Kluczyki do nieba

Najtrudniej było przełożyć nazwy drzew, kwiatów, roślin. W języku niemieckim jest kilkanaście określeń pierwiosnka. W języku polskim tylko jedno – dr Krzysztof Szatrawski z Wydziału Nauk Społecznych ukończył pierwszy polski kompletny przekład cyklu wierszy "Phantasus" Arno Holza, niemieckiego poety i dramatopisarza, urodzonego i wychowanego w Kętrzynie.

– Od czego zaczyna pracę tłumacz?

– Od lektury. Od pierwszego spojrzenia na tekst. Czasami od zachwytu albo od zrozumienia.

– Robi pan przekład tzw. filologiczny, dosłowny?

– Można to nazwać przekładem filologicznym. Najpierw tłumaczę tekst z grubsza i bardzo dokładnie analizuję, aby zrozumieć jego istotę. Potem jest decyzja, czy próbuję to przekładać, sprawdzam, czy moje odczytanie jest najbardziej uzasadnione, w tym momencie już poszukuję formuły w języku polskim. Zastanawiam się, co jest istotne z punktu widzenia formy wiersza w języku oryginału. Moją ambicją jest, aby nie tylko treść i forma, ale też melodia tekstu oryginalnego była zgodna z melodią języka polskiego.

– Jak było w przypadku Phantasusa?

– Tu nie zawsze rytmika jest istotna, w końcu jest to wiersz wolny. Kiedy ukazał się Phantasus, berliński świat literacki potraktował to jako wydarzenie. W 1898 r. to był obraz nowoczesnej poezji. Dlatego tak ważny jest wyśrodkowany układ graficzny. Arno Holz wybrał to jako wyróżnik swej poezji i należy to uszanować. Uważam, że tłumacze nie zachowujący oryginalnego układu, robili mu krzywdę, toteż starałem się zachować w przekładach taki układ na stronie, jak w oryginalnych wydaniach niemieckich. Wyśrodkowany i podzielony na wersy układ, to jest przestrzeń, którą on daje słowom. Jest ona znacząca, podobnie jak pauza w muzyce. I właśnie ta przestrzeń narzuca czytelnikowi sposób czytania.

– Co było najtrudniejsze podczas pracy nad przekładami wierszy Holza?

– Nazwy drzew, kwiatów, nazwy roślin. W języku niemieckim jest kilkanaście określeń pierwiosnka, a w języku polskim tylko jedno. Holz używa np. regionalnej nazwy pierwiosnka, która w dosłownym tłumaczeniu na język polski brzmi „kluczyki do nieba”. Sprawdziłem, że są również pierwiosnki barwy modrej i przełożyłem to jako niebieskie pierwiosnki. Przekładałem te wiersze z pokorą wobec świetnego poety, starałem się robić to maksymalnie wiernie. Wierzę w wierne tłumaczenia. Wierzę, że są możliwe.

– Jaki jest język polski w przekładach?

– Ma to do siebie, że jego swobodny szyk pozwala na ogromną giętkość.

– Czy bycie poetą, pisanie swoich wierszy pomaga w przekładach wierszy innych poetów?

– Zdecydowanie! Ale to działa w obie strony. Dzięki tłumaczeniu poezji bardzo wiele się nauczyłem. Nie ma chyba tak głębokiej lektury jak lektura tłumacza. Tłumacz często siedzi nad jednym wierszem kilka tygodni, a nawet dłużej. Zmierzę się z tym pewnie, jeśli zdobędę się na przekładanie późniejszych wersji Phantasusa. Dla tłumacza są one rzeźnią. Operują neologizmami, mnóstwem nie stosowanych złożeń, czasami są ekstrawaganckie, powiedziałbym nawet, ryzykowne. Holz eksperymentując z językiem zbliżał się w nich do granic komunikatywności.

– Dlaczego tak pisał?

– Może myślał, że nikomu na tych wierszach nie zależy. Może człowiek, który nie znajduje uznania, zamiast o uwodzeniu czytelnika, myśli o przyszłych pokoleniach i wobec tych przyszłych pokoleń uznaje prymat wartości bezwzględnych, przede wszystkim – prawdy o własnym świecie.

– Dlaczego wybrał Pan Phantasusa?

– To najbardziej uznane jego dzieło. Moje pierwsze próby tłumaczenia Phantasusa w latach dziewięćdziesiątych, nieudane, dotyczyły późniejszych wierszy. Dałem za wygraną, kiedy przełożyłem opis choinki, a właściwie 2 strony spiętrzonych opisów. Ale wyzwanie pozostało i kiedy po kilku latach wróciłem, okazało się, że w jakiś sposób dorosłem do tego przekładu.

– Tłumaczył Pan wiersze różnych poetów. Z jakiego języka jest najtrudniej tłumaczyć?

– Waham się między rosyjskim, a angielskim. Rosyjski może wydawać się łatwy, ale to osobna kultura, więc to nie jest prosty język w przekładzie. Przekładanie z literackiego rosyjskiego wymaga dużo pracy. Również angielski bywa bardzo odległy od polskiego.

– Tłumaczył Pan też z hebrajskiego…

– Między innymi wiersze Jehudy Amichaja. Posługiwał się językiem codziennym, niemal potocznym, więc i te przekłady nie były bardzo trudne. Ale literacki hebrajski bywa bardzo hermetyczny.

– Nad czym Pan obecnie pracuje?

– Nad pierwszym przekładem rymowanej wersji Phantasusa. To ostatnia część zbioru Księga czasu obejmującego ponad 200 stron rymowanych wierszy.

– Trudniej przekładać wiersze rymowane?

– Samo rymowanie nie jest trudne. Dążąc jednak do wiernego odwzorowania tekstu trudno czasami zachować jednakowe obrazowanie albo formuły poetyckie, a równocześnie wypracować jednakowy układ rytmu i rymu jak w oryginale. Niewątpliwie jednak, ambicją każdego tłumacza jest dążenie do znalezienia adekwatnych środków artystycznych. Przynajmniej na tyle, aby nie pojawił się konflikt pomiędzy tekstem oryginalnym, a tłumaczonym.

– Wiersze Arno Holza są w Polsce mało znane…

– Te wiersze powstawały w czasach zmagań o nową postać literatury, która miała być wiernym obrazem rzeczywistości. Minęło ponad 100 lat od ukazania się Phantasusa. To chyba wystarczająca perspektywa, aby przestać traktować teksty Arno Holza jako manifest estetyczny, a dostrzec w nich komunikat człowieka do człowieka.

Małgorzata Hołubowska

Arno Holz (1863-1929) - niemiecki poeta i dramaturg, urodzony w Rastenburgu (Kętrzyn) w Prusach Wschodnich. W latach 1898-1899 wydał dwa zbiorki liryczne, każdy po 50 wierszy, pod tytułem Phantasus. Holz zajmował się Phantasusem łącznie przez prawie trzydzieści lat. Poczesne miejsce znalazły tu miasto dzieciństwa, przyroda i szara, codzienna rzeczywistość tamtych czasów.

w kategorii