Kieszonkowcy i włamywacze na bezrobociu

Prof. Piotr Chlebowicz
Mniej pobić, bójek, rozbojów, wymuszeń. Nie ma kogo okraść, albo nie ma jak. Brak tłumu to brak okazji dla kieszonkowców. Włamania – też ryzykowne, bo większość ludzi nie opuszcza mieszkań. Pandemia to trudny czas dla przestępców.

O wpływie pandemii koronawirusa na środowisko przestępcze mówi dr hab. Piotr Chlebowicz, prof. UWM z Katedry Kryminologii i Kryminalistyki Wydziału Prawa i Administracji UWM.

– Panie Profesorze, w jaki sposób pandemia wpłynęła na przestępczość? Czy zaobserwowano jej wzrost czy spadek?
– To wbrew pozorom nie jest łatwe pytanie, bo nie ma w chwili obecnej dokładnych danych dotyczących stanu przestępczości. Zresztą sam pomiar przestępczości jest problematyczny choćby ze względu na istnienie tzw. ciemnej liczby przestępstw. Wreszcie wiarygodność statystyk policyjnych bywa kwestionowana. Ale można już mówić o wpływie pandemii na poziom przestępczości oraz jej poszczególne postacie. Przede wszystkim potwierdziła się stara teza, że przestępczość jest „produktem ubocznym" związanym integralnie z funkcjonowaniem społeczeństwa. Covid-19 spowodował – miejmy nadzieję – tylko czasowe zawieszenie relacji społecznych i wepchnął ludzi do mieszkań. Nastąpiło zatem przesunięcie aktywności społecznej do sfery prywatnej, jednocześnie redukując aktywność w sferze publicznej. To spowodowało, że zmniejszyła się tzw. podaż okazji przestępczych. Według niektórych teorii rozmieszczenie przestępczości w czasie i przestrzeni nie jest przypadkowe. Z tego punktu widzenia zachowanie sprawcy jest w dużym stopniu zależne od czynników sytuacyjnych. Pandemia potwierdziła zatem słuszność założeń kryminologii przestrzennej. Proszę też zwrócić uwagę, że zamknięcie granic i nasilenie kontroli granicznych ma też wpływ na ograniczenie przemytu. 

– Czy jest zatem mniej włamań, bo ludzie siedzą w domach, a kieszonkowcy poszli na bezrobocie?
– Tak mi się wydaje. Przestępczość przeciwko mieniu wyraźnie spada, podobnie zresztą jak wszelkie formy tzw. przestępczości ulicznej czy tej związanej z tzw. życiem nocnym. Mniej jest pobić, bójek, rozbojów, wymuszeń. Dodatkowo jest więcej widocznych patroli policyjnych, bo rząd pilnuje przestrzegania zasad społecznego dystansu. Kieszonkowcy i włamywacze to profesje w przestępczym fachu w czasie epidemii kompletnie nieopłacalne. Albo nie ma kogo okraść, albo nie ma jak. Brak tłumu to brak środowiska dla tzw. mistrzów kieszeni, jak nazywał kieszonkowców polski kryminolog Zbigniew Bożyczko. Włamania też stały się bardziej ryzykowne, bo obiekt włamania stał się trudno dostępny. Albo domownicy nie opuszczają miejsca zamieszkania, albo rośnie ryzyko wpadki, bo sąsiad zauważy.

– Czyli przemoc spada?
– Chyba nie do końca, bo niestety widać nasilenie przemocy w domach. Z tym był zawsze problem, nie tylko w Polsce. Wystarczy zapytać dzielnicowego albo pracowników pomocy społecznej, którzy mają rozeznanie w terenie. Statystycznie najwięcej czynów przeciwko życiu i zdrowiu jest popełnianych w tzw. zaciszu domowym. Mówię z przekąsem, bo mieszkanie lub dom, w którym sprawca stosuje przemoc fizyczną, ale też i psychiczną wobec domowników trudno nazwać zaciszem.

– A jak w dobie koronawirusa wypadają przestępstwa internetowe czy bankowe? Wiele osób przeszło na zdalny tryb i Internet oraz komputer to ich główne narzędzie pracy. Czy to pole do popisu dla cyberprzestępców?
– Internet od dawna stał się prawdziwym eldorado dla oszustów, którzy prześcigają się w wymyślaniu „nowych patentów". Rozkwit przeżywa tzw. phishing. Polega on na wyłudzaniu danych dostępu do bankowości internetowej i oczywiście danych kart płatniczych. Zresztą oszustwo to bardzo pojemna kategoria. Sprawcy wykorzystują Covid-19 jako czynnik ułatwiający popełnienie tego przestępstwa. Kiedyś modne „oszustwo na wnuczka" zostało zastąpione podszywaniem się pod Ministerstwo Zdrowia. Imituje się także akcje dobroczynne. Covid-19 generuje lęki, a te z kolei inicjują myślenie magiczne. Stąd dziwne oferty sprzedaży amuletów, talizmanów, cudownych preparatów itd. Co ciekawe, nie słychać ostatnio o antyszczepionkowcach, chociaż z pewnością zaraz wypłynie jakaś spiskowa teoria dotycząca genezy epidemii.

– A co z piratami drogowymi? Z jednej strony mówi się, że jest mniej wypadków, a z drugiej, że puste drogi sprzyjają temu, że dużo osób dociska gaz do dechy.
– Trudno mi na to jednoznacznie odpowiedzieć. Polscy kierowcy słyną z ułańskiej fantazji, tyle tylko, że polski kierowca za granicą jakoś traci animusz i jedzie te 50 km/h w terenie zabudowanym. Ale puste ulice usypiają czujność. Być może to też metoda rozładowania stresu.

Sylwia Zadworna