Każdy sportowiec marzy o swoim Rio

Zmień rozmiar tekstu

Urodzona w Połczynie Zdroju (1993), studentka prawa na UWM. Ostatnio widziana w sierpniu w Rio de Janeiro. To nie list gończy za… To najkrótszy życiorys Joanny Zachoszcz - naszej pływaczki olimpijki.

Joanna 15 i 16 sierpnia brała udział w olimpiadzie. Startowała na dystansie 10 km na wodach otwartych. Na swój start w igrzyskach ciężko pracowała. Jej droga do Rio zaczęła się dawno temu w Koszalinie. Miała wtedy 7 lat. Joanna ma troje rodzeństwa: starszą, już samodzielną siostrę Kamilę, młodszego brata – Marcina gimnazjalistę i siostrę bliźniaczkę – Paulinę, też pływaczkę i też studentkę UWM - Wydziału Nauk Społecznych. Blisko ich domu w Koszalinie znajduje się szkoła podstawowa z rozszerzonym programem nauczania sportu oraz basen. Pierwsza na pływanie już w 1. klasie zachorowała Paulina.

- Ja zawsze chciałam być taka, jak ona, więc też chciałam pływać. Rodzice nie mieli nic przeciw temu, więc zaczęłyśmy na pływalnię chodzić razem - wspomina Joanna. Od tamtej pory obie nie wychodzą z wody.

- W podstawówce pływanie to była zabawa. Trenowanie na poważnie zaczęło się w gimnazjum, a w liceum skończyły się żarty: codziennie 4 godziny treningu: 2 rano od godz. 7 i 2 po południu.

- Nie raz nie dwa przychodziłam na lekcje tak zmęczona, że musiałam walczyć ze snem, ale nauczyciele byli bardzo dobrzy i wyrozumiali, bo to była szkoła mistrzostwa sportowego i każdy w niej coś intensywnie trenował.

Joanna i Paulina do liceum poszły nie w Koszalinie, lecz w Gorzowie Wielkopolskim. Ściągnął je tam gorzowski klub sportowy. Jego trenerzy – Krzysztof Sieroń i Jacek Nowacki przeczuwali, że te dwie dziewczyny to nieoszlifowane diamenty. Klub zaoferował im nie tylko szkołę, ale i bezpłatne mieszkanie, posiłki i basen. Tak więc bliźniaczki w wieku 15 lat zaczęły samodzielne życie na własny rachunek.

- Pewnie, że tęskniłam za domem rodzinnym. Do tej pory mam w sobie taki wielki niedosyt domu, że zawsze chętnie do niego wracam, że chcę być z rodzicami. Bywały nieraz kryzysy. Dobrze, że mieszkałam z siostrą. Nawzajem pocieszałyśmy się, wspierałyśmy. Często dzwoniłam do mamy, żeby się jej poradzić, zapytać. Jak już było bardzo źle to rodzice wsiadali w samochód i do nas jechali. To była dla nas szkoła życia.

W liceum zaczęły się nie tylko intensywne treningi, ale i wyjazdy na obozy, zgrupowania, zawody. Na te wyjazdy brała z sobą książki i w drodze, albo na miejscu odrabiała lekcje, uczyła się. Ciągle jej brakowało czasu na wszystko.

- Imprezy, alkohol, spotkania towarzyskie? Nie, na to nie miałam i nie mam czasu. Obracamy się w kręgu ludzi o podobnych zainteresowaniach, więc te sprawy nie są dla nas ważne. Chociaż, jeśli chciałam, to znajdowałam czas, aby gdzieś wyjść, ale zawsze bez szaleństw. Sport wymusza żelazną dyscyplinę.

Dlaczego UWM i Olsztyn?

- Liceum minęło mi szybko. Gdzieś pod koniec szkoły na jakichś zawodach mój obecny trener Jacek Puciło z AZS UWM zaproponował nam przejście do olsztyńskiego klubu i studia w Olsztynie na UWM. Z początku nie brałam tego pod uwagę, bo planowałam studia w Szczecinie, ale skusiły mnie dobre warunki i możliwość trenowania w grupie o podobnych zainteresowaniach sportowych. A dlaczego prawo? To mój plan B. Kiedyś sport się skończy i coś trzeba będzie robić. Ze studiów jestem zadowolona. Spełniły moje oczekiwania. Został mi jeszcze rok. Co dalej? To na razie moja tajemnica.

Joanna o starcie na igrzyskach olimpijskich zaczęła marzyć jeszcze w liceum.

- Myślę, że każdy sportowiec o tym marzy.

Z początku uważała jednak, że jest to poza jej możliwościami. Starty w coraz poważniejszych zawodach i coraz lepsze wyniki spowodowały, że marzenie o olimpiadzie zaczęło się zmieniać w pragnienie. Trzy lata temu pomyślała o starcie na olimpiadzie bardzo poważnie. A to oznaczało jeszcze bardziej intensywne treningi i jeszcze więcej startów. Opłaciło się. Na początku czerwca po zawodach w Szczecinie otrzymała kwalifikację olimpijską – w pływaniu na wodach otwartych na 10 km. Paulinę niestety kwalifikacja olimpijska minęła o włos.

Pływanie na wodach otwartych do pływania w basenie ma się tak, jak golf do rugby. Nad wodą wszystko jest ładne i grzeczne, ale pod wodą w ruch idą pięści, paznokcie, kopniaki, bo tam nie ma podwodnych kamer.

- Nieraz po takim wyścigu wracałam z siniakiem pod okiem albo szramą na plecach.Ale warto było! Udział w igrzyskach to już sukces.

Lech Kryszałowicz

Na tegorocznych igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro UWM miał aż troje reprezentantów. Oprócz Joanny Zachoszcz byli to biegacze – sprinterzy Kacper Kozłowski oraz Karol Zalewski. Zawodnicy AZS z Kortowa reprezentowali Polskę na 5 olimpiadach, 16 uniwersjadach letnich i zimowych, 12 mistrzostwach świata i Europy oraz kilkudziesięciu mitingach, imprezach międzynarodowych i krajowych. W sumie studencki klub AZS dochował się 16 olimpijczyków. Najwięcej, bo po troje reprezentantów mieliśmy w 1972, 1976 i 2004 r. Tegoroczna trzyosobowa reprezentacja AZS UWM Olsztyn to nawiązanie do najlepszych tradycji uniwersyteckiego sportu.

w kategorii