JOW-y, czyli utrapienie polityków

Zmień rozmiar tekstu

Kampania prezydencka Pawła Kukiza wywołała żywą dyskusję w Polsce na temat jednomandatowych okręgów wyborczych. O zaletach i wadach tego systemu mówi prof. Arkadiusz Żukowski, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych UWM.

- Panie Profesorze wielu moich znajomych deklarowało, że w wyborach prezydenckich zagłosuje na Pawła Kukiza, ponieważ chce wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze. Jednak na moje pytanie czym są tajemnicze JOW-y niewielu potrafiło odpowiedzieć.

- Odpowiedź jest bardzo prosta. Są to okręgi, gdzie mandat uzyskuje tylko jeden zwycięski kandydat, który otrzymuje więcej głosów niż pozostali (większość względna) lub też otrzymuje ponad 50% głosów (większość bezwzględna), pozostali, obojętnie czy zajęli drugie czy ostatnie miejsce są przegranymi. Ojczyzną JOW-ów jest Wielka Brytania. System ten przejmowały brytyjskie dominia (np. Kanada, Nowa Zelandia, Unia Południowej Afryki) czy też byłe kolonie, które uzyskały niepodległość, począwszy od Stanów Zjednoczonych, a kończąc na brytyjskich posiadłościach w Afryce (np. Kenia, Uganda czy Zambia), Azji (np. Indie), na Karaibach (np. Jamajka) i Pacyfiku (np. Wyspy Salomona).

W Polsce za sprawą Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, a przede wszystkim kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza w tym roku dyskusja dotyczy wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych tzw. JOW-ów w wersji brytyjskiej, z formułą większości względnej określanej jako system „first past the post" („pierwszy na mecie") lub „the winner takes all" („zwycięzca bierze wszystko"). Pamiętajmy, że JOW-y stosowane są także w systemach większości bezwzględnej, np. w wyborach parlamentarnych we Francji (system dwóch tur wyborów) czy w Australii (system głosu alternatywnego).

- Politycy spierają się. Zwolennicy twierdzą, że to najprostszy i najlepszy sposób wybierania parlamentarzystów. Przeciwnicy zarzucają, że zaowocuje to jedynie umocnieniem roli wielkich partii. Co zatem przemawia za wprowadzeniem tego systemu?

- Katalog pozytywów i negatywów JOW-ów jest długi. Zajmując się tymi systemami wyborczymi naliczyłem ich co najmniej kilkadziesiąt. Przede wszystkim walorem JOW-ów jest prostota i jasność rozwiązań. JOW-y charakteryzują się łatwością osiągania większości parlamentarnej, a tym samym silnego i stabilnego rządu. Z reguły nie ma zatem kryzysów gabinetowych. W takiej sytuacji łatwiej też o odpowiedzialność partii rządzącej za realizowanie programu wyborczego. Mają także bardziej wiązać wyborcę z deputowanym. Pozytywów jest więcej i związane są one m.in. z kampanią wyborczą oraz jakością kandydatów.

Zwolennicy JOW-ów dość często (dotyczy to też zwolenników formuły proporcjonalnej) uciekają się w swoich argumentach do wielu wątpliwych tez je wspierających. W żadnym wypadku wyniki badań z jednego kraju czy jego części nie mogą być w sposób mechaniczny uogólniane na pozostałe kraje świata. Np. dociekanie zależności między poziomem konsumpcji/dobrobytu a systemem wyborczym należy uznać za co najmniej wątpliwe. Zwolennicy JOW-ów dają przykład USA i Wielkiej Brytanii, a zapominają o bardzo biednych państwach afrykańskich, gdzie również JOW-y funkcjonują. Poza tym jeden z najwyższych poziomów konsumpcji na świecie występuje w państwach, w których nie przeprowadza się wyborów, gdzie nie funkcjonuje demokracja (m.in. emiraty arabskie nad Zatoką Perską). Podobnie należy ocenić próby szukania bezpośrednich zależności między formułą wyborczą a poziomem korupcji w państwie. Podobno JOW-y mają być mniej korupcjogenne niż systemy proporcjonalne. Biorąc pod uwagę współczesne demokracje najniższy poziom korupcji występuje w państwach nordyckich, które nie stosują JOW-ów, ale proporcjonalny system wyborczy.

- To zalety. A jakie wady ma ten system?

- Najsilniej artykułowanym zarzutem pod adresem JOW-ów jest powodowanie zjawiska poważnej deformacji wyników wyborów, tzn. nieuwzględnienia woli wyborców. Również w Wielkiej Brytanii w praktyce wyborczej do Izby Gmin występuje znaczna deformacja woli wyborców. Dla przykładu, w ostatnich wyborach w 2015 roku Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa otrzymała 3,9 mln głosów (12,7%), ale uzyskała tylko jeden mandat (tj. 0,2% mandatów). Z kolei Szkocka Partia Narodowa, którą poparło ponad dwa razy mniej wyborców (1,5 mln głosów) wprowadziła do parlamentu aż 56 deputowanych. Patrząc na to statystycznie, w pierwszym przypadku, aby uzyskać mandat potrzeba było 3,9 mln głosów, zaś w drugim przypadku tylko 26 tys. W żadnym wypadku nie wpisuje się to w demokratyczną zasadę równości materialnej wyborów, tzn. waga każdego głosu jest taka sama.

System wyborczy powinien być tak skonstruowany, aby zapewniać alternację władzy. W klasycznych JOW-ach znacznie trudniej doprowadzić do zmiany rządzących, np. w Kanadzie konserwatyści rządzili 44 lata, a Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii 11 lat. Nawet jak dochodzi do zmiany rządów (zawsze partyjnych) to mamy tylko jedną alternatywę dotycząca opcji politycznej (jak nie partia A to partia B). W klasycznych JOW-ach, nawet współcześnie, mamy do czynienia z dużym odsetkiem tzw. bezpiecznych okręgów, tzn. z góry wiadomo który kandydat której partii zwycięży, np. 90% członków amerykańskiej Izby Reprezentantów ubiega się o reelekcje. Spośród nich aż 90% czyni to z sukcesem. Zaś w Wielkiej Brytanii w około 60% okręgów wyborczych, jeszcze przed głosowaniem, wiadomo kto uzyska mandat. Tak więc, wybory w klasycznych JOW-ach, nawet odbywające się w demokracjach, nie do końca można uznać za rywalizacyjne.

Pamiętajmy też, że tezy na temat pozytywów JOW-ów sformułowane 100 lat i nawet obecnie artykułowane nie przystają do współczesnej rzeczywistości politycznej. To samo dotyczy proporcjonalnych systemów wyborczych, a zwłaszcza ich wad. Wybitny politolog Arend Lijphart podkreśla, iż współcześnie zastosowanie proporcjonalnego sytemu wyborczego wcale nie przekreśla osiągania stabilnej i skutecznej egzekutywy. Teza o niestabilności i małej skuteczności systemów proporcjonalnych odnosiła się do sytuacji na świecie sprzed kilku dekad, a współczesna praktyka ją podważa. Nie ma dowodów na to, że koalicyjne gabinety w systemach wielopartyjnych są mniej skuteczne w porównaniu z jednopartyjnymi gabinetami. Przykład Wielkiej Brytanii sprzed ostatnich wyborów w 2015 roku pokazuje, że w JOW-ach zwycięska Partia Konserwatywna żeby rządzić musiała wejść w parlamencie w koalicję z liberalnymi demokratami.
Reasumując, system JOW-ów dominował na świecie w XIX i na początku XX wieku, a obecnie odchodzi się od niego (np. Nowa Zelandia czy RPA), gdyż więcej jest negatywów jego funkcjonowania niż pozytywów.

- Słyszałam również, że w Wielkiej Brytanii chcą odejść od tego systemu.

- W Wielkiej Brytanii od kilku dekad toczy się poważna dyskusja dotycząca zmiany systemu wyborczego, tzn. zrezygnowania z JOW-ów. Uważa się, że jest on bardzo niesprawiedliwy dla tzw. partii trzecich (bonusy z wyborów dzielą między sobą tylko dwie największe partie); bardzo deformuje wolę wyborców; pozwala partii, która otrzymała mniej głosów od drugiej mieć od niej więcej mandatów i rządzić samodzielnie; zmusza wyborców do „niemarnowania" swoich głosów i głosowania na jedną z dwóch dużych partii. Premier Wielkiej Brytanii Tony Blair w 1997 roku obiecał przeprowadzić referendum w sprawie zmiany sytemu wyborczego do Izby Gmin na podstawie rekomendacji Raportu Komisji Jenkinsa i wprowadzenia zmodyfikowanego systemu głosu alternatywnego (system z okręgami jednomandatowymi, ale do uzyskania mandatu), który miałby cechować się wysokim stopniem proporcjonalności, tzn. uwzględniać przy rozdziale mandatów wolę elektoratu oraz poszerzać uprawnienia wyborcy w akcie głosowania, tzn. umożliwiać ukazanie całego spektrum preferencji wyborczych. Do referendum jednak nie doszło i dopiero na mocy umowy koalicyjnej między konserwatystami a liberalnymi demokratami, po wygranych wyborach, w 2011 roku w referendum, Brytyjczycy mieli zadecydować czy rezygnują z obowiązującego systemu wyborczego na rzecz wspomnianego systemu głosu alternatywnego (też z jednomandatowymi okręgami wyborczymi). Ostatecznie 32% wyborców było „za", a 68% „przeciw". Publiczną debatę, a przede wszystkim kampanię na rzecz zmiany systemu wyborczego określono jako słabo informującą obywateli, a bardzo negatywną ze strony konserwatystów, gdyż mieli w tym bardzo duży interes polityczny.

Pomimo tego w Wielkiej Brytanii w różnych rodzajach wyborów odchodzi się od klasycznego systemu JOW-ów. W wyborach do Parlamentu Europejskiego, poza Irlandią Północną, obowiązuje system proporcjonalny z listą zamkniętą. W wyborach do Parlamentu Szkocji, Zgromadzenia Narodowego Walii i Rady Miejskiej Londynu stosuje się system mieszany w wersji niemieckiej. Proporcjonalny system pojedynczego głosu przechodniego używa się w wyborach do Zgromadzenia Irlandii Północnej, w wyborach lokalnych w Szkocji i Irlandii Północnej oraz w wyborach do Parlamentu Europejskiego w Irlandii Północnej. Tak więc trend zmian jest wyrazisty. Obecnie tylko w wyborach do Izby Gmin oraz w wyborach lokalnych w Anglii i Walii obowiązuje klasyczny system JOW-ów.

- Czy w takim razie wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w Polsce to dobry pomysł?

Przed wprowadzeniem JOW-ów w Polsce najpierw powinna odbyć się merytoryczna publiczna debata, a takiej jak dotąd nie było. Poza tym państwa decydujące się na zmianę systemu wyborczego, w drodze referendum bądź poprzez większość parlamentarną, podejmują taki krok w związku z totalną, a przy tym merytoryczną krytyką jego funkcjonowania w kontekście zasad i jakości demokracji czy też efektywności funkcjonowania systemu politycznego. W Polsce taka sytuacja, na szczęście, nie występuje.

W Polsce wprowadzenie JOW-ów wymagałoby zmian w konstytucji, gdyż jej art. 96 ust. 2 wyraźnie stanowi, że wybory do Sejmu RP mają być proporcjonalne. I m.in. dlatego też według ekspertów idea przeprowadzenia referendum na temat JOW-ów jest problematyczna. Prawie zawsze zmiana systemu wyborczego jest pochodną interesów partyjnych, nawet jak jest to inicjatywa ruchu społecznego, a często skutki jego wprowadzania są odwrotne od zamierzonych.

Warto pamiętać również, że zbyt częste czy koniunkturalne „majstrowanie" przy zmianach prawa wyborczego jest niekorzystne dla tzw. nowych demokracji. Ponadto jak twierdzi teoria systemów wyborczych dopiero po 3 elekcjach można postawić jakąkolwiek diagnozę zastosowanego elementu tego systemu.

- Załóżmy hipotetycznie, że JOW-y zostaną w Polsce wprowadzone. Co wtedy?

- Ważna, a wręcz fundamentalna kwestia to wytyczenie granic jednomandatowych okręgów wyborczych i możliwość manipulacji nimi. W Polsce partie polityczne, mają już wiedzę o tym jak ważna jest to procedura w kontekście ostatecznego wyniku wyborów. Można uznać za pewnik, że wytyczanie granic JOW-ów wywołałoby ogromne kontrowersje, ale także poważne napięcia polityczne, a przegrani w takich okręgach wyborczych kwestionowaliby wynik tych wyborów.
Pomysł wprowadzenia JOW-ów jako sposobu na „odpartyjnienie" polityki wydaje się bardzo dyskusyjny. Bardziej czeka nas cofnięcie się do okresu XVIII czy XIX-wiecznych Stanów Zjednoczonych, gdzie tylko ludzie bogaci (tzn. obecnie wielcy biznesmeni) mieli szansę wygrania wyborów (może też taką szansę mieliby współcześni telewizyjni celebryci), a nie kandydaci niezależni, bez zaplecza finansowego i partyjnego, ale z sensownym programem politycznym. Bardzo pouczający dla nas powinien być przypadek senatora i zarazem biznesmena Henryka Stokłosy (senatora I, III, III, IV, V i VII kadencji Senatu RP), który startował ze swojego komitetu wyborczego wyborców i był senatorem niezrzeszonym.

Argument odpartyjnienia wyborów poprzez JOW-y zupełnie nie znajduje odzwierciedlenia w statystykach i to w ugruntowanych demokracjach. W Wielkiej Brytanii od 1950 roku, do liczącej 650 deputowanych Izby Gmin, wybrano jedynie 2 niezależnych (w 1997 i 2006 roku), przy przeprowadzonych aż 18 elekcjach. Z kolei, w amerykańskim 100-osobowym Senacie zasiada obecnie tylko jeden senator niezależny – Bernard Sanders, który jest stowarzyszony z Partią Demokratyczną, zaś w 435-osobowej Izbie Reprezentantów mandaty obsadzone są tylko przez deputowanych Partii Demokratycznej i Partii Republikańskiej, i nie ma tam żadnego niezależnego deputowanego.

Bazując na obecnych preferencjach wyborczych polskiego elektoratu można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że JOW-y umocnią system dwupartyjny, a PiS i PO będą największymi beneficjentami tego systemu i tak pokazują to symulacje wyborów. W ten sposób JOW-y całkowicie zamroziłyby na dekady polską scenę polityczną.

Nawet gdyby hipotetycznie założyć, że w JOW-ach wygraliby nie partyjni, ale niezależni kandydaci to w warunkach polskich sformowanie stabilnej większości parlamentarnej byłoby zadaniem karkołomnym i w długości okresu tworzenia rządu pobilibyśmy z pewnością rekordy włoskiego i belgijskiego parlamentu.

Niestety, współcześnie partie polityczne, nawet w ugruntowanych demokracjach, zatracają swoje propaństwowe i proobywatelskie funkcje i zajmują się w dużej mierze tylko walką o zdobycie czy też utrzymanie władzy, a nie na zarządzaniu państwem. Stąd też licznie formułowane postulaty „odpartyjnienia" życia politycznego i nadania mu bardziej obywatelskiego charakteru.

Ponadto, wielu przestrzega przed „kopiowaniem" systemów wyborczych, które powstawały w zupełnie innych warunkach. System wyborczy powinien uwzględniać specyfikę danego kraju, m.in. takie czynniki jak: reprezentatywność, tradycję, zakorzenienie i kształt systemu partyjnego oraz rolę partii politycznych, kulturę polityczną społeczeństwa,

Podsumowując, kwestia JOW-ów, abstrahując od intencji i interesów politycznych jej inicjatorów, pokazuje że kryzys współczesnej demokracji przedstawicielskiej jest faktem i wymaga sanacji, ale zdecydowanie bardziej kompleksowej, a nie jednowymiarowej, nastawionej na zmianę jedynie systemu wyborczego, a właściwie formuły wyborczej.

Rozmawiała Sylwia Zadworna

w kategorii