E-papieros – sposób na rzucenie palenia czy droga do uzależnienia

Dziewięć poradni specjalistycznych na dziewięć milionów palaczy w Polsce. Czy zatem da się skutecznie rzucić palenie? Między innymi o tym mówili uczeni podczas III Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej z cyklu Przypadki Kliniczne.

W Polsce aż 9 milionów ludzi nałogowo pali papierosy. Od lat wiadomo, jakie konsekwencje – przede wszystkim zdrowotne, np. rak płuc, udar mózgu, choroba niedokrwienna serca, miażdżyca – niesie za sobą długoletnie palenie papierosów. Rzucenie przysłowiowego „dymka" wcale nie jest takie proste. Uzależnienie fizyczne i psychiczne od nikotyny często wygrywa z rozsądkiem.

O leczeniu uzależnienia od nikotyny, a dokładniej o programie ograniczania szkód w przypadku nikotyny podczas konferencji naukowej „Pulmonologiczno-kardiologiczne przypadki kliniczne" mówił prof. Bartosz Łoza, kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Dlaczego na konferencji pulmonologiczno-kardiologicznej głos zabrał psychiatra ?

– Dlatego, że szpital psychiatryczny to wielki rezerwuar palenia. Palą pacjenci. Rekordziści to chorzy na schizofrenię. Ludzie, zamknięci na oddziałach właściwie chcą tylko jednego – palić papierosy – mówił prof. Bartosz Łoza.

PALENIE JAKO SAMOLECZENIE

Z danych wynika, że mężczyźni chorzy na schizofrenię palą 7 razy więcej od populacji. Kobiety również wielokrotnie więcej. Dla naukowców jeszcze ciekawszą grupą palących są kobiety w ciąży, które wiedzą, że nie powinny palić, a jednak to robią.

– Palenie nie jest cywilizacyjną zemstą Ameryki na Europie, tylko potrzebą. Schizofrenia jest zaburzeniem integracji bodźców. Dezintegracja oznacza emocjonalnie lęk. Nie da się żyć z lękiem, tak samo, jak z bólem. W związku z tym palenie jest formą własnego leczenia – dodał prof. Bartosz Łoza.

Jak możemy pomagać pragnącym rzucić nałóg?

– Wszystkie dostępne metody rzucenia palenia dają 2 razy większy efekt niż placebo i wszystkie metody są równe. Niezależnie od tego czy nakleimy plaster, czy będziemy żuć gumę. W 2010 r. po nowelizacji ustawy zakazano pacjentom palić w szpitalach. Następnie wycofano się z tego i przywrócono palarnie w szpitalach psychiatrycznych. Ale tymczasem zaszła już zmiana i można było rozwinąć program redukcji szkód. To była zmarnowana szansa – przekonywał prof. Bartosz Łoza.

Profesor Łoza pracował wówczas w klinice zbudowanej ze środków unijnych.

– Wykorzystaliśmy ten moment. Pojawia się pewna luka prawna dla elektronicznych papierosów i pozwoliliśmy palić naszym pacjentom. Zmiana była ogromna, przede wszystkim: czystość. Przestało śmierdzieć dymem tytoniowym, nie było dymu, ognia, a co za tym idzie pożarów. Pierwszy parlamentarny raport brytyjski mówił, że jeśli skorzystamy z nowych wyrobów to redukujemy ryzyko nawet o 90–95%. To propozycja dla ludzi, którym oferujemy program redukcji szkód. W Polsce niestety nie mamy programu redukcji szkód. Inna sprawa, że nie oferujemy właściwie żadnego skutecznego programu leczenia nikotynizmu – dodał prof. Bartosz Łoza.

NIKOTYNA JAK NARKOTYK

Odmiennego zdania był dr Łukasz Balwicki z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Nikotyna jest narkotykiem, który jest znany od niecałych 100 lat. Choroby psychiczne występowały od setek lat, kiedy nie było nikotyny. Chorzy psychicznie, niezależnie od stanu, nie są zmuszani, do używania tego narkotyku – przekonywał dr Łukasz Balwicki.

Dr Balwicki starał się pokazać, że istnieją skuteczne metody redukowania w społeczeństwie palenia. W 2003 r. WHO opracowała zestaw narzędzi, które mogą stosować państwa, aby obniżyć konsumpcję tytoniu. Badania prowadzone w wielu krajach potwierdziły ich skuteczność.

– W Australii 30 lat temu paliło nawet więcej niż 40% mieszkańców. Obecnie palaczy jest zaledwie 14%. W Polsce niestety w ostatnim 10-leciu sukcesów nie osiągnęliśmy. Udało nam się zredukować konsumpcję wyrobów tytoniowych z 29% do 24%. W Polsce niewiele robimy w tym zakresie – mówił dr Łukasz Balwicki.

Co możemy robić? Najbardziej kontrowersyjną strategią, ale o największej efektywności jest podwyższenie cen wyrobów tytoniowych. W ten sposób doprowadzamy do redukcji konsumpcji i zyskuje na tym budżet państwa, ponieważ nałogowi palacze i tak będą kupować papierosy. Plusem jest jeszcze to, że nie będą dochodzili nowi palacze. Osoby młode będą bardziej zniechęcone wysoką ceną i zastanowią się czy wolą pójść do kina, czy kupić papierosy.

– To jedna z najskuteczniejszych metod i tutaj raport WHO nie pozostawia złudzeń. A jakie efekty przyniósł zakaz palenia w miejscach publicznych? Aż o 19% obniżyły się objawy ze strony układu oddechowego. Zaobserwowano także mniej hospitalizacji związanych z astmą czy przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Co jeszcze możemy robić? Jednolite opakowania, nazywane też drastycznymi. To nie są drastyczne opakowania, to są opakowania realne, które pokazują konsekwencje palenia. Jednolite opakowania zabierają przemysłowi tytoniowemu narzędzie marketingowe docierania do nowych konsumentów – kontynuował dr Łukasz Balwicki.

Za Australią idą kolejne kraje: Francja, Wielka Brytania, Norwegia, Irlandia, Węgry, Słowenia. Sięgają po te narzędzia wiedząc, że będą skutecznie odstraszać. W Polsce na paczkach papierosów również pojawiły się ostrzeżenia. To jednak nie jest wystarczające.

– Dowiedziałem się w NFZ, że mamy jedynie 9 specjalistycznych poradni na 9 milionów palaczy w Polsce. Nie oferujemy pacjentom zwykłej pomocy lekarskiej. Są też inne narzędzia, które na świecie są rozważane, aby skłaniać palaczy do rzucenia palenia, np. obniżanie zawartości nikotyny. 50 lat temu zawartość nikotyny na gram tytoniu była o połowę mniejsza. Modyfikacje produktu, wprowadzanie smaków doprowadziły do większego uzależnienia – dodał dr Łukasz Balwicki.

E-PAPIEROS ZŁUDNA NADZIEJA?

Na zakończenie dr Łukasz Balwicki odniósł się również do e-papierosów i pokładanych w nich nadziejach na zmniejszenie palenia papierosów tradycyjnych.

– Do czego doprowadziła popularyzacja e-papierosów i reklamowanie ich jako fantastycznego sposobu leczenia uzależnienia? W 2011 r. około 5% nastolatków przyznawało się do tego, że używało e-papierosów w ciągu ostatnich 30 dni. W 2014 r. to już było 30%. Nie chcę generalizować, ale w przypadku nieletnich, wprowadzenie e-papierosów nie doprowadziło do zastąpienia tradycyjnych wyrobów tytoniowych, a zwiększyło rynek konsumentów wyrobów nikotynowych – podsumował dr Balwicki.

Prof. Filip Szymański z Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego całkowicie nie zgodził się z teorią poprzednika.

– Każdy pacjent w grupie ryzyka nie powinien palić. Tylko proszę to przekazać pacjentom i potem patrzeć, jak oni nie palą – zwrócił się do poprzednika prof. Szymański. – Przychodzi do mnie pacjent na chirurgię naczyniową w celu amputacji kończyny. Palił 40 lat i o radzie: proszę nie palić, można zapomnieć. Wiem jedno: choroby serca i naczyń są główną przyczyną zgonów i hospitalizacji naszych pacjentów. Dla mnie, jako lekarza praktyka, nikotyna jest drugim czynnikiem, który może zabić mojego pacjenta. Nie powinno się palić. U osób z najwyższym ryzykiem chorób naczyń obwodowych po 10 latach od rzucenia palenia ryzyko zgonu zmniejsza się o 54% w stosunku do osób palących. Ale teoria teorią, a praktyka praktyką – przekonywał prof. Szymański.

Pacjenci po zawale powinni całkowicie zmienić styl życia – nie palić, jeść ryby morskie, być szczupli. Ale to znowu jest tylko teoria.

– Po zawale już w pierwszych 6 miesiącach 20% naszych pacjentów wraca do nałogu. Oczywiście najlepiej by było, aby chory przestał palić, ale jeżeli deklaruje, że nie da rady przestać to ja zawsze wybiorę mu metodę alternatywną – stosowanie nikotynowych produktów zastępczych, które mają niższą kancerogenność niż tradycyjne papierosy. Ale muszą być one z zaufanych źródeł, przebadane, a nie zakupione na straganie czy w markecie – podkreślał prof. Szymański.

Sylwia Zadworna

Konferencja naukowa „Pulmonologiczno-kardiologiczne przypadki kliniczne” odbyła się w Olsztynie 28–29 września. Już po raz 3. Jej celem była integracja środowisk medycznych i podjęcie wspólnych działań na rzecz poprawy jakości zdrowia chorych. Odbyła się pod honorowym patronatem katedr: Pulmonologii i Infekcjologii, Kardiologii i Kardiochirurgii oraz Pielęgniarstwa Collegium Medicum UWM. Artykuł na podstawie nagrań z konferencji: https://www.youtube.com/watch?time_continue=3284&v=B4umEc9QPa4

w kategorii