Drzewo nie wybacza błędu

Zmień rozmiar tekstu

Człowiek jest najsłabszym elementem systemu drogowego. Nie można liczyć na to, że kiedyś będzie jeździć uważnie i rozsądnie. Dlatego trzeba budować drogi wybaczające ludzkie błędy, minimalizujące konsekwencje wypadków.

Pod względem bezpieczeństwa na drogach Polska, chociaż znacznie poprawiła swoją pozycję, nadal znajduje się w ogonie Europy. W 2014 r. bardziej niebezpiecznie niż u nas było tylko na Litwie, Łotwie, w Rumunii i Bułgarii. Na każde 100 tys. mieszkańców w wypadkach drogowych zginęło w naszym kraju średnio 8 osób. Dla przykładu średnia europejska wynosiła 5 wypadków na 100 tys. mieszkańców, a w najbezpieczniejszych państwach, czyli Holandii, Wielkiej Brytanii i Szwecji była mniejsza niż 3. Jak na tym tle przedstawia się sytuacja na Warmii i Mazurach?

Chociaż w ostatniej dekadzie zrobiliśmy wielkie postępy, nadal znajdujemy się w końcówce stawki. W 2014 r. na każde 100 tys. mieszkańców w wypadkach zginęło 10 osób. Jeszcze bardziej niebezpiecznie było tylko w regionach świętokrzyskim, podlaskim i opolskim.

Co sprawia, że znajdujemy się w czołówce tej śmiertelnej statystyki?

- Warmia i Mazury borykają się z tymi samymi problemami, co inne polskie regiony. Mamy jednak specyficzne zagospodarowanie przestrzenne i sieć drogową uwarunkowaną historycznie, co sprawia, że większość naszych dróg nie spełnia nowoczesnych standardów bezpieczeństwa i nie wybacza kierowcom błędów – wyjaśniają dr Joanna Żukowska i mgr Anna Górska-Pawliczuk z Zakładu Geotechniki i Budownictwa Drogowego na Wydziale Geodezji, Inżynierii Przestrzennej i Budownictwa UWM.

Przyczyną jednej trzeciej wszystkich wypadków na Warmii i Mazurach jest nadmierna szybkość pojazdu. Najechanie na drzewo to przyczyna 14% wypadków. Wydawałoby się - mało. Tak, ale co trzeci wypadek śmiertelny to wypadek w wyniku najechania na drzewo. W tej kategorii nasz region od wielu lat jest najniebezpieczniejszy w kraju.

- Kierowcy z Warmii i Mazur niczym szczególnym się nie wyróżniają wśród tych z innych regionów. Dlatego naukowcy przyczyn przodowania w śmiertelnej statystyce wypadków z udziałem drzew upatrują w specyfice naszych dróg, a raczej w ich otoczeniu. Tam, gdzie drogi przebudowano zgodnie z nowoczesnymi standardami statystyki najcięższych zdarzeń drogowych poprawiły się. DK nr 7 na odcinku Miłomłyn-Elbląg jest świetnym przykładem – mówią dr Joanna Żukowska i mgr Anna Górska-Pawliczuk.

Nawet najlepszemu kierowcy zdarza się czasem popełnić błąd. W nowoczesnym projektowaniu dróg zakłada się, że droga i jej otoczenie mają sprzyjać kierowcom oraz nie powiększać skutków wypadków, gdy kierowcy popełnią błąd. Są to tzw. drogi wybaczające

Jednym z elementów takiego projektowania jest zapewnienie tzw. strefy bezpieczeństwa. W tej strefie nie powinno być żadnych sztywnych betonowych lub stalowych słupów, barierek, przepustów i innych przeszkód, w które samochód wypadający z szosy może uderzyć, w tym również drzew. Taka strefa, nawet, gdy ktoś zjedzie z drogi, powinna dawać mu szansę na "łagodne lądowanie" i nie pogarszać i tak trudnej sytuacji. Niestety, polskie warunki techniczne nie definiują szerokości tej strefy. Dlatego projektanci często przyjmują minimum, do tego muszą iść na kompromis z ustawą środowiskową zakazującą wycinki drzew, nawet gdy rosną tuż przy krawędzi jezdni.

Drogi bezpieczne, wybaczające kierowcom błędy, już w naszym regionie powstają. To głównie nowe inwestycje. Gorzej jest z modernizacjami. Niestety, w imię ochrony rosnących w ich bliskim otoczeniu drzew, zwykle brak im bezpiecznej strefy. Takie drogi stają się jeszcze bardziej niebezpieczne niż były.

- Jeśli chcemy zmniejszyć śmiertelność na naszych drogach projektując je, czy też modernizując należy bezwzględnie zapewniać strefę bezpieczną wolną od przeszkód. Jeśli wiąże się to z koniecznością wycinki przydrożnych drzew, wymieńmy je na krzewy lub posadźmy drzewa w bezpiecznej odległości od krawędzi jezdni.  Nie przenośmy odpowiedzialności za bezpieczeństwo drogi na kierowców licząc na ich rozsądek. Człowiek też jest częścią środowiska naturalnego. Oceńmy, czy chroniąc jeden gatunek - drzewa lub zamieszkujące je owady - nie wydajemy wyroku na ludzi  – konkludują dr Żukowska i mgr Górska-Pawliczuk. –

Instytut Budowy Dróg i Mostów szacuje koszty społeczno-ekonomiczne wypadków drogowych w Polsce. W przypadku ofiary śmiertelnej jest to kwota ok. 2 mln zł. W 2014 r. same tylko ofiary śmiertelne, które zginęły w  najeżdżając na drzewo w naszym regionie kosztowały społeczeństwo 100 mln zł. Do tego należy jeszcze dodać ofiary lekko i ciężko ranne.

Niestety, ani dramat rodzin, ani świadomość kosztów nie są w stanie przekonać obrońców przyrody. Nie musimy wycinać wszystkich drzew przy trasach. Te, które rosną przy drogach lokalnych o małym natężeniu ruchu i ograniczonej prędkości jazdy – pozostawmy. One nie stanowią poważnego zagrożenia. Taką strategię przyjęli m.in. Niemcy. Ich przykład pokazuje, że można pogodzić względy przyrodnicze z wymogami bezpieczeństwa, chociażby poprzez instalację barier ochronnych, czy sadzenie krzewów, które mają walory estetyczne, a w razie wypadku stanowią swojego rodzaju bufor.

Drogowcy w Prusach Wschodnich i Zachodnich, których dziedzictwo przejęliśmy, nie sadzili drzew przy drogach na wieczność. Przepisy nakazywały im ścinać je, jgdy osiągały pewną średnicę, a na ich miejsce sadzić nowe. Warto, aby o tym wiedzieli bezkompromisowi obrońcy drzew – kończą naukowczynie.

Lech Kryszałowicz

w kategorii