Czy grozi nam kupowanie tlenu w puszkach?

Zmień rozmiar tekstu

dr inż. Katarzyna Kocur-Bera
Gminy Braniewo i Biskupiec Pomorski są regionalnymi liderami pod względem występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych. Wiemy to z badań dr inż. Katarzyny Kocur-Bera.

O podatności terenu na straty spowodowane przez ekstremalne zjawiska pogodowe opowiada dr inż. Katarzyna Kocur-Bera, adiunkt w Katedrze Analiz Geoinformacyjnych i Katastru WGIPiB.

– Czego dotyczą prowadzone przez Panią badania?

– Zajmuję się kształtowaniem przestrzeni wiejskiej. Zgodnie z polskim ustawodawstwem zadanie to należy do geodetów. Mnie najbardziej interesują zmiany klimatu oraz to, co człowiek może zrobić, aby ich skutki były jak najmniejsze.

– A jakie są powody zmian klimatu?

– Wraz z rozwojem techniki fabryki, maszyny i urządzenia zaczęły emitować do atmosfery zanieczyszczenia oraz gazy cieplarniane. Do tego człowiek zagarnia dla siebie coraz więcej powierzchni ziemi poprzez rozwój budownictwa, komunikacji oraz utwardzając jej powierzchnię. Tymczasem im więcej powierzchni utwardzonych, tym gorzej z odbiorem wód opadowych oraz przemianą dwutlenku węgla w tlen. Zmiany klimatyczne są powodem tego, że na Ziemi zaczęliśmy zauważać także wzrost liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych. Zjawiska te odbiegają swoim nasileniem od normalnej, obserwowanej zmienności. Ekstremalne temperatury, nawalne deszcze, przymrozki w maju i czerwcu, gradobicia wywołują także straty finansowe w prowadzonej produkcji rolniczej.

– Czy można zapobiegać zmianom klimatycznym?

– Uważam, że pewne działania mogą wpłynąć na łagodzenie skutków zmian klimatu. Europejska Agencja Środowiska czy Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, który także zajmuje się tym zagadnieniem rozróżnia 2 typy działań: mitygacja oraz adaptacja. Mitygacja to oszczędzanie środowiska, a więc redukcja spalania paliw kopalnych, oszczędzanie energii, chodzenie piechotą, jazda rowerem, segregacja śmieci. Adaptacja zaś to np. dobieranie roślin do uwarunkowań klimatycznych występujących w regionie i odpornych na gwałtowne zmiany temperatur czy opadów, stosowanie płodozmianów w celu lepszego wykorzystania wody, przetwarzanie odpadów w gospodarstwach rolniczych
w biogaz, czy zakaz zabudowy terenów zalewowych i zagrożonych osuwiskami. Jeden człowiek nie wpłynie na złagodzenie zmian, ale cała ludzkość już na pewno tak.

– Jaki jest Pani wkład w badania nad zmianami klimatu?

– Moje badania skupiają się na wyznaczeniu uniwersalnej miary, czy inaczej mówiąc wskaźnika, który umożliwia określenie podatności terenu na straty spowodowane przez ekstremalne zjawiska pogodowe. Oczywiście wysokość strat finansowych w poszczególnych regionach województwa też jest pewnym wskaźnikiem, jednak nie od dzisiaj wiemy, że to, co jest w przestrzeni, środowisku może wpływać na łagodzenie lub wzmacnianie skutków takich zjawisk. Weźmy prosty przykład: zimą mamy śnieg. Wraz ze wzrostem temperatury śnieg zaczyna topnieć. Bardzo niekorzystna jest sytuacja, gdy topnieje szybko, gdyż zamarznięta ziemia nie jest w stanie przyjąć nadmiaru wody powstałej ze śniegu. Ale możemy zauważyć, że w strefach przyleśnych śnieg tak szybko nie zamienia się w wodę, gdyż las posiada funkcje łagodzenia gwałtownych zmian temperatur. I tego rodzaju elementy w swoich badaniach uwzględniam. Wysoki stopień zurbanizowania przestrzeni jest czynnikiem stymulującym powstawanie strat, zaś wysoki wskaźnik terenów zielonych – łagodzącym.

– W jaki sposób opracowała Pani ten wskaźnik?

– Wskaźnik, który opracowałam ujmuje w sposób syntetyczny dane historyczne o zaistniałych zdarzeniach ekstremalnych na obszarach wiejskich, o stratach finansowych, które z powodu tych zjawisk powstały oraz, co najważniejsze, także elementy mówiące o sytuacji, która lokalnie występuje w terenie. Co oznacza, że brałam pod uwagę także jakość gleby, która wskazuje nam wysokość plonów, agroklimat, ukształtowanie rzeźby terenu, powierzchnię wód stojących, płynących, terenów podmokłych, łąk, pastwisk czy zalesienie. Oczywiście do oceny tych elementów użyłam wszelkich dostępnych zbiorów danych o przestrzeni, m.in. katastru nieruchomości, geoportalu, danych z Ośrodka Doradztwa Rolniczego, danych straży pożarnej, urzędu statystycznego, zestawienia tabelaryczne waloryzacji rolniczej przestrzeni produkcyjnej a także wywiad terenowy.

– Które tereny Pani badała?

– Skupiłam się głównie na terenach użytkowanych rolniczo na Warmii i Mazurach, z pominięciem miast. Nasze województwo jest dość charakterystyczne. Posiada dostęp do morza, lodowiec pozostawił urozmaiconą rzeźbę terenu, wiele zbiorników wodnych połączonych ciekami wodnymi zapobiega wielkiej powodzi, posiadamy także dość znaczną powierzchnię terenów zalesionych i zadrzewionych, a przede wszystkim w województwie od pokoleń dominuje gospodarka rolna, która jest uzależniona od naturalnych uwarunkowań pogodowych.

– Czy na Warmii i Mazurach są jakieś tereny bardziej podatne na straty?

– Moje badania i analizy wykazały, że rzeczywiście mamy gminy bardziej podatne i mniej podatne na straty finansowe z powodu zjawisk ekstremalnych. Przypatrując się mapom rozkładu zjawisk można zauważyć, że np. gminy Braniewo i Biskupiec Pomorski są liderami pod względem liczby zjawisk ekstremalnych. Największe straty z powodu suszy występują na południu województwa, wiosenne przymrozki lubią raczej centrum województwa, zaś gradobicia i deszcze nawalne nawiedzają centralną i północną część regionu. Uwzględniając zarówno dane historyczne, jak i uwarunkowania występujące lokalnie, najbardziej podatnymi gminami są Biskupiec Pomorski, Bartoszyce i Braniewo, zaś najmniej podatne to Wielbark i Dubieninki. Przeprowadzone badania dają nam wskazówkę, gdzie w pierwszej kolejności powinniśmy wprowadzić działania adaptacyjne do zmian klimatu. Część moich badań skupiała się także na opracowaniu scenariuszy zakładających zmiany wskaźnika podatności, przy założeniu że wykonujemy działania adaptacyjne lub pozostawiamy wszystko naturze. Okazuje się, że musimy działać, bo to, co już się wydarzyło w środowisku ma taki skutek, że nasze wnuki nie będą miały gdzie żyć i wypoczywać, czysty tlen będą kupować w puszkach, a przyrodę oglądać na starych fotografiach.

Sylwia Zadworna