Dr Bożena Chrostowska z UWM mówi o tym, jak pomagać świadomie i mądrze

Początek roku sprzyja podejmowaniu wyzwań i tworzeniu list postanowień. Tym, którzy umieścili na nich wolontariat, pomóc może rozmowa z dr Bożeną Chrostowską z Katedry Pedagogiki Społecznej i Metodologii Badań Edukacyjnych UWM, która zachęca do tego, by wspierać… mądrze.

Jak przedstawia się społeczne zaangażowanie Polaków?

Według raportu Centrum Badań Opinii Społecznej z 2022 roku społecznicy stanowili łącznie 45 proc. dorosłych Polaków. 40 proc. Polaków działa w organizacjach obywatelskich, a 60 proc. nie pracuje społecznie. Jednak i tak nie jesteśmy w stanie uzyskać rzetelnych danych na temat tego, ile dokładnie osób jest aktywnych społecznie, zaangażowanych np. w pomaganie. Czasami osoby, które pomagają, nawet nie wiedzą, że to, co robią, można nazwać wolontariatem nieformalnym. Z definicji wolontariatu wynika, że jest to działanie dobrowolne i bezpłatne, na rzecz innych, ale wychodzące poza więzi rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie. Takim nieformalnym wolontariuszem jesteśmy np. wtedy, gdy jeździmy do schroniska dla zwierząt i wyprowadzamy psy na spacer. Można też działać akcyjnie – np. raz w roku angażować się w jakąś inicjatywę pomocową. Te przykładowe aktywności, jeśli nie definiujemy ich jako nasze zaangażowanie społeczne czy wolontariat, umykają statystkom.

Dlaczego ludzie pomagają?

Nauka dostarcza kilku wyjaśnień na ten temat, opisując rodzaje motywacji, które popychają ludzi do działań prospołecznych. Po pierwsze, wymienia się motywację egocentryczną, co na pierwszy rzut oka może wydawać się paradoksalne. Chodzi o to, że pomagamy, bo chcemy usunąć dyskomfort, który odczuwamy w związku z tym, że np. patrzymy na cudzą krzywdę czy w niej uczestniczymy. Dla zobrazowania sytuacji: ktoś jedzie do schroniska, widzi psy opuszczone przez właścicieli i chce im pomagać, żeby zlikwidować odczuwany smutek czy przykrość. Pomagamy również, bo chcemy czuć satysfakcję, mieć poczucie sprawczości, dobrze o sobie myśleć. Drugą motywacją jest ta wynikająca z tego, że żyjemy w społeczeństwie, które ustala jakieś normy i jednocześnie obliguje nas do pomocy. Jeśli jesteśmy wierzący, to czerpiemy te normy również z naszej religii. Kolejna motywacja to motywacja empatyczna, u podłoża której leżą dwa rodzaje empatii: poznawcza (jesteśmy w stanie zrozumieć sytuację drugiej osoby) oraz emocjonalna (współodczuwamy z drugą osobą). Ostatnia to motywacja identyfikacyjna, w której utożsamiamy się z sytuacją, w jakiej znajduje się ktoś inny, bo jest ona podobna do naszej. Załóżmy, że jestem rodzicem osoby z niepełnosprawnością i dzięki temu wiem, co przechodzą inni rodzice w tej samej sytuacji i łatwiej jest mi zrozumieć ich perspektywę.

Wydaje się, że można odczuwać po trosze każdej z tych motywacji, prawda?

To są takie cztery „czyste” typy motywacji do pomagania, które podsuwa literatura, ale rzeczywiście – ludzie pomagają z różnych powodów. Ma pani rację, że te motywacje się przenikają. Możemy działać, bo odczuwamy empatię, bo identyfikujemy się z kimś, bo naturalnie realizujemy wpojone w nas normy itd.

Człowiek jest istotą społeczną, a więc pomagając, działa także na rzecz społeczeństwa, prawda?  

To prawda, pomagając możemy inicjować rozmaite zmiany społeczne. Na początku może to być mała zmiana, ale potem może stawać się coraz większa. Takim przykładem może być ruch rodziców dzieci z niepełnosprawnościami albo osób z niepełnosprawnościami, który poprzez swoją aktywność przyczynił się i przyczynia do wielu zmian społecznych. Innym przykładem są działania organizacji pozarządowych na rzecz rozwiązań prawnych dotyczących wolontariatu, których skutkiem było przyjęcie w 2003 roku, ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. A zatem pomaganie może przyczynić się również do zmian systemowych. Pomaganie uzupełnia też działania państwa. Polacy, według przywołanych już wcześniej badań CBOS-u,  najchętniej angażują się w działania pomocowe na rzecz dzieci, potem w organizacje pomagające potrzebującym dorosłym, następnie w organizacje działające na rzecz szkolnictwa i oświaty. Spora część z nas angażuje się również w działania na rzecz związków i klubów o charakterze sportowym.

dr Bożena Chrostowska (z lewej) podczas odbierania nominacji do zespołu ekspertów Rzecznika ds. Równości Szans

Czy można się zniechęcić do pomagania, a jeśli tak, to co może na to wpłynąć?

Jedną z pułapek pomagania może stać się wypalenie – szczególnie jeśli mocno się angażujemy i robimy to długotrwale, bez zachowania szeroko rozumianej higieny psychicznej. Wypalenie zawodowe obserwowane jest często w tzw. zawodach pomocowych. Od niedawna mówi się również o wypaleniu aktywistycznym, które może spotkać osoby szczególnie zaangażowane społecznie, np. w niesienie pomocy czy po prostu aktywistów i aktywistki. Wypalenia doświadcza się jako wyczerpania psychicznego i fizycznego, depersonalizację, negatywną ocenę własnych działań.  W literaturze przedmiotu mówi się także o tzw. pułapkach miłosierdzia, w które mogą wpaść zarówno osoby pomagające, jak i te, które korzystają z pomocy. Jako pomagający możemy czuć rozczarowanie brakiem wdzięczności. Możemy też czuć się źle, jeśli nie zaspokoimy wszystkich potrzeb czy oczekiwań. Czasami towarzyszy nam idealizacja pomagania, którego polega na myśleniu, że jeśli zaangażujemy się w nie, to zmieni się cały świat. Można mieć też tak dużą presję na sukces wynikający z pomagania, że ten cel przysłania nam sam proces i biorące w nim udział osoby. Łatwo jest też popaść w pułapkę własnej wspaniałości czy hojności. Trzeba także pamiętać, że w pułapki miłosierdzia mogą wpaść osoby, którym pomagamy. Przejawi się to wówczas w roszczeniowości, bezradności czy uzależnieniu od pomocy innych. Ta nie może ubezwłasnowolnić czy odebrać sprawczość.

Ale chyba w docenieniu osób, które udzielają się charytatywnie, nie ma niczego złego?  

Oczywiście, że nie. Bardzo ważne jest to, aby osoby zaangażowane społecznie były doceniane przez własne społeczności. Jest to dla nich niezwykle motywujące i może również być swego rodzaju lekcją. Doświadczyłam tego na własnym przykładzie. Moja aktywność społeczna została doceniona – otrzymałam swego czasu wyróżnienie w konkursie „Godni Naśladowania” za działalność związaną z upowszechnianiem wiedzy i świadomości dotyczącej autyzmu. Wkrótce, z tego samego powodu, zostałam Olsztynianką Roku. Pamiętam, że poczułam radość, ale jednocześnie odpowiedzialność i mobilizację do dalszej pracy. Powiedziałam sobie: „W porządku, doceniono mnie, ale teraz powinnam robić jeszcze więcej” i rzuciłam się w wir aktywności, co niestety skończyło się spotkaniem z wypaleniem. Poczułam, że pomagania jest w moim życiu za dużo i musiałam się trochę wycofać. To doświadczenie nauczyło mnie w bardziej zrównoważony sposób zarządzać swoją energią.

Pani doktor, chciałabym, abyśmy zakończyły naszą rozmowę jakąś puentą, przesłaniem, o którym powinny pamiętać wszystkie osoby, które myślą o zaangażowaniu się w pomoc innym.

Trzeba pamiętać o zachowaniu równowagi – jak we wszystkim, co w życiu robimy. Nasze ciało, podejmowane działania, relacje z innymi i sfera związana z realizacją marzeń – wszystko to musi być wyważone. Jeśli tej równowagi zabraknie, to grozi nam wypalenie. Na pewno warto przygotować się do pomagania, pomyśleć nad tym, na ile chcemy się zaangażować. Nie można się też obwiniać, że pomagamy za mało – nawet jeśli robimy to raz na dwa tygodnie przez godzinę, to też jest w porządku. Wolontariat czy aktywność społeczna nie musi oznaczać tego, że nie będziemy mieli już chwil dla siebie. Trzeba mądrze przenalizować swoje zasoby i zdecydować, ile czasu możemy na to poświęcić.

 

Rozmawiała Marta Wiśniewska

fot. pexels.com