Architektura cyfrowej przyszłości: Technologiczne pułapki

Kontynuujemy cykl artykułów dotyczących cyfrowej transformacji społeczeństwa oraz związanych z nią zjawisk – zarówno korzystnych, jak i zagrożeń.

  – Twój znajomy skomentował Twój najnowszy wpis na Facebooku, klik, Sprawdź specjalną ofertę przygotowaną wyłącznie dla Ciebie, klik, Masz nową wiadomość na swoim profilu, klik… cyfrowy świat nigdy nie śpi (niczym w cytacie z „Wall Street”: money never sleeps); w każdej chwili walczy o naszą uwagę i zainteresowanie, uzależniając od potoku ikonek z kciukiem uniesionym w górę i uśmiechniętych emotikonowych buziek. Ogromny uzależniający potencjał aplikacji cyfrowych dostępnych w każdy miejscu i o dowolnej porze, stwarza niezwykłe możliwości osiągania niebagatelnych zysków przez dostawców cyfrowych treści. Co równie istotne, w mniejszym lub większym stopniu aplikacje te są w stanie  zmieniać część ludzi w cyfrowe zombie – bezrefleksyjnie przewijające palcem po świecącym ekraniku urządzeń elektronicznych. Silnie narkotyzujący wpływ perfekcyjnie dopracowanych pod względem graficznym aplikacji nie pozwala wyrwać się z twardego uścisku cyfrowego nałogu coraz większej rzeszy, głównie młodych użytkowników.

***
Reguły ekonomicznej rozgrywki pozostają niezmienne. Technologiczni giganci, określani akronimem GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple) pragną maksymalizować zyski. Zmieniła się jednak strategia, polegająca w głównej mierze na zarabianiu na „bezpłatnych” produktach. Ostatecznymi klientami mediów społecznościowych udostępniających darmowe treści nie stają się jednak użytkownicy, o których uwagę i czas zabiegają np. Facebook, Instagram, Youtube bądź Twitter; można sarkastycznie stwierdzić, że za cyfrową zawartość użytkownicy płacą swoim życiem – czyli bezpowrotnie trwonionym czasem, najcenniejszym, nieodtwarzalnym zasobem. Klientami są zaś ci,  którzy faktycznie płacą, czyli reklamodawcy. Co w takim razie jest sprzedawane? Zgodnie z maksymą „Jeżeli nie płacisz za produkt, to sam jesteś produktem” – owym produktem stają się użytkownicy mediów społecznościowych, w szczególności zaś ich dane oraz wszystkie parametry związane z cyfrową aktywnością. Aktywnością, którą poprzez narkotyzujący wpływ aplikacji cyfrowych można swobodnie modyfikować, tworząc nową podatną na wpływ reklamodawców preferowaną przez nich grupę bezrefleksyjnych odbiorców. Przy tym dostawcy cyfrowej zawartości prowadzą ze swoim „odbiorcą” cyniczną grę, wskazując: wszystko jest tworzone z myślą o Tobie, jesteś najważniejszy.
***
W starciu z gospodarką centralnie planowaną, wolnorynkowy model kapitalizmu wyszedł w dużej mierze zwycięsko, czego dobitnym symbolem dla naszego obszaru geopolitycznego stały się wolnorynkowe przemiany zapoczątkowane w 1989 roku. Jednakże nawet kapitalizm w okresie ostatniej rewolucji technologicznej, zapoczątkowanej pojawieniem się interaktywnych platform internetowych w latach 2004-2006, zmienił się niejako we własną karykaturę. Shoshana Zuboff, Profesor Harvard Business School, w książce zatytułowanej „Wiek kapitalizmu inwigilacji. Walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy władzy” wskazuje, że receptą na osiągnięcie sukcesu we współczesnym biznesie jest prowadzenie działań, ocierających się o pewność co do rezultatu końcowego, w postaci gwarantowanego zysku. Aby ów gwarantowany zysk osiągnąć, przedsiębiorstwa muszą posiąść ogromne zasoby danych, które my – jako użytkownicy oddajemy za bezcen, korzystając chociażby z darmowych gier przeglądarkowych, czy oglądając bezpłatne treści w serwisie Youtube – przeplatane starannie dobranymi przez algorytm treściami reklamowymi. W istocie model współczesnego kapitalizmu w dobie nowych technologii jest modelem rabunkowym. Wielkie platformy technologiczne, podobnie jak flota Krzysztofa Kolumba w 1492 roku, wkroczyły na własny nieodkryty wcześniej ląd (łac. terra incognita) naszej świadomości. Niczym tubylcy zamieszkujący kontynenty obydwu Ameryk, sprzedający ziemie swoich przodków za świecące kolorowe koraliki, oddaliśmy wielkim platformom technologicznym naszą prywatność za śmieszne obrazki z kotami, darmowe gry i serwisy społecznościowe oraz zabawne filmiki przeglądane na Youtube. Dawniej to my przeszukiwaliśmy zasoby Google’a, obecnie to Google dociera do zakamarków naszej świadomości. Dawniej korzystaliśmy z dobrodziejstw darmowych usług sieciowych, obecnie sami staliśmy się bezpłatnym środkiem gromadzenia danych; należy przy tym dodać – przy biernym udziale prawodawców nierozumiejących kuglarskich sztuczek wielkich platform technologicznych z grupy GAFA.

***
Czy powrót do prywatności w epoce kapitalizmu inwigilacji jest w jakimkolwiek stopniu możliwy? Jeżeli należałoby to rozumieć jako powrót do epoki sprzed pojawienia się mediów społecznościowych – w żadnym stopniu nie jest to możliwe. Równie dobrze można byłoby oczekiwać, aby w epoce samochodów produkowanych przez Henry’ego Forda (od 1908 roku), ludzie ponownie przesiedli się na rowery lub wybrali pieszą wyprawę zamiast przejażdżki samochodem. Jednakże, wciąż można walczyć o pryncypia, etyczne zasady prowadzenia biznesu, tak abyśmy nie byli przez platformy technologiczne traktowani przedmiotowo. Klik...

Marcin Kowalczyk

w kategorii