Alicja Maciejewska z UWM: Wolontariat dał mi siłę

Alicja Maciejewska, studentka biologii stosowanej na UWM przez dziesięć miesięcy była wolontariuszką w Chorwacji. Zaangażowała się tam w pracę na rzecz organizacji BIOM, która stawia sobie za cel ochronę przyrody i jej promocję. Wolontariat okazał się pomocny także jej samej – już wie, co chce robić w przyszłości.

- Niedawno wróciłaś z wolontariatu w Chorwacji zorganizowanego za sprawą Europejskiego Korpusu Solidarności. Co to za idea? 

- Europejski Korpus Solidarności jest częścią programu Erasmus. Umożliwia on mobilność wolontariuszy. Każda organizacja pozarządowa może się ubiegać o możliwość goszczenia u siebie wolontariuszy z krajów Unii Europejskiej i krajów partnerskich.  

- Podczas swojego pobytu w Chorwacji wspierałaś organizację BIOM? 

- Tak, to organizacja zajmująca się ochroną przyrody – zarówno czynnie, jak i poprzez edukację przyrodniczą i ekologiczną. Muszę przyznać, że miałam naprawdę duże szczęście, że trafiłam na tę organizację, bo bardzo dbała o wolontariuszy i dawała nam wiele szans rozwoju. Bardzo dobry kontakt miałam także z tzw. organizacją wysyłającą, którą w moim przypadku była Fundacja Schumana. Główna siedziba BIOM-u mieści się w Zagrzebiu, gdzie spędziłam większość czasu, ale często jeździliśmy także w inne miejsca. Przez prawie dwa miesiące byłam na wyspie Cres, miałam okazję zobaczyć Jeziora Plitwickie, Góry Dynarskie i wiele innych miejsc.  

 

- Skąd wziął się pomysł, żeby spędzić dziesięć miesięcy w Chorwacji?  

- Ofertom Europejskiego Korpusu Solidarności przyglądałam się już wcześniej, ale na ogłoszenie o wolontariacie w Chorwacji trafiłam w innym miejscu – na jednej z grup zrzeszających biologów i leśników. Kiedy przeczytałam tę ofertę, czułam się tak, jakby ktoś napisał ją dla mnie (śmiech). Zaaplikowałam i się dostałam!  

- To oznaczało wniosek o urlop dziekański. Nie było wątpliwości? 

- Wszystko działo się bardzo szybko, więc miałam obawy, czy dostanę zgodę na taki urlop. Na szczęście wszyscy wykazali się wyrozumiałością. Myślę, że na moją korzyść zadziałał fakt, że wolontariat był zbieżny z kierunkiem studiów i moimi planami na przyszłość.  

- Z jakimi zadaniami mierzyli się wolontariusze? 

- Zajmowaliśmy się np. monitoringiem ptaków, braliśmy udział w obozie obrączkarskim. Ale nie tylko. BIOM na wyspie Lastovo realizuje też kilkuletni projekt związany z… tępieniem szczurów. Pojawiły się one w tym miejscu kilkadziesiąt lat temu, kiedy na wyspie osiedlili się ludzie. Szczury są gatunkiem inwazyjnym, przed którym burzyki – morskie ptaki zamieszkujące Lastovo– nie wytworzyły ewolucyjnie ochrony. Zadaniem BIOM-u jest więc pozbywanie się szczurów i monitorowanie populacji burzyków. Nie jest to łatwe, bo burzyki swoje gniazda zakładają w głębokich rozpadlinach skalnych. Aby je znaleźć, musieliśmy czołgać się po ostrych kamieniach i wspinać na klify. 

- Wszystkie zadania były tak ekstremalne? 

- Nie, nie wszystkie. BIOM współpracuje też np. z organizacją zajmującą się ratowaniem sępa płowego na wyspie Cres, więc pomagaliśmy zarówno w centrum dla odwiedzających, jak i przy tych ptakach, które potrzebowały opieki. 

- Skąd wzięła się ta miłość do ptaków?  

- Dobre pytanie, bo… nie wiem! Od dziecka miałam w sobie sporo miłości do doprzyrody. To chyba w największym stopniu zasługa mojego taty, który często zabierał mnie na spacery do lasu, pokazywał tropy zwierząt, wskazywał drzewa i ptaki. Na pewno wpływ miały też podróże z rodzicami i to, że mój dziadek bardzo lubił ptaki. Już w podstawówce dostałam swój pierwszy atlas ornitologiczny i za każdym razem, kiedy na naszej działce pojawiał się jakiś gatunek, którego nie znałam, szukałam go w atlasie i w ten sposób poszerzałam swoją wiedzę. Muszę jednak przyznać, że w czasie monitoringu ptaki poznaje się najczęściej po głosach, a nie po wyglądzie. A to jest coś, w czym nie jestem mocna (śmiech).  

 

- Wyjazd do Chorwacji okazał się szansą, żeby sprawdzić się na wielu polach. Co okazało się najbardziej satysfakcjonujące? 

- Jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na ten wyjazd, była właśnie różnorodność działań. Chciałam w ten sposób sprawdzić, do jakiego rodzaju pracy jest mi bliżej. Teraz już wiem na pewno, że najbardziej podoba mi się bycie edukatorem. Swoje pogadanki i warsztaty miałam okazję przeprowadzić np. podczas wspomnianego obozu obrączkarskiego. Poza tym wykonywałam sporo ilustracji, ponieważ lubię malować. Pod koniec pobytu w Chorwacji przeprowadziłam nawet warsztaty akwarelowe dla pracowników BIOM-u i osób, które wspierają tę organizację. 

- W pracy edukacyjnej przydają się także ciekawe narzędzia… 

- Bardzo lubię korzystać z gier, które sama opracowuję. Najpierw przygotowałam grę terenową, a potem także planszową, dotyczącą migracji ptaków i tego, jakie zagrożenia napotykają one na swojej drodze. Zrobiłam gruntowny research, sprawdziłam na przykład, ile ptaków ginie i z jakiego powodu. 

- Brzmi ambitnie! 

- Wymagało to dużo pracy. Czasami, gdy podczas testowania gry pojawiały się kolejne problemy, miałam ochotę to wszystko wyrzucić do kosza i spalić (śmiech). Dotrwałam jednak! W Chorwacji została prototypowa, w pełni funkcjonalna wersja, ale moim marzeniem jest wydanie tej gry. 

- To nie pierwsza twoje doświadczenia z projektowaniem gry edukacyjnej, prawda? 

Tak, na Noc Biologów, która odbyła się na UWM w 2021 rokuprzygotowałam też np. grę online „Escape forestOna także trafiła, w chorwackiej wersji językowej, do miejsca, w którym odbywałam staż. 

- Wiem, że angażujesz się także w inne działania o charakterze edukacyjnym.  

- Staram się upowszechniać wiedzę o przyrodzie i uwrażliwiać na pewne kwestie. Z potrzeby zwrócenia uwagi na to, że nie wolno dokarmiać ptaków chlebem, razem z moim rokiem zorganizowaliśmy warsztaty kulinarno-edukacyjne „Chlebowy recykling”. 

 

- Co z tej całej chorwackiej przygody wyniknie dla Alicji Maciejewskiej?  

- Cóż, przede mną jeszcze semestr studiów na UWM, który poświęcę na pisanie pracy licencjackiej. Wiem jednak, że zanim wrócę na studia magisterskie, chcę znaleźć pracę w sektorze edukacyjnym.  

- Szkoła? 

- Nie, raczej nie. Marzy mi się praca w centrum popularyzującym naukę lub edukacyjnym. Chciałabym też w przyszłości projektować kolejne gry i je sprzedawać. 

- Czy wolontariat dodał ci odwagi? 

- To nie był mój pierwszy wyjazd, bo jakiś czas temu wolontariat połączyłam z badaniami do mojej pierwszej pracy licencjackiej. W Anglii przyglądałam się ekologicznej wspólnocie intencjonalnej, czyli grupie ludzi, którzypostanowili zamieszkać razem, żeby żyć w zgodzie z naturą i chronić środowisko. Mimo tego doświadczenia, wyjazd do Chorwacji był dla mnie dużym wyzwaniem. Miałam sporo wątpliwości, ale zdecydowałam się na niego i, oczywiście, nie żałuję. Pobyt tam nie był pozbawiony trudnych chwil, ale nabrałam dzięki nim przekonania, że jestem sobie w stanie z takimi niełatwymi sytuacjami poradzić. To umacnia także poczucie własnej sprawczości, tym bardziej, że na koniec wolontariatu dostaliśmy też niesamowicie pozytywny komunikat zwrotny od przedstawicieli BIOM-u, poświadczający, że nasza praca była przez nich doceniana. Korzyści z tej współpracy były dla obu stron. 

- A czy skorzysta na tym powstająca już praca licencjacka? Czy jej temat ma coś wspólnego z doświadczeniami z Chorwacji? 

- Nie, raczej nie. W swojej pracy zajmuję się kwestiami dotyczącymi biologicznego i neurobiologicznego wymiaru przyjaźni między zwierzętami. Wyjazd dał mi natomiast siłę, żeby dokończyć pisanie pracy – po nauce zdalnej byłam już trochę zniechęcona, miałam poczucie, że sporo przez to – jako studenci biologii, na której jest dużo zajęć terenowych i laboratoryjnych – traciliśmy. Teraz mam motywację do działania. 

rozmawiała: Daria Bruszewska-Przytuła