Absolwent UWM w rankingu Forbesa

Zmień rozmiar tekstu

Paweł Malicki
Paweł Malicki, absolwent ekonomii UWM znalazł się w prestiżowym rankingu Forbesa ''30 under 30''. Ranking wyróżnia młodych przedsiębiorców, którym udało się wyjść ze swoim pomysłem poza granice własnego kraju.

Paweł Malicki ma 29 lat i obecnie mieszka w Brazylii. Rozwija tam swoją aplikację Flapper, która jest mobilnym rynkiem usług prywatnych samolotów. Wcześniej pracował jako dyrektor marketingowy popularnej aplikacji Easy Taxi.

- Dlaczego wybrałeś studia na UWM?

- Do Olsztyna trafiłem przez przypadek. Pochodzę z małego miasteczka w centralnej Polsce. Od małego pracowaliśmy ciężko w gospodarstwie dziadka. Pewnego dnia mój brat zdecydował, że chciałby spróbować swoich sił w rolnictwie wielkoobszarowym. Miał wtedy 18 lat, ja 13. Polska wchodziła do Unii Europejskiej i była to ostatnia okazja na tanie kupno ziemi. Trafiliśmy na wielki PGR pod Olsztynem i zdecydowaliśmy się go kupić, ale nie mieliśmy za co. Reprezentowaliśmy typową klasę średnią. Po paru próbach, udało nam się zdobyć kredyt w banku i pożyczyć od rodziny. Zaraz po tym dostaliśmy kredyt z EU. To było najtrudniejsze 6 lat mojego życia, pełne wyrzeczeń. Tak naprawdę chciałem studiować w Warszawie, ale nie miałem wyjścia, Olsztyn był jedyną opcją. Biznes rozwinął się lepiej niż planowaliśmy. Szybko udało nam się odbić od dna, a nawet zacząć zarabiać, co umożliwiło finansowanie studiów. Dostałem się na ekonomię (2006-2009).

- Jak wspominasz czas studiów i Kortowo?

- Poziom był wysoki, a UWM coraz bardziej mi się podobał. Na drugim roku zacząłem też programowanie. Studiowałem z ogromną pasją. Uprawiałem też sport. Po roku zostałem wicemistrzem Polski w muay thai. Kortowo mnie inspirowało. Jest to zdecydowanie najlepszy kampus, jaki widziałem, więc nie brakowało motywacji. Mieszkaliśmy na Słonecznym Stoku i byliśmy blisko wszystkich wydarzeń. Do dziś spotykam ludzi na końcu świata, którzy pamiętają kortowskie zapiekanki i muzykę w Azymucie.

- Jak dalej potoczyła się Twoja ścieżka edukacyjna i zawodowa?

- Na trzecim roku wyjechałem na wymianę studencką do Szwecji. Chciałem wykorzystać ten czas jak najlepiej. Miałem tam do czynienia z osobami z całego świata, dużo zwiedzaliśmy, model nauczania był skupiony bardziej na wiedzy korporacyjnej. Szwecja otworzyła mi oczy na świat i po tej wymianie wiedziałem, że chcę próbować sił za granicą. Po obronie na uniwersytecie w Szwecji - mieliśmy tzw. double-diploma program - wróciłem do Polski i obroniłem dyplom na UWM. Problemy rodzinne sprawiły, że moje marzenia o wyjeździe za granicę na studia magisterskie nie powiódł się. Aplikowałem na studia w języku angielskim w SGH w Warszawie i się dostałem. Przerwałem studia informatyczne, ponieważ stwierdziłem, że muszę się skupić na tym, co robię najlepiej, czyli biznesie i ekonomii. Odbywałem różne praktyki. Założyłem też wirtualną sprzedaż telefonów i uczestniczyłem w różnych programach, bo nauka była dla mnie zbyt nudna. Na SGH byłem prymusem. Miałem w zasadzie najwyższą możliwą średnią. Z polecenia rektora wysłano mnie na Tajwan, do ekskluzywnego National Chengchi University. Udało mi się też dostać do prof. Leszka Balcerowicza na seminarium magisterskie. Latem przed wyjazdem skończyłem praktyki w firmie konsultingowej. Ta praktyka oraz mój wyjazd na Tajwan okazały się kluczowe dla mojej kariery. Z jednej strony zdałem sobie sprawę, że nie chcę pracować w korporacji. Z drugiej, świat jeszcze bardziej się na mnie otworzył. Na Tajwanie poznałem niezwykle inteligentne osoby. W zasadzie każdy student wymiany był z najlepszej uczelni: HEC, Harvard itd. Do dziś są to moi najlepsi przyjaciele i spotykamy się 1-2 razy w roku.

- Podobało Ci się na Tajwanie, więc skąd wzięła się Brazylia?

- Bardzo chciałem zostać na Tajwanie, ale skończyła mi się wiza. Musiałem też wrócić na obronę u prof. Leszka Balcerowicza. Któregoś dnia kolega ze szwedzkiej uczelni zaprosił mnie do swojego startupu w Goteborgu. Startupy to była miłość od pierwszego wejrzenia. Już wtedy wiedziałem, że chcę pracować z firmami technologicznymi. Potem poszło jak z płatka. Po roku wyjechałem na Filipiny do innego startupu, gdzie poznałem założycieli Easy Taxi, w tamtym czasie największej aplikacji taxi na świecie. Polubili mnie i po 2 miesiącach wspólnej pracy zaprosili do Brazylii. I jestem tam do dziś.

- Czym się tam zajmujesz?

- Pracowałem na początku jako globalny dyrektor ds. marketingu (CMO) na ponad 36 krajów. Po 3 latach z Easy Taxi zdecydowałem otworzyć własną firmę konsultingową skupioną na marketingu mobilnym. Byłem już dość rozpoznawany, bo nasza poprzednia aplikacja była największym sukcesem brazylijskiej sceny startupowej. Rozwinęliśmy ją do granic możliwości i pobraliśmy ponad 90M dolarów inwestycji. Popyt na moje usługi przewyższył oczekiwania i zdecydowałem, że muszę się jednak skupić na własnym biznesie.
Pewnego dnia spotkałem Siergieja, Rosjanina, który mieszkał w Brazylii i miał pomysł, aby stworzyć aplikację dla firm lotów prywatnych. Nawet już coś zaczął. Siergiej miał zasoby i wizje, ale nie miał pojęcia o rynku i marketingu. Dołączyłem do zespołu, wspomogłem finansowo i tak powstał Flapper. Aplikacja ta umożliwia zamówienie helikoptera albo prywatnego odrzutowca, z tym że płaci się za siedzenie, a więc nasz target to klasa średnia. Zostałem prezesem tej firmy, co prawda dość biednym, bo wszystkie zaoszczędzone pieniądze włożyliśmy w naszą nową aplikację. Kontynuowałem konsultowanie firm, z tym że na mniejszą skalę. Dziś moi klienci to min. MasterCard, Farfetch.com. Realizowałem też pasję mówcy publicznego i napisałem 500-stronnicową książkę o marketingu mobilnym, pierwszą taką na świecie. W samym 2016 r. byłem mówcą na eventach w Las Vegas, Berlinie, Amsterdamie i Dubaju. Ten ostatni wyjazd przyniósł mi dodatkową funkcję jako członka rady nadzorczej w Splyt, firmie technologicznej z Moskwy.

- Czy mieszkanie w tak odległym kulturowo od nas kraju jest trudne?

- Jest trudne, ale nie niemożliwe. Trudniejsze jest dostosowanie się do kultury Brazylii, która jest bardzo specyficzna. To kraj odizolowany geograficznie i ideologicznie, inny niż reszta Ameryki Południowej. Brazylijski portugalski jest wyjątkowo trudny, znam już chiński czy szwedzki, ale ten język przysporzył mi sporo kłopotów. W Brazylii ludzie są bardzo ciepli. W pracy zawsze daje się buzi na przywitanie i przytulańca kolegom. Dla zimnego Polaka to szok kulturowy. Jak w każdym kraju tropikalnym, nikt nie mówi "nie", więc do końca nie wiesz, czy ktoś żartuje czy mówi serio. Brazylijczycy uwielbiają się socjalizować i tak zdobywa się tu kontakty i reputację. Trzeba być bardzo miłym i dostosować się do ich stylu życia, włączając picie piwa z kieliszków. Jest to duży kraj, w którym pociągają mnie głównie dwie rzeczy: wielkie możliwości biznesowe, szczególnie na rynku mobilnym i ogromne terytoria, gotowe na odkrycia. Dżungla w Amazonii jest nie do opisania.

- Co planujesz w przyszłości?

- W Brazylii będę jeszcze 2-3 lata, potem planuję przenieść się do Dubaju. Mam tam sporo znajomych i to miasto potrzebuje specjalistów takich jak ja. Moja narzeczona pracuje dla rządu brazylijskiego, robi kurs dyplomatyczny i jak wszystko dobrze pójdzie, to wkrótce będziemy zmieniać kraj co 2-3 lata. Chcę otworzyć firmę wirtualną, która pozwoli mi pracować z jakiegokolwiek miejsca na ziemi. Mam już koncept gotowy. Odwiedziłem już 78 krajów i mieszkałem w 8, czas na prawdziwe przygody.

- Znalazłeś się w prestiżowym rankingu Forbesa ''30 under 30'. Co znaczy dla Ciebie ten tytuł?

- Tytuł Forbes'a ma dla mnie wiele znaczeń. Przede wszystkim w końcu żyję w przekonaniu, że to co robię ma sens i podążam we właściwym kierunku. Jest to też udowodnienie, że młodzi Polacy, szczególnie z małych miasteczek, mogą podbić świat i „wyjść na ludzi". Mamy ogromny potencjał, musimy go wykorzystać. Jest to też bilet do dalszej kariery. W ostatnich dniach dostałem mnóstwo ciekawych ofert, zaproszeń, nawet prof. Balcerowicz wysłał mi gratulacje. Spotkam się z innymi laureatami w Tel Avivie w kwietniu. Nie mogę się doczekać!

Sylwia Zadworna

w kategorii