Jestes tutaj:   Start Wiadomości Aktualności Podsumowanie roku 2012 w wykonaniu szczypiornistów AZS UWM

Ostatnie dni roku 2012 to idealny moment, aby pokusić się o podsumowanie tego, co działo się przez ostatnie 12 miesięcy na ligowych parkietach i nie tylko. Zapraszamy do lektury artykułu, który przybliży wam wydarzenia zapisane na kolejnych kartach historii sekcji piłki ręcznej Klubu Sportowego AZS Uniwersytet Warmińsko - Mazurski.

 

 

Szczypiorniści AZS UWM rok 2012 zaczęli od udziału w elbląskim turnieju, którego stawką był puchar prezydenta miasta.  Prócz gospodarzy  - Techtransu – w imprezie udział brały pierwszoligowe ekipy z Malborka i Gdańska (Wybrzeże), a stawkę uzupełnili liderzy drugiej ligi – AZS UWM oraz KAR-DO Gdynia.  Ku zaskoczeniu wszystkich, olsztynianie pokonali Wybrzeże Gdańsk oraz siódemkę gospodarzy i stanęli przed ogromną szansą na wygranie całego turnieju. Niestety, porażki z Pomezanią oraz szczególnie ta z KAR-DO przekreśliły szanse na końcowy sukces. Najważniejsze było jednak samo granie, które miało przygotować AZS do trudnej walki o awans na zaplecze PGNiG Superligi.

Kolejnym etapem przygotowań miał być udział w Akademickich Mistrzostwach województwa warmińsko-mazurskiego. Piłka ręczna po raz kolejny zagościła w kortowskiej hali, jednak w tym roku nie okazała się ona aż tak szczęśliwa.  Już w swoim pierwszym spotkaniu AZS musiał uznać wyższość  Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej z Elbląga przegrywając 15:21(9:12). Olsztynianie zagrali kiepskie zawody – grali indywidualnie, chaotycznie i co najważniejsze – nieskutecznie. Był to pierwszy sygnał, że z najmocniejszym  personalnie AZS w historii klubu dzieję się coś niedobrego. Zwycięstwo nad WSPol Szczytno (21:17) oraz pogrom Olsztyńskiej Szkoły Wyższej (32:14) pozwoliły ostatecznie zająć drugie miejsce, jednak oczekiwania wobec podopiecznych trenera Adamowicza były zdecydowanie większe. Pocieszeniem była dobra dyspozycja strzelecka Radosława Dzieniszewskiego, który został królem strzelców turnieju.


Niestety, słaba gra olsztynian przeniosła się na rozgrywki ligowe. Pierwszym sygnałem był ciężki mecz z LKS Kęsowo wygrany zaledwie 35:30. Zaledwie, bowiem w pierwszej rundzie, na trudnym terenie w Kęsowie, AZS rozgromił gospodarzy aż 21:38. Mimo wszystko, AZS nadal był jedyną niepokonaną drużyną. Sytuacja ta zmieniła się jednak już tydzień później, gdyż z Bydgoszczy akademicy wrócili na przysłowiowej „tarczy”.  Porażka 39:35 nie przekreśliła jednak szans na awans, gdyż podopieczni trenera Karola Adamowicza obronili  5 bramek zaliczki z jesiennej konfrontacji w Olsztynie.  Styl gry pozostawiał jednak wiele do życzenia...  Pretensji nie można było mieć  do Dzieniszewskiego, który w dwóch lutowych spotkaniach zdobył 28 bramek (17 w meczu z Kęsowem i 11 w Bydgoszczy).  W obliczu kontuzji rozgrywających (Wojciechowski, Kowalczyk i Terlecki) leworęczny skrzydłowy niemal zmuszony był do wzięcia większej odpowiedzialności na swoje barki. W roli egzekutora Dzieniszewski odnalazł się doskonale, jednak było to za mało, aby pewnie maszerować w kierunku pierwszej ligi. Olsztynianie w rundzie rewanżowej stracili łącznie 5 punktów. Zaczęło się od porażki w Bydgoszczy, następnie punkt liderowi „urwał” ambitnie grający MKS Grudziądz, a w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego derbowe spotkanie na swoją korzyść rozstrzygnął Szczypiorniak. Wynik 25:18 zaskoczył wszystkich, jednak kibice zgromadzeni w hali przy ul. Krasickiego nie mogli zrozumieć decyzji personalnych, jakie w szóstym odcinku derbowej rywalizacji podejmował trener Adamowicz. AZS przegrał, jednak praktycznie nie grał w optymalnym składzie. Powracający po kontuzji Łukasz Kowalczyk spotkanie obejrzał z ławki rezerwowych, mniej minut niż zwykle na parkiecie spędzili też Szymon Hegier, Mirosław Ośko i Radosław Dzieniszewski – czyli podstawowi gracze AZS, których trener oszczędzał już przed bitwą z KAR-DO Gdynia.

Kilka zdań należy poświęcić osobie Oskara Kempińskiego, którego sprowadzono do AZS wiosną. Student WSPol w Szczytnie zwrócił na siebie uwagę podczas styczniowego turnieju w Kortowie. Rosły, niesamowicie silny, dysponującym potężnym rzutem z drugiej linii – w obliczu kontuzji Adriana Wojciechowskiego – taki zawodnik akademikom był niezbędny. Braki treningowe nadrabiał ambicją, jednak często widoczny był brak zgrania z pozostałą częścią drużyny. Chciałoby się powiedzieć transferowy hit – jednak informacja o wzmocnieniach KAR-DO bardzo szybko obiegły całą handballową Polskę.

Rafał Kuptel – wielokrotny medalista Mistrzostw Polski z Wisłą Płock, reprezentant Polski i… wicemistrz Świata z 2007. Dodatkowy  komentarz jest chyba zbędny. Taki zawodnik jest w stanie zmienić obliczę drugoligowego zespołu w mig. Prócz Kuptela do gdyńskiej drużyny dołączyli także: Tymon Trojański, Przemysław Witkowski oraz rozgrywający Szymon Nowaliński i doskonale znany olsztyńskim kibicom szczypiorniaka – Marcin Żelazek. Olsztynian czekała prawdziwa batalia, której stawką była realizacja sportowych… marzeń.

Pierwszy odcinek olsztyńsko – gdyńskiej konfrontacji miał miejsce 11. kwietnia w stolicy Warmii i Mazur. Mimo późnej godziny, w środowy wieczór hala przy ul. Krasickiego zapełniła się niemal do ostatniego miejsca.  Rodziny, przyjaciele, znajomi, ludzie ze środowiska olsztyńskiego handballu – wszyscy chcieli być świadkami spełniającego się marzenia zawodników, którzy cztery lata wcześniej debiutowali w drugoligowych rozgrywkach i przegrywali mecz za meczem. Teraz do spotkania, którego stawka była ogromna, przystępowali jako lider grupy A. Po sześćdziesięciu minutach to jednak KAR-DO Gdynia cieszyła się ze zwycięstwa. Dobre zawody w barwach akademików rozegrał Mirosław Ośko, jednak to było zdecydowanie za mało, aby myśleć o zwycięstwie.

Trzy bramki straty to nie było wiele i z całą pewnością przy lepszej grze w rewanżu można było je odrobić. Jednak wtedy zaczęły się „czary”. Gdynia mecz rewanżowy wyznaczyła na godzinę 11:00 w sobotę 14.  kwietnia. Kto tak ważne spotkanie rozgrywa o tak wczesnej porze? – to pytanie dręczyło wiele osób, ale najbardziej trapiło zawodników AZS. Aby przystąpić do rewanżowego pojedynku w lepszej dyspozycji, olsztynianie na mecz do Gdyni wyjechali dzień wcześniej. Niestety, nie pomogło to w odniesieniu zwycięstwa. Porażka 29:21 przekreśliła szanse na awans i pokazała, że ważniejsze od systematycznej, ciężkiej pracy są… pieniądze.

Olsztynianie ostatecznie sezon 2011/2012 zakończyli na czwartej, najwyżej w historii klubu pozycji. Przedsezonowe oczekiwania były zdecydowanie większe, gdyż budowany od kilku lat zespół wzmocniono miejscowymi zawodnikami, którzy na swoim koncie mieli przygody w wyższych klasach rozgrywkowych. Mieli oni zagwarantować stabilizację i podnieść poziom sportowy  - tak też się stało. Ambitne plany mocno pokrzyżowały kontuzje, ale taki jest już sport. Co warte podkreślenia – żaden z zawodników AZS UWM nie posiadał kontraktu i do gry w barwach akademików nie skłoniły ich pieniądze(!). Drużyna zaczynała stanowić kolektyw, ale też paczkę przyjaciół, którzy dogadywali się zarówno na boisku, jak i poza nim.

Po wywalczeniu czwartego miejsca, olsztynianie udali się do Warszawy na półfinałowy turniej Akademickich Mistrzostw Polski, który ostatecznie okazał się jeszcze bardziej pechowy. Mimo stosunkowo wąskiej kadry, już w pierwszym meczu kolejnej kontuzji nabawił się Łukasz Kowalczyk. Jakby tego było mało, w drugim spotkaniu poważnej kontuzji kolana doznał Kamil Rykowski. Bilans AZS UWM – zwycięstwo, remis i dwie porażki – zapewniły olsztynianom ostatecznie siódme miejsce, które było zdecydowanie po niżej oczekiwań i możliwości drużyny trenera Adamowicza.

Drużynowo sukcesów osiągnąć się nie udało, jednak dzięki dobrej grze olsztynianie otrzymywali propozycje gry w wyższej klasie rozgrywkowej. Jako pierwszy zawodników AZS kusił elbląski Techtrans, następnie walkę o najlepszych szczypiornistów z Kortowa podjęła zdegradowana z PGNiG Superligi Warmia. W kuluarach mówiło się także o innych pierwszoligowych klubach, które chętnie zatrudniłyby podopiecznych trenera Adamowicza. Elbląski kierunek wybrał Mirosław Ośko, natomiast w Olsztynie postanowili zostać: Radosław Dzieniszewski, Łukasz Kowalczyk, Mateusz Gawryś, Szymon Hegier, Oskar Kempiński i zakontraktowany w ostatniej chwili Maciej Koledziński.  Podsumowując, po nieudanym sezonie barwy akademików opuściło aż siedmiu(!) zawodników, którzy obecnie rywalizują na pierwszoligowych parkietach. Sytuacja ta spowodowała, że przystąpienie AZS UWM do szóstego sezonu stała pod znakiem zapytania. Zawodnicy wraz z trenerami i działaczami postanowili jednak przystąpić do rozgrywek.

Sezon 2012/2013 to zupełnie inne rozgrywki niż przed rokiem. AZS dysponuje zupełnie innym zespołem, przed którym postawiono zupełnie inne cele. Po odejściu podstawowych zawodników ciężar spoczął na dotychczasowych rezerwowych, którzy różnie wywiązywali się z zdań stawianych im przez trenera. Po trzynastu kolejkach AZS plasuje się dopiero na 12 pozycji. Łukasz Olszewski i spółka "ugrali" w pierwszej rundzie 7 punktów - ogrywając Kęsowo, Koronowo i Brodnicę oraz remisując ze Szczypiorniakiem. Z pewnością punktów można było zdobyć więcej, o czym doskonale wiedzą sami zawodnicy. AZS ma swoje problemy, jednak są też pozytywne strony tych zmian. Na prawdziwych liderów drużyny wyrośli wychowankowie MKS Brodnica - Patryk Biliński i wspomniany Łukasz Olszewski, którzy przyszli na studia do Olsztyna dwa lata temu. Bardzo dobrą rundę rozegrał Piotr Uściński, który mimo kłopotów zdrowotnych, stanowił pewny punkt AZS. Trener Adamowicz mógł także liczyć na doświadczonych - Marcina Proroka, Piotra Pstrągowskiego i Patryka Terleckiego. Szczególnie Prorok do gry wnosił wiele ożywienia, a swoją ambitną postawą potwierdzał swoją przydatność do drużyny.

Wszyscy mamy nadzieję, iż druga runda okaże się zdecydowanie lepsza, co pozwoli zająć bezpieczne miejsce w środku tabeli.