Jestes tutaj:   Start Wiadomości Wywiady Łukasz Szymański: Zawsze trzeba grać o zwycięstwo
Łukasz Szymański: Zawsze trzeba grać o zwycięstwo

W piłkę ręczną gra od 20 lat. Swoje pierwsze kroki w sportowej karierze stawiał pod okiem trenerów: Nidzgorskiego i Nowaka, a grając w juniorskiej reprezentacji kraju o miejsce w wyjściowym składzie rywalizował z najlepszym piłkarzem ręcznym globu w roku 2009 - Sławomirem Szmalem. Nieźle zapowiadającą się karierę pokrzyżowała jednak kontuzja, która wyeliminowała olsztyńskiego bramkarza z gry w handball na wyższym poziomie. O kim mowa? O Łukasza Szymańskim, który po czteroletniej przerwie wrócił do gry na drugoligowych parkietach. Z ex-warmiakiem rozmawiamy o największych sukcesach, II lidze, a także... plażowej piłce ręcznej, w której zakochali się olsztyńscy szczypiorniści!

 

 

Dla starszych sympatyków piłki ręcznej w naszym mieście nie jesteś osobą anonimową, jednak szczególnie młodzi adepci szczypiorniaka mogą zadawać sobie pytanie - skąd w AZS wziął się Łukasz Szymański?

- Faktycznie – pojawiam się i znikam (śmiech). Ostatnio sobie policzyłem, że to 20 lat, jak gram w piłkę ręczną, ale ostatnie prawie dziesięć to bardziej przygoda niż gra na maksimum możliwości. Jestem wychowankiem trenera Piotra Nidzgorskiego i Mieczysława Nowaka. Praktycznie całą sportową karierę jestem związany z Warmią – razem z wciąż grającymi chłopakami – Malesiem i Jackiem pięliśmy się poprzez 3 ligi, żeby dojść do upragnionej ekstraklasy.  W 2003 roku musiałem zakończyć grę. Powodem były poważne problemy z kręgosłupem, które uniemożliwiły mi nie tylko grę, ale również poruszanie się na co dzień. Lekarz klubowy powiedział mi, że nie weźmie odpowiedzialności za moje zdrowie i nie podpisze mi karty zdrowia. Wtedy było to jak wyrok – teraz wiem, ze miał rację. Na moje nieszczęście moment rezygnacji z kontraktu przypadł na sezon przed awansem Warmii do Superligi, więc nie miałem okazji zagrać w elicie, chociaż z wieloma zawodnikami  „dorastałem” sportowo. Takim przykładem jest chociażby Sławek Szmal, z którym miałem okazję grać w reprezentacji Polski juniorów starszych. Stare czasy, ale wspominam je jako dużą naukę – taki Kasa już wtedy był wzorem pracowitości dla innych bramkarzy i tak pozostało. Obecnie lista urazów i mikrourazów jest jeszcze większa, ale stopniuję sobie obciążenia i póki co jest w miarę dobrze, chociaż kręgosłup boli. Zresztą, z powodu kontuzji musiałem całkowicie zmienić swój styl bronienia. Z bałkańskiej szkoły bronienia  - opartej na pajacach i dużej ilości rzutów na piłkę i robinsonad przestawiłem się bardziej na szkołę szwedzką, czyli bronienie ustawieniem i przewidywanie miejsc, w które zawodnik będzie chciał rzucać.

 

Akademicy w poprzednim sezonie bili się o awans na zaplecze PGNiG Superligi, obecnie po odejściu najlepszych zawodników grają o...

- Awans! Przynajmniej takie powinno być nastawienie. Nie można z góry odmawiać sobie umiejętności i chęci zwycięstwa. Piłka ręczna jest sportem dla prawdziwych facetów i taki tez trzeba mieć charakter, dlatego zawsze będę grał o wygraną. Oczywiście to nie oznacza, że nie jestem realistą. Zdaję sobie sprawę z osłabień zespołu, ale nie odpowiada mi też tłumaczenie, ze nie ma liderów, to gramy o pietruszkę. Nie po to marnuje swoje zdrowie. Uważam, że po takim przełomowym roku ci, którzy pozostali powinni trwać w przekonaniu, ze mamy dobry zespół i nadrabiać braki kadrowe wolą walki i zadziornością na boisku – tego najbardziej oczekuje od młodszych kolegów.

 

 

W sezonie 2008/2009 Łukasz Szymański po raz pierwszy wystąpił w barwach AZS (fot. Henryk Hegier).


Razem z Marcinem Prorokiem jesteście najbardziej doświadczonymi zawodnikami w drużynie. Co według Ciebie należałoby poprawić w grze AZS, aby punktowy dorobek był bardziej okazały?

- Zacznę od osoby Marcina. Gdy ja kończyłem grę w Warmii, Marcin grał jeszcze na bramce. Razem z Adamem Piekarskim stanowiliśmy tercet bramkarzy i walczyliśmy o grę w pierwszym składzie.  Potem Marcin wyjechał za granice i wrócił jako… rozgrywający. Przyznam szczerze, że pomimo tego, iż wiedziałem, że ma predyspozycje do gry w polu i zawsze na treningach wolał biegać i rzucać niż bronić to nie oczekiwałem po nim dojrzałej gry. Tymczasem to, co zobaczyłem w tym sezonie bardzo mnie zaskoczyło, oczywiście pozytywnie. Myślę, że w pewnym stopniu Marcin przyjął rolę dobrego ducha drużyny, zarówno na parkiecie, jak i poza nim. W sytuacji, gdy trener musi dzielić swój czas między dwa zespoły to bardzo ważne, żeby taka osoba była. Jeśli chodzi o receptę dobrej gry dla naszego zespołu, to lista byłaby bardzo długa (śmiech). Z mojego punktu widzenia oczekiwałbym aby zawodnicy więcej korzystali z rad starszych zawodników i trenera. W naszych poczynaniach widać sporo chaosu, który jest spowodowany właśnie brakiem słuchania trenera. Myślę, ze w II lidze wygrywa ten, kto gra mądrzej. Wiele zespołów ma jednego, dwóch liderów i nie ma ekip kompletnych dlatego żelazna taktyka gwarantuje dobre wyniki.

Prócz halowej odmiany szczypiorniaka, możesz pochwalić się sukcesami w plażowej piłce ręcznej. Na swoim koncie masz medale MP (Warmia, Damy Radę). Jak zachęciłbyś innych do uprawiania beach handballu?

- Trudno to określić. Teoretycznie to jedna dyscyplina, oparta na podobnych zasadach, jednak piasek to dodatkowy atut w postaci słońca, boisk na plaży i muzyki. Podczas zawodów przyjęte są zasady, aby również kibice dobrze bawili się oglądając poczynania zawodników. Sama gra jest znacznie szybsza, widowiskowa dzięki rzutom z obrotem i wrzutkom. Jest również mniej brutalna przez co dla zawodników to doskonały sposób na wypełnieni okresu roztrenowania grą w techniczny sport. Jeśli to nie przekonuje to mogę powiedzieć, że  dla mnie ta dyscyplina była powodem, dla którego wróciłem do grania. Właśnie na piasku wzmocniłem fizycznie kręgosłup, co pozwoliło mi wrócić na parkiet.  Zresztą, w Olsztynie jesteśmy zakochani w plażówce i liczę na turniej w przyszłym roku!